Kiedy słyszymy, że Polacy wybierają się do Cancún w Meksyku, to zazwyczaj chodzi o kosztowne wakacje. Łukasz Pławecki nie pojechał tam odpoczywać, tylko wręcz przeciwnie, bowiem ciężko trenuje. Wojownik z Nowego Sącza stoi przed poważnym wyzwaniem, które czeka go w ringu 26 maja.
Bokser wagi junior ciężkiej celowo zaplanował dwutygodniowe szlifowanie formy właśnie w tej nietypowej lokalizacji. Intensywny obóz w wymagających warunkach klimatycznych miał przygotować go zarówno fizycznie, jak i mentalnie.
Pod okiem meksykańskiego trenera Israela „Diablico” Huerty pięściarz pracował nad techniką i taktyką, ćwicząc schematy ruchów i poprawiając dynamikę. – To był bardzo intensywny i wartościowy czas. Zajęcia jeden na jeden z tym specjalistą dały mi nowe spojrzenie na wiele elementów w ringu – wyjaśnia nam Łukasz Pławecki.
Poza salą treningową były mistrz świata w kickboxingu realizował również indywidualny plan przygotowań. Ćwiczenia siłowe oraz sesje wytrzymałościowe w wysokiej temperaturze i dużej wilgotności. – To wymagające warunki, ale o to chodzi. Bieganie po plaży, to zupełnie inne obciążenie dla organizmu. Chcę wyjść poza strefę komfortu i być w pełni przygotowany na majowy pojedynek – podkreśla Nowosądeczanin.
Kolejne tygodnie, jak zapewnia zawodnik przyniosą dalsze etapy przygotowań, w tym sparingi i obozy treningowe. Mają one doprowadzić Pławeckiego do optymalnej formy przed walką, która prowadzi do upragnionego pasa Mistrza Świata.
Czytaj także: Krew, pot i emocje w ringu. Gorzki finał w Nowym Sączu


































































































































































































































