Dokładnie dwa lata temu, artystyczne światło Nowego Sącza nieco przygasło. Jerzy Treit, który potrafił zamknąć tętno życia w głębokich barwach i drapieżnej ekspresji kształtów, wyruszył w drogę, z której się nie wraca. Malarz miał wówczas 55 lat. Nieprzewidywalna ironia losu sprawiła, że twórca nie zdążył dotknąć swoich płócien podczas wyczekiwanego wernisażu. Zamiast gwaru i rozmów z gośćmi, pojawił się chłód szpitalnych korytarzy, a dwa tygodnie później, bolesna wiadomość o jego odejściu.
Wystawa miała być triumfalnym powrotem i nosiła znamienny tytuł: „Podróże”. Był to zapis pięcioletniej wędrówki ducha. Od słonecznych pejzaży Francji i Hiszpanii, aż po sentymentalny powrót na nowosądecką ziemię. Jerzy Treit nie przychodził twórczo do Nowego Sącza z pustymi rękami; przyniósł ze sobą bagaż doświadczeń z lat 2019-2024, tworząc intymną mapę swojej artystycznej ewolucji i mozaikę doświadczeń.
W jego ostatnim głosie, utrwalonym na łamach DTS24, pobrzmiewa nuta pokory i tęsknoty. „Mam pewien dług wobec tego miasta… Chcę po prostu wypełnić tę dziesięcioletnią lukę” – wyznał na kilka dni przed tym, jak los wytrącił mu pędzel z dłoni.
Choć plany na kolejne przedsięwzięcia artystyczne rozmyły się w smugach cienia, pozostało po nim coś więcej niż tylko wspomnienia. Pozostały obrazy, które są żywym dialogiem z widzem oraz mocno sentymentalny wywiad z sierpnia 2023 roku. To swoisty testament artysty, w którym opowiadał o inspiracjach i marzeniach, a one teraz nabierają zupełnie innego ciężaru gatunkowego…
Dzisiaj, dwa lata po jego śmierci, „Podróże” Jerzego Treita trwają nadal. Tym razem w pamięci tych, którzy patrząc na jego płótna, odnajdują cząstkę jego niespokojnej, barwnej duszy.
Czytaj także: Rok temu zmarł Jerzy Treit. Artysta miał duże plany [FILM]

























































































































































































































