Monika Kowalczyk: pamiętaj, piszemy dla ludzi…

Monika Kowalczyk, portret

„Monika nie żyje…” –  zdanie, którego nikt z nas nie chciał usłyszeć. Kiedy wybrzmiało, broniliśmy się przed nim, zanosząc się na przemian złością i niewypowiedzianą goryczą…

Szpitalne okno na świat

Niemal zderzyłyśmy się przed sklepikiem w gorlickim szpitalu. Obie zdziwione swoją obecnością w tym miejscu. Był 14 lutego 2020 roku. Jak zwykle z całą serdecznością i z tym błyskiem w oku uściskała mnie i z głosem bez wahania oznajmiła, że ,,przeniosła” się za swoją panią doktor do Gorlic. No tak, znały się już tyle lat… Po kilkunastu minutach rozmowy pożegnałyśmy się.

Tego dnia ponownie wróciłam do gorlickiego szpitala, tym razem w obecności drugiej matki mojego dziennikarstwa – Iwony Kamieńskiej. Dotarłyśmy do sali. Łóżko przy oknie po lewej stronie. Na nim redaktor Monika pochłonięta lekturą słynnego raportu rotmistrza Pileckiego. Podniosła wzrok zza okularów i z energią nastolatki powitała nas.

Nie skarżyła się. Opowiadała o świecie, o problemach ludzi, współlokatorów ze szpitalnej sali. Była na bieżąco. Chciała wiedzieć co u nas, czy wszystko dobrze. Kilka godzin rozmowy w szpitalnej sali. To było nasze ostatnie spotkanie twarzą w twarz. Później rozszalała się pandemia i pozostał kontakt wirtualny…

Dla ludzi

Pojawiłam się na pokładzie ,,Gazety Krakowskiej” w 2016 roku. Pani redaktor z życzliwością oprowadziła mnie po biurze redakcji znajdującej się na ulicy Kochanowskiego w Nowym Sączu i oznajmiła na końcu ,,pamiętaj, piszemy dla zwykłych ludzi i o zwykłych ludziach”. I to chyba kwintesencja tego, o co walczyła cały czas z korporacyjną machiną.

Dla niej problemy ludzi zawsze były na pierwszym miejscu, nie żadne sensacje, czy tabloidowe, plastikowe historie mające dostarczyć klików. Nie przez wszystkich była lubiana, za to samo, za co każdy ją szanował  –  za wyznawane zasady, nieugiętość w dążeniu do prawdy i mówienie, pisanie wprost, bez zawoalowanego sensu przykrytego morzem niepotrzebnych słów.

W redakcji zjawiała się pierwsza, wychodziła ostatnia. Praca była jej pasją, tym co kochała. Żyła nią. Przez lata była także jej ucieczką…

Potrafiła płynnie przejść od porannego przyjmowania w szpitalu chemii z kroplówki do południowej redakcji gazety i zajmowania się problemami ludzi.

Przed godziną 9. zapach porannej kawy, którą robiła w starym, redakcyjnym ekspresie, unosił się z jej pokoju. Od niej zaczynała każdy dzień na Kochanowskiego. Nie klepała po plecach, nie sprzedawała wyuczonych uśmiechów, była zawsze sprawiedliwa.

Matka mojego dziennikarstwa

,,Przepraszam, że nie poświęciłam ci tyle czasu, ile powinnam” – usłyszałam, kiedy kończyłam współpracę z ,,Gazetą Krakowską”.

Chyba nie była świadoma tego, że ukształtowała mnie swoją postawą. Uczyła nie przez słowa, polecenia, wskazówki, a głównie przez to jaka była.

Była… Niedorzecznie pisać słowo ,,była”…

Dziękuję za tak wiele…!

Do widzenia!  

Natalia Sekuła

***
Pogrzeb odbędzie się we czwartek o 14:00 w kościele parafialnym w Trzetrzewinie. Różaniec 13:30.

Odeszła Monika Kowalczyk. Najlepsza z nas…

fot. Piotr Droździk

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.