Michał Tomasiak: „Armwrestling to nie tylko siła – kluczowa jest technika”

Michał Tomasiak: „Armwrestling to nie tylko siła – kluczowa jest technika”

Większość młodych chłopaków marzy o karierze piłkarskiej. Podobnie było z Michałem, ale zrządzenie losu sprawiło, że stał się… armwrestlerem. Oto historia Michała Tomasiaka – Sądeczanina, który z lokalnej siłowni dotarł na podium Mistrzostw Europy.

Droga Michała Tomasiaka do profesjonalnego armwrestlingu rozpoczęła się niepozornie – w szkole średniej. Wówczas Michał, tak jak wielu chłopaków w tym wieku, zaczął uczęszczać na siłownię. Wraz z grupą znajomych trenował trójbój siłowy, ale okazjonalne próby siłowania się na rękę szybko pokazały jego wrodzone predyspozycje do tej dyscypliny.

 – To wyszło bardzo spontanicznie. W drugiej klasie liceum zacząłem chodzić na siłownię i dołączyłem do grupy chłopaków ćwiczących regularnie. Było nas około 10–15 osób, każdy trenował trójbój siłowy. Dla sprawdzenia swojej mocy czasami siłowaliśmy się na rękę. Okazało się, że mimo zaledwie miesiąca stażu, pokonywałem prawie każdego z nich, choć byli ode mnie starsi i trenowali znacznie dłużej. Już czułem, że znalazłem coś, w czym mogę być naprawdę dobry – wspomina Michał.

Jako szesnastolatek zadebiutował na zawodach w Jabłonce, zajmując piąte miejsce w kategorii seniorów do 95 kilogramów. Choć wynik był satysfakcjonujący, Michał wiedział, że stać go na znacznie więcej. To zmotywowało go do rezygnacji z trójboju i pełnego skupienia się na armwrestlingu. Pierwsze złoto wywalczył podczas swoich piątych zawodów.

Specyfika treningu i walki przy stole

Wbrew powszechnym opiniom, profesjonalne siłowanie się na rękę nie opiera się wyłącznie na sile fizycznej. Jak wyjaśnia zawodnik, kluczem do sukcesu są precyzyjne rozwiązania mechaniczne, znajomość anatomii oraz odpowiednio dobrana technika, która musi pasować do fizycznych predyspozycji.

– Armwrestling, to nie tylko surowa siła – technika jest tutaj kluczowa i bez niej niewiele się zdziała. Wyróżniamy trzy główne techniki walki. Hak charakteryzuje się tym, że walczy się głównie bicepsem i zgina się nadgarstek blisko ciała. Toproll polega na otwieraniu nadgarstka przeciwnika i walce o dominację nad jego dłonią. Press, to z kolei walka tricepsem, gdzie przenosi się ciężar całego ciała na rękę i dobija przeciwnika do poduszki. Ja osobiście walczę toprollem, ponieważ mam dość długą rękę oraz dłoń – tłumaczy zawodnik.

Jak podkreśla Michał, trening armwrestlera wymaga rozwoju specyficznych partii mięśniowych, których przeciętny człowiek nie wykorzystuje w codziennej aktywności. Podstawą są ćwiczenia nadgarstka, takie jak pronacja, supinacja, cupping czy zamek. Olbrzymie przeciążenia sprawiają, że również ważna staje się codzienna dbałość o zdrowie i odbudowę tkanek.

– Regeneracja, to połowa sukcesu, a kluczem jest sen. Oprócz dobrego wysypiania się, stosuję szeroką suplementację: kreatynę, witaminę D3, magnez, cynk, kwasy Omega 3, kolagen oraz MSM na stawy. Moim sprawdzonym sposobem po ciężkim treningu jest też robienie wielu powtórzeń na gumach oporowych, czyli tzw. bloodflow. Dzięki temu ścięgna są lepiej ukrwione, co przyspiesza ich gojenie i regenerację – dodaje Michał.

Sądeczanin zaznacza, że specyficzne doświadczenie zdobyte przy stole daje ogromną przewagę w starciu z osobami, które na co dzień budują wyłącznie ogólną masę mięśniową i jedynie wyglądają na silnych.

– Gdybym walczył na poważnie z kulturystą, pojedynek zakończyłby się w ułamek sekundy. Ale kiedy siłuję się z kimś niedoświadczonym, nigdy nie daję z siebie pełnych możliwości, żeby ta osoba nie zrobiła sobie krzywdy. W takich sytuacjach mówię rywalowi, żeby to on atakował, a ja go tylko trzymam w miejscu, bez agresywnych ruchów – relacjonuje.

Bariery finansowe w niszowej dyscyplinie

Mimo sukcesów międzynarodowych, w tym trzeciego miejsca na Mistrzostwach Świata w Rumunii oraz podium Mistrzostw Europy, Michał, tak jak wielu innych polskich zawodników, wciąż mierzy się z barierami ekonomicznymi. Armwrestling pozostaje dyscypliną niszową, co utrudnia pozyskiwanie sponsorów, a wyjazdy na turnieje nie są dotowane przez instytucje państwowe. Z tego powodu Sądeczanin musiał podjąć trudną decyzję o rezygnacji z nadchodzących zawodów w Azji.

-Mistrzostwa Świata odbywają się w Japonii i sam wyjazd kosztowałby mnie minimum 15 tysięcy złotych. Mówiąc wprost: nie stać mnie na taki wydatek, a sponsorów nie mam, więc niestety w Japonii się nie pokażę. Na tegoroczne Mistrzostwa Europy pojechałem wyłącznie dzięki pomocy ludzi, którzy wpłacili pieniądze na zbiórkę, którą sam zorganizowałem. Jeszcze raz chciałbym każdemu z Was z całego serca podziękować – wyznaje Michał.

Plany i sportowe marzenia

Głównym celem zawodnika na nadchodzące miesiące pozostaje udany start w Pucharze Polski i zajęcie miejsca w pierwszej trójce kategorii seniorów. W dalszej perspektywie Tomasiak stawia sobie jednak znacznie wyższe wymagania i precyzyjnie określa cele, do których dąży w nadchodzących latach.

– Moim marzeniem jest stoczenie walki na East vs West – to prestiżowa i popularna gala walk armwrestlingowych na świecie. A gdzie widzę siebie za 2–3 lata? Na pewno w ścisłej czołówce światowej w kategorii U21 oraz na podium w kategorii Senior na Mistrzostwach Polski. Do tego dążę – kwituje Michał Tomasiak.

 

Czytaj także: Ekonom archidiecezji. Nie wahałem się ani chwili

Filmoteka dts24

211 Videos