Nie cierpię szkoły jako instytucji

Rozmowa z Małgorzatą Szczepaniak, emerytowaną nauczycielką języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 2 w Nowym Sączu

– Jak się Pani czuła, kiedy 1 września rozbrzmiał pierwszy dzwonek w szkole, a Pani nie było z uczniami w klasie?

– Czułam ogromną ulgę i poczucie wolności. W końcu mogę normalnie żyć. Zabrzmi to strasznie, ale nie cierpię szkoły jako instytucji. Pod koniec pracy czułam się jak niewolnik. Byłam niewolnikiem systemu, który tłamsił, wymagał pełnego poświęcenia zarówno psychicznie, intelektualnie, jak i nawet fizycznie, nie dając w zamian nic oprócz rosnących wymagań. Nie służyły one jednak podnoszeniu jakości nauczania, komfortu pracy czy dobru ucznia, ale były podporządkowane kwestiom administracyjnym, systemowym. Praca nauczyciela została zbiurokratyzowana. Ciągłe wypełnianie papierów, raportowanie stało się ważniejsze niż uczeń. Powiem szczerze – czułam się jak w Orwellowskim świecie, więc po 31 lat pracy zdecydowałam się na tak zwane nauczycielskie świadczenie przedemerytalne. Obawiałam się, że jeśli tego nie zrobię, to oszaleję. Ponadto mówi się, że trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny – dla mnie ten moment nadszedł w czerwcu ubiegłego roku.

– Spodziewałam się poczucia straty, żalu, tęsknoty za uczniami…

– Uwielbiam pracę z młodzieżą. Za uczniami tak, tęsknię, ale nie za szkołą. Na szczęście „moje dzieci” wiedzą, gdzie mnie szukać. Mam kontakt z nimi. Co więcej – może to zabrzmi dość anachronicznie w dzisiejszym świecie – piszą do mnie listy, na które z ogromną radością odpisuję.

– Znaczy się e-maile?

– Nie, listy, takie na kartce, zapakowane w kopertę ze znaczkiem (śmiech). Dlatego powiedziałam, że może to zabrzmieć anachronicznie.

– Musiałam dopytać. Bo kto dziś pamięta, że można pisać listy?

– Uwielbiam listy – pisać i dostawać. Zawsze o tym opowiadałam moim uczniom i miło mi, że o tym pamiętają. Cieszę się, że udało mi się zaszczepić w nich sztukę epistolarną.

– W jednym z wywiadów, jakie ostatnio prowadziłam, prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku Wiesława Borczyk, mówiąc o autorytetach, zaczęła wymieniać swoich nauczycieli. Zastanowiło mnie to i sama zaczęłam szukać autorytetów wśród moich nauczycieli. Kiedy byłam w podstawówce, mogę powiedzieć, że wtedy Pani była dla mnie właśnie taką osobą, jako prowadząca warsztaty dziennikarskie.

– Ogromnie mnie to cieszy.

– Czy dziś nauczyciel może być, jest autorytetem dla ucznia?

– Znów wypada z uśmiechem powiedzieć – ale jest to uśmiech przez łzy – że to anachronizm. Mimo wszystko sądzę, że (…)

To tylko fargment rozowy. Całość przeczytasz w najnowszym numerze “Dobrego Tygodnika Sądeckiego” – czytaj za darmo on-line już teraz:

Najnowszy numer DTS 41-42 2020

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.