To był mecz szczególny, charakterystyczny. Był także zaskakujący. Mecz prezentuje drużynę Sandecji jako zmienną, posiadającą kilka twarzy. Chodzi również o kontekst z innymi meczami. Można dostrzec także jakby walkę, która toczy się, jak zmagania się dobra ze złem w turbulentnym świecie. Jerzy Pilch stwierdził jednoznacznie, że „piłka jest jak życie”.
No dobrze, nie będę trzymał już w napięciu i ujawnię cytat adekwatny dla tego meczu:
Onegdaj Jürgen Klopp rzekł był: „Pressing to najlepszy playmaker. Gdy odbierasz piłkę w wysokim pressingu, masz już przeciwnika w niekorzystnej pozycji, blisko ich bramki.”
Tak, będzie pisane o pressingu. To często używane słowo, a nawet nadużywane. Podobnie, jak „stuprocentowa sytuacja”. Pressing jest takim synonimem dobrej gry, „gryzienia trawy” i „jazdy na dupach”. To jednak tak nie idzie…
Pressing to pewien intencjonalny zabieg – gra bez piłki. Jest jak gambit w szachach. Szary kibic nie dostrzega pressingu, bo „patrzy gdzie jest piłka”. Nie widzi, że pressing dzieje się totalnie. Takie jest jego założenie fundamentalne.
Przeciwnik chce wyprowadzić piłkę, posiada ją na swojej połowie, tak bliżej swojej bramki. Co robią wówczas napastnicy? Chcą symultanicznie poodcinać możliwości podania przez posiadającego aktualnie piłkę obrońcy. Na obronie powstaje sytuacja 1 na 1. Najlepiej, aby na całym boisku tak działo się.
Wszyscy zatem rozbiegają się do obrońców i bramkarza, aby odciąć możliwe podania, jakie może wykonać obrońca. On nie ma komu podać i wpada „w panikę”. Osaczony, wykonuje jednak podanie do kolegi, i ono zostaje przechwycone przez napastników. Jest już blisko bramki, no i jest gorąco. Gol wisi w powietrzu.
Pressing ma także znaczenie psychologiczne. Udziela się bowiem obrońcom, że rywal jest piekielnie groźny, protekcjonalny, bezczelny, że lekceważy, bo czuje się pewnie. To czyni czasami spustoszenie w psychice rywali.
Taką właśnie strategię obrała właśnie Sandecja w ostatnim meczu w Chełmie. To wychodziło. Zawodnicy Chełmianki „głupieli” i oddawali piłkę, jakby ich parzyła. Wybijali ja do przodu (czasami na auty) i nasi ją przejmowali. Próbowali zaatakować. Ale to wychodziło już nie tak, jak pressing, gra bez piłki.
Trzeba Sandecji popracować nad tym jeszcze, aby w okolicach 16 być bardziej wyrafinowanymi. Trzeba lepiej grać „z piłką”. Może raz strzelić z daleka, innym razem, wejść głęboko. Tak, aby nie było nigdy wiadomo – co zrobi Sandecja. To także wybija rywala. Nieprzewidywalność może stać się naszym orężem.
Sandecja grała zatem dobrze „bez piłki”, a z piłką już niestety gorzej. Dlatego nie widzieliśmy długo bramki, nie było nawet szczególnie dogodnych sytuacji. Gdyby Sandecja grała tak dobrze z piłką, jak bez piłki w pressingu, to wynik do przerwy powinien być 3-0. Mecz był jednak pod kontrolą Sandecji. Chełmianka nie sprawiała z w zasadzie żadnego zagrożenia. Byli „pogubieni”.
Dlaczego jednak napisałem na początku „o dwóch twarzach” Sandecji? Pamiętamy mecz w Świdniku? Tak Sandecja grała zły pressing. Pozostawiała bowiem „dziurę”, nie odcinała obrońcy wszystkich możliwości dobrego podania. On podawał do niekrytego kolegi. Tak napastnicy Sandecji tracili siły na jałowy bieg w „dziurawym pressingu”.
Inaczej już było w słynnym meczu z Cracovią. Tam dobrze naciskaliśmy. No i wygraliśmy bój o panowanie na środku boiska. A wszyscy wiemy, że kto panuje na środku boiska ten ma „władzę”. Gra bez piłki tworzy przestrzeń, ale także zabiera piłkarski tlen przeciwnikom.
Wracając do ostatniego meczu, druga połowo była inna niż pierwsza. Była piłkarsko ciekawsza. Piłkarze z Chełma weszli nieźle w drugą połowę, ale po kilku minutach Sandecja dominowała niepodzielnie. Strzeliła bramkę i wydawało się, że jest już po meczu i padnie jeszcze kilka bramek dla Sącza.
A tutaj nadeszła 70 minuta, i Chełmianka strzela nam gola. Jest remis. No i dzieje się dziwnie. Oczekiwaliśmy, że teraz Sandecja ruszy, przyciśnie, zastosuje wysoki pressing, zbuduje hokejowy „zamek”, a zawodnicy z Chełma będą „bronić Częstochowy”…
Niestety, tak się nie stało. Mecz się wyrównał. Drużyna z Chełma uwierzyła, że może nawet wygrać ten mecz. Nie wolno dawać takiej wiary i nadziei! Trzeba od razu odciąć jej dopływ. Co jest najlepszym blokadą nadziei? Dobry jest wysoki pressing, on bywa dobrą taktyką na rywala, który uwierzył w siebie. Taktyki niestety nam wówczas zabrakło. To powinno być strategiczną sekwencją. Takim kodem naszej drużyny. Słabszy przeciwnik nabiera nadziei, a my wtedy…
No i tak trwało to, ta wyrówna gra do samego końca meczu. Remis był prawdopodobny, ale i wygrana któregoś zespołu. No ale po błędzie obrońcy padła bramka dla Sandecji, strzelona w stylu Zidane. Mieliśmy zwycięstwo!
Martwi jednak to, że Sandecja po stracie gola grała z podciętym skrzydłem, mniej pewnie niż dotychczas. To martwi, ale jednak zwycięstwo bardzo krzepi. Za 2-1 dopisaliśmy 3 punkty i powiększyliśmy przewagę nad aspirantami do awansu do 2 ligi.
To był jednak dobry mecz Sandecji, a wynik był absolutnie sprawiedliwy. Sandecja udowodniła, że umie grać pressingiem. Na pewno także dostrzegła, że przeciwnik nie lubi takiej gry. Tylko dobre drużyny wiedzą co trzeba wówczas robić. Zawodnicy z Chełmu bezradnie wykopywali piłkę. Inni przeciwnicy także będą się gubili.
Trzeba jednak popracować nad psychologią drużyny, która w krytycznych momentach musi wykazać więcej zaangażowania, ale tak na zimno, bez zbytecznych emocji. To musi być wykalkulowane. A zawodnicy powinni wiedzieć od razu co należy robić.
To dobrze, że Sandecja zagrała w Chełmie jak z Cracovią. Tak grać przystoi liderowi tabeli. Tak przystoi grać drużynie z 2, a w sumie z 1 ligi. Przecież Sandecja tam zmierza…
Adam Kurek
Czytaj też:
MECZ SANDECJA versus KORONA KIELCE II – refleksje pomeczowe
| OdpowiedzPrzekaż dalej
Dodaj reakcję |


























































































































































































































