Sprawę zakusów, jakie Sandecja robiła na transfer Kamila Sabiłło, odkryliśmy jako pierwsi w Polsce. Następnie skrupulatnie przyglądaliśmy się całej operacji, kompletując kolejne informacje i szukając ich potwierdzenia. Trzymaliśmy rękę na pulsie w tym rozgrzewającym temacie, bo mieliśmy do czynienia z sytuacją bez precedensu. Oferta łącznie opiewająca na pół miliona złotych była szokująca.
Właściwie trudno powiedzieć, czy większe wrażenie robiła tak wielka propozycja w II lidze, czy też złożenie jej przez Sandecję. Klub ten nie kojarzył się przecież nigdy z dużymi pieniędzmi na rynku transferowym. Tym razem było inaczej i 10 grudnia oficjalnie złożono ofertę. Początkowo nie chciano sprawy komentować zarówno w Nowym Sączu, jak również w Skierniewicach. Nikt natomiast jej także nie dementował! Z biegiem czasu jednak, wokół tematu robiło się coraz bardziej gorąco. Kolejne publikacje w ogólnopolskich mediach, sporo zapytań, a także nasze nieustępliwe udowadnianie tego co wiemy sprawiło, że Sączersi potwierdzili sensacyjne doniesienia. Nie odnosili się jedynie do wysokości kwot, co jest zupełnie normalne, ale przyznali, że starają się wykupić Kamilla Sabiłło, który jesienią w 16 meczach zdobył 14 bramek.
Kiedy pozostało nam śledzić przedłużające się milczenie ze strony Unii Skierniewice, to Sandecja niespodziewanie przebyła swoją własną ofertę. Do wspomnianych pieniędzy, jakie wykładali za zawodnika, zaproponowali kontrahentowi dodatkową opcję. Skoro na liście transferowej znajdował się Rafał Wolsztyński, to nowosądeczanie zachęcali, żeby porozumieć się z nim w kwestii indywidualnego kontraktu, a wówczas stanie się on częścią transakcji jako dodatkowy bonus. Sytuacja mocno zaskakująca.
Wszystkie te starania okazały się jednak nieskutecznie. Przed wigilią klub ze Skierniewic poinformował, że przedłużył kontrakt ze swoim snajperem. Kamil Sabiłło podpisał umową do końca 2028 roku. Pomimo tego, że na stole leżały ogromne pieniądze, a zawodnikowi proponowano w Nowym Sączu bardzo wysokie wynagrodzenie, to do hitu transferowego nie doszło. Sandecja nadal musi polować na napastnika.
Czytaj także: Sparta Katowice zagląda do szatni przy Kilińskiego 47


























































































































































































































