Noga włożona w uchylone drzwi demokracji

Sprawdziliśmy – nikt nie słyszał, by w najbliższej okolicy organizowano jakiekolwiek uroczystości rocznicowe z okazji 4 czerwca. Dokładnie 30 lat temu polskiemu społeczeństwu udało się, przy użyciu kartki papieru, wydrążyć potężną wyrwę w komunistycznym betonie. Przed momentem ktoś powiedział, że 4 czerwca 1989 r. jest jedną z najważniejszych dat w historii Polski. Dlaczego więc nie chcemy o niej pamiętać?

Gdyby dzisiejszym 20-latkom pokazać zdjęcia Polski i Polaków sprzed 1989 r. powiedzieliby, że to obrazki z jakiejś innej planety. Szary kraj, szarzy ludzie i jest to odcień dominujący nie tylko dlatego, że trudno było kupić kolorowe filmy do aparatu. Wygląda na to, że kompletnie zapomnieliśmy, jak żyliśmy przed 1989 r. Gdyby nie dzisiejsze uroczystości rocznicowe w Gdańsku, można by pomyśleć, że naród zachorował na zbiorową amnezję i (prawie) wszyscy sprawiają wrażenie, jakby nie pamiętali, jak to było. Ta dziwna cisza ma nas upewnić w przekonaniu, że od zawsze cieszyliśmy się demokracją, wolnym rynkiem i ich pochodnymi - wolnością oraz dobrobytem. Ale to nieprawda. 4 czerwca 1989 r. dokonało się w Polsce coś, co nie udało się nikomu innemu. Polacy włożyli nogę w uchylone przez komunistów drzwi do demokracji i reżimowi nigdy nie udało się już tych drzwi ponownie przed nami zatrzasnąć. Niedługo później zostały otwarte na całą szerokość.

BOCHENSKI

Ale wcześniej były intensywne miesiące ważnych wydarzeń. Szczególnie w Krakowie czuło się, że zbliża się coś ważnego, coś co zadecyduje o dalszych losach kraju. 4 czerwca 1989 r. – zaraz po powrocie z komisji wyborczej - pakowałem swój studencki plecak, przygotowywany do wakacyjnej ekspedycji, ekonomicznego podboju Europy. W tym pakowaniu intensywniejsza od pamiętania o dodatkowej parze skarpetek była uporczywa myśl czy w ogóle wyjeżdżać, skoro w kraju sytuacja kipi i w każdej chwili może eksplodować. Tyle się działo. Ciekawość innego świata oraz inwestycja w bilet promowy były silniejsze.

Dlatego czerwiec 1989 r. miał dla mnie zapach i kolory innego niż ten dotychczas znany mi świat. I mnóstwo cisnących się do głowy pytań – wówczas – bez odpowiedzi: dlaczego powietrze w Szwecji pachnie inaczej? Dlaczego samochody tak lśnią i nie robią hałasu? Dlaczego każde jabłko w sklepie ktoś zawinął w osobny papierek i kazał się przeglądać w podświetlonym lustrze? Dlaczego za dzień prostej fizycznej pracy w Norwegii, ktoś chce mi płacić dwa razy tyle, ile moja mama dostaje w Polsce za miesiąc? Dlaczego kasjerka w wiejskim markecie mówi mi „dzień dobry, dziękuję, do widzenia”? Znała mnie wcześniej?

Można by tę opowieść o czerwcowym zawrocie głowy 1989 ciągnąć w nieskończoność, tylko po co? Młodzi ludzie i tak są przekonani, że Polska zawsze była częścią tego kolorowego i zamożnego świata, a starsi najwyraźniej już zapomnieli, że 4 czerwca 1989 r. wydarzył się cud, dokonała rewolucja. A wówczas to takie oczywiste nie było. Każdy wieczór czerwca i lipca 1989 r. spędzaliśmy z uchem przy radiu, uparcie kręcąc gałką w poszukiwaniu „Wolnej Europy”, co na norweskim pustkowiu w górach północy wcale nie było łatwe. I każdego wieczoru nasłuchując wieści z kraju, dreszcz niepewności przebiegał nam po plecach. Wszak dzień wcześniej mówili, że radzieckie łodzie podwodne w Świnoujściu zostały postawione w stan gotowości. Dzisiaj już wiemy, że na gotowości się skończyło. Choć w tamtych dniach, żadnego scenariusza nie można było wykluczyć.

Dzisiaj 4 czerwca 2019 r. chcemy choć odrobinę przypomnieć o tym, co wydarzyło się w Polsce 30 lat temu. Na kolejnych stronach znajdziecie Państwo opowieści uczestników tamtych wydarzeń, m.in. Krzysztofa Pawłowskiego, wybranego wówczas z list Solidarności do Senatu. W mieszkaniu Alicji Derkowskiej funkcjonował – jakbyśmy to dzisiaj szumnie nazwali – sztab wyborczy opozycji. Dzięki ich opowieściom możemy przypomnieć dzień sprzed 30 lat, w którym wydarzył się cud – przegrał komunizm, wygrała ludzka solidarność.

Przeczytaj wspomnienia z tamtego czasu:

Wypowiedz się w tej sprawie