Nasz człowiek z Rożnowa: najstraszniejszy ze wszystkich Polaków

Nasz człowiek z Rożnowa: najstraszniejszy ze wszystkich Polaków

Rycerzów w Polszcze było wielu, aliści żaden nie zdzierżyłby Zawiszy Czarnemu. Historia i Henryk Sienkiewicz w „Krzyżakach” wymieniają najsłynniejszych: Zyndram z Maszkowic, Powała z Taczewa i Spytko z Melsztyna, atoli niezagrożone przodownictwo przyznają jednogłośnie Zawiszy.

Ojczyzną większości konkurentów, Zyndrama i Spytków (niejednego, bo Spytków z Melsztyna było paru), jest dolina Dunajca, tedyć szeroko pojęta Sądecczyzna: na wzgórku dawnego grodziska w Maszkowicach k/Łącka przedsiębrane są wykopaliska, a nad zrekonstruowanym zamkiem w Melsztynie k/Czchowa dumnie łopocze biało-czerwona. Aleć i Zawisza Czarny, lubo pochodził z Garbowa k/Sandomierza, władał wszakże i zamkiem w Rożnowie na Sądecczyźnie.

Drapieżni Polanie i Wiślanie

Zaliż w rzeczy samej rycerzów w Polszcze z przełomu wieków XIV i XV było wielu? Wręcz przeciwnie – nader skąpo. Albowiem ówcześni rycerze to odpowiednicy późniejszej arystokracji. Władca najbardziej zasłużonym nadawał królewszczyzny lub pozwalał je zakładać na terenach dotąd nie zurbanizowanych. Zasię taki rycerz, pierwotnie nierzadko Wiking lub Niemiec z drużyny przybocznej króla z dynastii Piastów, dostawał w zarząd kamienny zamek albo rychlej grodziszcze (drewniane, bo o takiż materiał w lesistej Słowiańszczyźnie było łacniej niźli o kamień, z którego więcej wznoszono w górzystych Włoszech czy Hiszpanii) albo ruszał w górę rzeki (nie było dróg, zasię wykorzystywano koryta rzeczne, przeto do dzisiaj sieć szos pokrywa się z systemem cieków wodnych), aby objąć w posiadanie nowe włości, po czym ujarzmić tubylców lub osiedlić osadników (imigrantów często sprowadzanych ze względnie przeludnionych naonczas krain germańskich, stąd bezlik niemieckobrzmiących nazw geograficznych nawet w rdzennie, wydawałoby się, słowiańskiej Małopolsce: choćby Melsztyn i Tropsztyn ze spolszczoną końcówką -sztyn, czyli -stein, a zatem -skała, albo Szymbark i Tymbark z końcówką -bark, czyli -berg, a więc -góra).

Władca nie posyłał w takie ekspedycje pięknoduchów, lecz ludzi zbrojnych, jakoż często musieli ujarzmiać tubylców, wywodzących się z innych ludów (np. Celtowie) tudzież plemion słowiańskich. Ujarzmiać – wszak owa ludność ulegała nowej władzy bez entuzjazmu, prawiąc eufemistycznie, bo zawżdy to oznaczało siła nowych podatków.

Rycerze nie byli zatem znaną nam z wieków późniejszych, dość przecież liczną szlachtą, lecz komesami, czyli hrabiami, udzielnymi władykami powierzonego im przez suwerena terytorium, w zamian za co mieli stawać na jego wezwanie do walki. I to nie tylko z najeźdźcami, albowiem Polanie i Wiślanie wcale nie byli miłującymi pokój, potulnymi barankami bożymi, jak bałamuci nas historia, lecz drapieżnikami, którzy usilnie rozszerzali władztwo na tereny sąsiednie drogą podbojów.

Tym bardziej nie bożymi, że w świetle badań historycznych okazuje się, iż katecheza kościelna, głosząca jakoby jedynie słuszną wiarę wyznawali już nasi ojcowie i dziadowie, prawdziwa jest jeno połowicznie, bo ci drudzy raczej nie do końca. Chrzest w 966 r. przyjął Mieszko I i jego przyboczna drużyna, złożona – jako się rzekło – przeważnie z Wikingów i Teutonów (istnieje zresztą, wcale nie taka znowu ekscentryczna, hipoteza, iż sam Mieszko i w ogóle Piastowie mogli być Wikingami, czyli Skandynawami, którzy podbili i ucywilizowali nieokrzesanych Słowian zamieszkujących dzisiejsze ziemie polskie), a resztę ludności trzeba było do tego dopiero przekonać – nieraz ogniem i mieczem. I dlatego chrystianizacja ziem polskich przypominała trochę konkwistadorkę znaną z Ameryk Środkowej i Południowej.

I jeśli nasi dziadowie oficjalnie wyznawali to, do czego ich naonczas zmuszano, to jeszcze w wiekach XIV i XV siła ich pokątnie wciąż oddawała po lasach cześć dawnym bożkom – tym swoim Światowidom i Swarożycom. Chrześcijaństwo było wiarą elit, a krnąbrny jak zawsze naród dalej wierzył w swoje. Jedno jest pewne: obchody tysiąclecia chrześcijaństwa na ziemiach polskich zafundowano nam w 1966 r. ździebko przedwcześnie.

Brednie pod Grunwaldem

Wreszcie dochodzimy do liczb. Na przełomie wieków XIV i XV gęstość zaludnienia była wciąż rzadziusieńka, tedy ludność naszego kraju liczyła ledwie parę milionów. Z tego warstewkę rycerską oblicza się na kilkoro tysięcy ludzi, w tym rzecz jasna kobiety, dzieci i starcy. I dlatego brednią było to, czego jeszcze mnie uczono w szkole, że do bitwy pod Grunwaldem stanęły naprzeciwko siebie dwie stutysięczne armie. Bo jeśli po stronie polskiej dodać – niech będzie, że nawet tysiąc – rycerzy pospołu z kilkuosobowymi pocztami, do tego posiłki sojusznicze Litwinów i Tatarów oraz oddziały najemników, to nawet przy najlepszej woli nie chce się całość zsumować w więcej okrom góra ze 20 tysięcy mężów.

I my byliśmy u siebie, a co dopiero Krzyżacy… Rycerzy zakonnych i ochotników tegoż autoramentu na pewno było nie więcej niż naszych, najemników niech będzie tyle samo, a ponieważ Krzyżacy walczyli na wyjeździe, nie mieli miejscowych czy pobliskich sojuszników. Przeto tak demonizowani w naszej historiografii zakonnicy nie wystawili przeciwko nam nawet tych marnych 20 tysięcy, lecz o wiele mniej…

Powyższe obliczenia nie są rachunkami amatora, lecz stanowią wynik świeżych badań archeologiczno-historycznych. Wobec tego nasze zwycięstwo w historycznej bitwie pod Grunwaldem nie wydaje się już tak imponujące! Prawdę pisząc, bardziej przypomina archetyp, że znów silniejszy pobił słabszego…

Przebóg i dalibóg

Kolejna rzecz: zali zamek w Rożnowie, który przetrwał do naszych czasów w ruinie, dalibóg należał do Zawiszy Czarnego piszącego się „z Garbowa”? Przebóg, heraldyk Adam Boniecki w wydanym w 1902 r. „Herbarzu” twierdził, że nie do Czarnego, lecz do… Czerwonego, czyli innego, piszącego się „z Brzegów”, rycerza o imieniu Zawisza.

Wszakoż mylił się sromotnie, co z despektem dla Bonieckiego gromią fakty – nagie jak dwa miecze. Zamek w Rożnowie, o czym świadczy sama nazwa, to dzieło możnowładców z rodu Rożenów, którzy w latach 1336-70 przebudowali dotychczasową strażnicę drewnianą w kamienną warownię o wymiarach 44×20 m. Zawisza wszedł w jej posiadanie w 1426 r. Istnieją przekazy, że kupił, ale snadniej odziedziczyła go jego żona – poślubiona ok. 1397 r. Barbara właśnie z Rożnowa. Mieli czterech synów (być może także córki, ale wczesne źródła te z reguły antyfeministycznie pomijają), w tym trzech pisanych właśnie „z Rożnowa”: Marcina i Stanisława, którzy polegli razem z królem Władysławem III w klęsce pod Warną w 1444 r. oraz starostę kolskiego (od Koła, miasta w Wielkopolszcze) Jana, który – pojmany w porażce wojsk polskich pod Chojnicami – sczezł w niewoli krzyżackiej w 1454 r. A jeśli pisano ich „z Rożnowa”, musieli tam się urodzić lub mieszkać, a zatem Rożnów był wówczas posiadłością zaprawdę Czarnego, a nie Zawiszy jakowejś innej barwy.

Wał zwalonych z konia

Nie będziemy tu przytaczać przysłowia o Zawiszy Czarnym jako człowieku, na którym można polegać, bo to rzecz tak wiadoma, że stanowi element naszego Prawa Harcerskiego. Ani jego przewag w turniejach rycerskich w Europie, bo uczynił to pisarz w „Krzyżakach”: „Stare kroniki wspominają, że pojedynek Zawiszy z przesławnym Janem z Aragonii odbył się (…) w Perpignano, gdzie w obecności cesarza Zygmunta, papieża Benedykta XIII, a dalej króla aragońskiego i wielu książąt i kardynałów, Zawisza Czarny z Garbowa zwalił z konia pierwszym uderzeniem kopii swego przeciwnika i świetne nad nim odniósł zwycięstwo”.

Za „Krzyżakami”, do których pisania Sienkiewicz pożytkował omszałe manuskrypta, też tylko wspomnimy o udziale rycerza w potrzebie pod Grunwaldem: „Wielka krakowska chorągiew, której sam Zyndram przywodził, a na czele między przedchorągiewnymi szedł najstraszniejszy ze wszystkich Polaków: Zawisza Czarny herbu Sulima. (…) Pod okropną ręką Zawiszy ginęli bitni mężowie, jakby w tej czarnej zbroi sama śmierć szła im naprzeciw, on zaś walczył z namarszczoną brwią i ściśniętymi nozdrzami, spokojny, uważny, jakby zwykłą odbywał robotę; czasem równo poruszał tarczą, odbijał cios, lecz każdemu błyskowi jego miecza odpowiadał krzyk straszny porażonego męża, a on nie oglądał się nawet i szedł, pracując, naprzód jak czarna chmura, z której co chwila piorun wypada (…) Pod olbrzymim Arnoldem von Baden otoczonym przez piechotę kmiecą utworzył się wał polskich trupów, on zaś, potężny i niezwalczony, stał nad nim, jak stoi słup graniczny wkopany na wzgórzu, i kto zbliżył się do niego na długość miecza, marł jakby piorunem rażony. Najechał go wreszcie sam Zawisza Czarny Sulimczyk. (…) Zawisza tak okrutnie siłą nad wszystkimi górował, że nieszczęśni to byli rodzice, których dzieciom wypadło się z nim spotkać w boju. Jakoż pod cięciem jego miecza pękła kuta w Malborgu tarcza, pękł jak gliniany garnek stalowy hełm i mężny Arnold padł z rozciętą na dwoje głową…”.

Niedorzeczna śmierć

Mniej za to rozgłasza się ciężkie terminy, w jakich Zawisza dokonał żywota, albowiem podważa to legendę niepokonanego gladiatora i narodowe przekonanie o wyższości naszego rycerstwa nad wszyści innymi. Otóż Zawisza Czarny był kondotierem, najemnikiem, co stanowi dysonans w micie o Polakach-ideowcach, którzy mieli walczyć na całym świecie zawsze jeno „o wolność naszą i waszą”. Wprzódy zaciągnął się u króla węgierskiego Zygmunta Luksemburskiego na wyprawę na Turków w 1428 r. Co gorsza: za pieniądze najął się na służbę u tego wcześniejszego elektora brandenburskiego (zaś Brandenburgia, późniejsze Prusy, zawszeć była naszym największym wrogiem w początkach państwowości polskiej) i późniejszego cesarza niemieckiego.

Po przegranej bitwie pod twierdzą Golubac w Serbii osłaniał odwrót wojsk Zygmunta Luksemburskiego i mimo iż król nakazał mu wycofanie, prawie 60-letni Zawisza w porywie niedorzecznej brawury połączonej z megalomańskim przekonaniem o własnej niezwyciężoności i fanatyczną wiarą, że z każdej opresji wybawią go moce niebieskie – rzucił się samotrzeć, albowiem z zaledwie dwoma pieszymi pachołkami, na całą bisurmańską armię pohańców. No i z własnej winy wpadł jak śliwka w kompot – popadł w niewolę. Natenczas dwaj janczarowie wszczęli zwadę, kto zaiste go pojmał i jeden z nich rozwiązał spór, jak Damokles węzeł gordyjski, ścinając jataganem głowę naszemu śmiałkowi.

Ireneusz Pawlik

Fot. Wikipedia, fragment obrazu Jan Matejki „Bitwa pod Grunwaldem“.

 

Najnowsze  wydanie dts24 pobierzesz ZA DARMO klikając w okładkę poniżej:

Filmoteka dts24

217 Videos