Mechanik ,,leczył" chorych na raka amigdaliną za 13 tysięcy zł. Usłyszał 36 zarzutów i trafił do aresztu

Inżynier mechanik Ryszard K. ,,leczył" m.in. amigdaliną, zwaną witaminą B17 ludzi chorych na raka. Jest podejrzany o popełnienie 36 przestępstw związanych z narażaniem życia i zdrowia ,,pacjentów", a także oszustwami. W ubiegły piątek Sąd Rejonowy w Nowym Sączu na wniosek Prokuratury Okręgowej, zastosował wobec niego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. 

Dotychczas odpowiadał z ,,wolnej stopy", ale jak tłumaczy prokurator Leszek Karp, wobec faktu usiłowania popełnienia kolejnego tego rodzaju przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, niezbędne było zastosowanie tymczasowego aresztowania.

Mimo, iż zakazano mu działalności paramedycznej, nic sobie z tego nie robił. Co więcej, na wielu stronach można odnaleźć jego oferty, a nawet zaproszenie na konferencję, która ma się odbyć 26 stycznia w Warszawie. Reporterzy programu ,,Uwaga" opisują historię 12-letniego Bogusia, który w szpitalu miał 90% szans na wyleczenie nowotworu, jednak jego rodzice zaufali Ryszardowi K. i leczyli dziecko niekonwencjonalnymi metodami, jakie proponował mechanik. Chłopczyk dwa dni po swoich urodzinach zmarł. Co więcej dziennikarze, podają jakoby już nie żyło 80% ,,pacjentów" klinik należących do podejrzanego.

13 tysięcy za złudne nadzieje 

W Ośrodku Niekonwencjonalnego Wspomagania Terapii Antynowotworowej w Piwnicznej-Zdroju Ryszard K. oferuje trzytygodniowe kuracje dla osób chorych na raka. Koszty takiej terapii sięgają 13 tysięcy i więcej. Również za pobyt ,,pacjenta" i osoby mu towarzyszącej trzeba umieścić odpowiednią zapłatę. To według prokuratury, wyczerpuje znamiona oszustwa określonego w art.286 § 1 k.k. Mężczyźnie grozi za to do ośmiu lat więzienia. Mechanik usłyszał również zarzuty z art. 160 § 1 k.k. dotyczące przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, za które może zostać skazany na trzy lata pozbawienia wolności.

Jak wyjaśnia prokurator Leszek Karp, podejrzany swoją działalnością ,,leczniczą" naraził ,,pacjentów" na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez podawanie im zawyżonej dziennej dawki amigdaliny w formie zastrzyków domięśniowych i doustnie, co spowodowało jej podwyższone, toksyczne działanie.

- Jednocześnie doprowadził te osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w różnych kwotach jako należności za pobyt i terapię wraz z osobą towarzyszącą, poprzez wprowadzenie ich w błąd, co do skuteczności leczenia amigdaliną i dietą Gersona, podczas gdy w rzeczywistości zastosowana kuracja w świetle nauk medycznych nie potwierdza antynowotworowego działania stosowanych metod - podkreśla prokurator Karp.

Warto zaznaczyć, iż nadmiar amigdaliny w organizmie może doprowadzić do zatrucia cyjanowodorem, co może skończyć się śpiączką, a nawet śmiercią, szczególnie, gdy witamina B17 podawana jest z witaminą C.K. Jednak zrozpaczeni ludzie zaufali mechanikowi. który obiecał im skuteczną walkę z rakiem.

12-letni Boguś przypłacił życiem

Pacjentem jednego z ośrodków medycyny niekonwencjonalnej Ryszarda K. był 12-letni Boguś. Chłopiec zachorował na najczęstszy nowotwór występujący wśród  dzieci - ostrą białaczkę limfoblastyczną. W tym przypadku wyleczalność waha się w granicach 90%. Rokowania nastolatka były dobre, chłopiec również dzielnie znosił chemioterapię. Gdy minęła dwunasta doba, lekarze dali mu dwudniową przepustkę do domu - tak nakazywała procedura, którą można było w tym przypadku wdrożyć, gdyż Boguś czuł się dobrze. Niestety do szpitala już nie wrócił. Rodzice nie ufając medycynie i lekarzom zabrali dziecko do ośrodka mechanika inżyniera, który ,,leczył" raka:  witaminą B17, za pomocą terapii Gersona, wody Kangen, czy suplementów diety.

Lekarze z kliniki, do której nie wrócił nastolatek, walczyli przed sądem o to, by w szpitalu móc stoczyć bitwę o życie chłopca. Bezskutecznie. Najpierw sąd uwierzył, że Boguś jest leczony w Monachium, mimo iż szpital udowodnił, że to kłamstwo. Potem nie reagował na informację o niekonwencjonalnym ,,leczeniu", aż wreszcie dal wiarę oświadczeniu lekarza internisty, pod opieką którego chory miał się znajdować. Finalnie 12-latek zmarł w lutym 2017 roku, dwa dni po swoich urodzinach. Ryszard K. tłumaczył, iż ,,wszystko się posypało", bo nastolatek się przeziębił, kiedy w listopadzie wybrał się z tatą na grzyby. Jednak tak naprawdę główną przyczyną zgonu chłopca był fakt przerwania chemioterapii i całkowita rezygnacja z pomocy lekarzy.  W rozmowie z reporterami programu ,,Uwaga" matka wyznała, że nie może stwierdzić, że ,,naturalne, niekonwencjonalne" metody nie działają, tylko dlatego, że jej syn zmarł. Dodała, że widocznie jego dusza nie chciała żyć dłużej i dlatego odszedł. Co więcej, jak ustalili dziennikarze, ponad 80% pacjentów klinik należących do Ryszarda K., już nie żyje.

Źródło: Prokuratura Okręgowa Nowy Sącz/
TVN Uwaga

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie