Nowy Rok okazał się dla Łukasza tragiczny. 23-latek marzy, aby znów stanąć na nogach

Kiedy wszyscy świętowali nadejście Nowego Roku, świat Łukasza Orzechowskiego zawalił się. Nie przebrzmiał jeszcze hałas fajerwerków, kiedy w gminie Korzenna można było usłyszeć inny huk - dźwięk gniecionego metalu, rozbijanych szyb. Tuż przed godziną pierwszą w nocy Seat Leon, którym jechał młody mężczyzna wypadł z drogi i uderzył w ogrodzenie. Dopiero przybyli na miejsce strażacy wyciągnęli Łukasza z wraku auta. 

O dramatycznym wypadku pisaliśmy TUTAJ. Mieszkaniec Korzennej trafił do szpitala w ciężkim stanie.

BOCHENSKI

- Doznałem urazu rdzenia kręgosłupa, rozległego urazu klatki piersiowej, urazu głowy ze złamaniami twarzoczaszki. W jednej chwili cały mój świat rozsypał się na milion kawałków, których sam nie jestem wstanie posklejać. Ze zdrowego, pełnego życia młodego chłopaka stałem się zależnym od innych, pozbawionym wszelkiej radości strzępem człowieka - mówi 23-latek.

Wszelkie jego plany i postanowienia noworoczne legły w gruzach przez jeden błąd.

- Krótka chwila, huk, przeogromny ból, strach jakiego nigdy wcześniej nie znałem i ta myśl w głowie: chcę żyć! Natychmiast po wypadku przeszedłem skomplikowaną wielogodzinną operację kręgosłupa, wstawiono mi stabilizator, zostałem wprowadzony w śpiączkę farmakologiczną. Nowy rok witałem diagnozą brzmiącą jak wyrok: całkowity niedowład kończyn dolnych... Nie dowierzałem. Myślałem, że to na pewno zły sen - wspomina Łukasz.

Chłopak był początkowo zupełnie zdany na innych. Ogromny ból fizyczny i psychiczny nie pozwalał mu normalnie funkcjonować. Nieustannie towarzyszyły mu leki przeciwbólowe i uspokajające.

- Po sześciotygodniowym pobycie w szpitalu, a dokładniej po wędrówce między trzema szpitalami, nagle nastąpił moment przełomowy: poruszyłem palcem u nogi i wtedy wróciła nadzieja, siła do walki i marzenie o powrocie do zdrowia.

Łukasz chce znów stanąć na własnych nogach. Niestety, czas oczekiwania na rehabilitację finansowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia sięga dwóch lat. Tutaj nie ma czasu na czekanie. Rehabilitacja potrzebna jest już teraz, a prywatne zabiegi sporo kosztują.

- Jedyne co mi pozostało z dawnych czasów to upór i siła walki, dlatego nie poddaje się i za wszelka cenę dążę do tego, by odzyskać to co w życiu najcenniejsze, a zarazem tak kruche, czyli zdrowie.

23-latek obecnie przebywa w domu. Sam płaci za rehabilitację w egzoszkielecie. Od poniedziałku do piątku jeździ na rehabilitację do Nowego Sącza. Codziennie przychodzi też do niego fizjoterapeutka finansowana prze NFZ. Jest po 11 zabiegach, zostało jeszcze 9 - później Łukasz znów będzie musiał czekać w kolejce. Po wypadku nie był w stanie nawet samodzielnie siedzieć. Teraz siedzi, sam przemieszcza się na wózku inwalidzkim, a nawet jest w stanie przejść kilka kroków przy niskim balkoniku, jeśli akurat pozwoli mu na to bardzo mocna spastyczność, czyli nieprawidłowe, nadmierne napięcie mięśni.

- Dziś po miesiącach od wypadku, po pięciomiesięcznym pobycie w ośrodkach neurorehabiitacji, rehabilitacji z NFZ jak i prywatnej, nadal jestem zmuszony korzystać z wózka inwalidzkiego. Nie poddaję się i z ogromną siłą walczę dalej! Olbrzymią nadzieję pokładam w zajęciach w egzoszkielecie, czyli jednym z najnowocześniejszych urządzeń do rehabilitacji służącym do reedukacji chodu. Pierwszy raz od długiego czasu poczułem się bardzo szczęśliwy stawiając krok po kroku. Nieosiągalne dla mnie na chwilę obecną kosztowne, prywatne turnusy rehabilitacji są konieczne, abym przestał być ciężarem dla najbliższych. Wierzę! Głęboko wierzę, że wspólnie z Ludźmi Dobrej Woli uda mi się, osiągnąć to, czego tak bardzo pragnę, czyli poruszać się na własnych nogach.

Pieniądze na pomoc dla Łukasza Orzechowskiego można wpłacać TUTAJ. Na stronie zbiórki da się również śledzić na bieżąco, jak rośnie kwota.

Aby dać 23-latkowi  nadzieję na normalne życie wystarczy wpłacić choćby niewielką sumę i wspomóc jego rehabilitację. Liczy się każda złotówka!

fot. arch. Łukasza / PSP w Nowym Sączu

WIŚNIAMAŁALIP

1 comment

Wypowiedz się w tej sprawie