List do Prezydenta Nowego Sącza w sprawie "Rocznika Sądeckiego", "punktozy" i "poziomu bruku"

Pan Prezydent Nowego Sącza

Ludomir Handzel

Szanowny Panie Prezydencie,

Jako zespół pracowników naukowych, wspierający bezinteresownie od lat regularne ukazywanie się Rocznika Sądeckiego i czuwający nad jego merytoryczną jakością, jesteśmy dogłębnie oburzeni treścią wstępu do opublikowanego tomu. Jego autor, redaktor naczelny Jarosław Jakubowski, zawarł w nim wiele fałszywych stwierdzeń i opinii. Rocznik ukazuje się od 1939 r. i do tej pory nikt takiego wstępu w nim nie zamieścił i nie użył takich określeń, stosowanych często przed 1956 r. Jest to kuriozum w skali ogólnopolskiej, by do pisma naukowego wprowadzać żargon polityczny. Redaktor napisał, że teraz nastąpiło „podniesienie z bruku najważniejszego sądeckiego czasopisma”. Zatem Rocznik znajdował się w największym upadku. Cały tekst upstrzony jest sformułowaniami mającymi potwierdzić tę opinię, z której wynika, że nie było „nowej jakości”, „poziomu naukowego”, „ciągłego progresu”, „jakości pisarskiej”, które dopiero teraz się wprowadza. Dopiero teraz podejmuje się starania, „by przywrócić mu należne miejsce na mapie czasopism naukowych”, przez dotychczasowe niedomagania „zdaje się być zapomniany”, według życzeń Redaktora musi pismo „uzyskać pełną rangę wydawnictwa naukowego”. Poważnym a może najważniejszym powodem znalezienia się Rocznika na bruku wydaje się być to, że nie ma on punktacji, co zapewne u Redaktora, jak pisze było „wstydem i niekłamanym rumieńcem na twarzy”. Wyjściem z tej sytuacji mają być opracowane ”precyzyjne reguły redakcyjne, regulamin publikacji tekstów oraz wskazania dla autorów; będące niebyłymi, a które staną się swoistym instar indicis”.

Renault2

Wyjaśnianie i dyskusja z opiniami przedstawionymi przez Redaktora wymagałyby napisania obszernego „antywstępu”, czego unikamy i w największym skrócie przedstawiamy nasze argumenty. Pismo przez pewien czas należało do tych niezależnych czasopism w Polsce, które, jak mówiono w sferach naukowych, broniło się przed „punktozą” i nikt, nie tylko spośród autorów, nie pytał i nie żądał punktów. Z chwilą kiedy stwierdzono, że dla dobra, zwłaszcza młodych pracowników naukowych trzeba podjąć starania o wpisanie go na listę czasopism punktowanych, rozpoczęliśmy starania w tym kierunku, i właśnie w momencie objęcia funkcji przez nowego Redaktora jest czas, by te formalności ewentualnie sfinalizować. Wyraźnie jednak podkreślamy, że sama punktacja nie stwarza wartości, to autorzy jakością swych artykułów ją tworzą. Jesteśmy pewni, że „zinstrukcjonizowanie i sformalizowanie” działań nie jest gwarantem zachowania odpowiedniego poziomu. To nie jest wydawnictwo typu „Polskiego słownika biograficznego”, w którym musi być rygorystycznie przestrzegany schemat, a w czasopismach naukowych, zwłaszcza regionalnych, wszędzie jest stosowana elastyczność.

O dobrych autorów i dobre teksty zawsze staraliśmy się, przeprowadzaliśmy ostrą selekcję. Czasem z powodu trudności pozyskania wybitnych autorów dla regionalnej problematyki Rada Naukowa i Redakcja musiały bardzo długo pracować nad nadesłanym artykułem i zwracać go do poprawy. Prawie ćwierćwiekowymi staraniami, naszą pracą społeczną, działaniami etatowych pracowników, dzięki pomocy władz miasta i sympatii Sądeczan potrafiliśmy utrzymać ciągłość i cykliczność czasopisma oraz jego bardzo dobry poziom. Wydane tomy Rocznika dokumentują jego niezaprzeczalny dorobek w badaniach Sądecczyzny. Ów dorobek potwierdza także rozpoczęta przez nas seria „Biblioteka Rocznika Sądeckiego”, która zdobyła uznanie czytelników. Nasz niesmak po lekturze wstępu doskonale opisuje powiedzenie światowej sławy polskiego matematyka Hugona Steinhausa z jego „Słownika Racjonalnego”: „Sąd laika o dziele -- o dziele mówi mało, o laiku wiele”. Krytyczni czytelnicy wstępu łatwo dostrzegą w nim „swoistą logikę” i zdecydowanie odrzucą zawarte w nim sztubackie rewelacje. Wierzymy, że Miłośnicy Rocznika dla których pracowaliśmy przez tyle lat zachowają o nim dobre opinie.

Obecny 47 tom został przez nas zorganizowany i pod względem rzeczowym przygotowany, o czym Redaktor nie poinformował we wstępie, naruszając tym samym obowiązujące prawo. Bolejemy nad tym, że nie został on należycie przez Redaktora zredagowany, że m. in. nie skoordynowano, nie dopasowano ilustracji do tekstów, nie uniknięto niezręczności w tytułach. Manifest redaktorski wyrażony we wstępie nie gwarantuje jakości, a Szanowny Pan Prezydent nie musi schylać się do bruku, by podnieść z niego „najważniejsze sądeckie wydawnictwo”, bo tam go nie było. Deklarowanie „dążności do prawdy” i równoczesne korzystanie z materiałów przygotowanych przez nas i ich rekomendowanie we wstępie, przy tym brutalna, nieprawdziwa ocena naszej pracy, to jakieś totalne rozdwojenie. Łacińskie wtręty ubogacają tekst, ale jak Czytelnik ma rozumieć ... „instar indicis” i sformułowanie: „Pierwszą sekcję Rocznika kończy artykuł, „Zarys oświaty w Czarnym Potoku (cz. II, oświata dorosłych i przedszkole), Józefa Słowika, w którym prezentuje secundus [drugi] swych ustaleń badawczych”. No i takie to oto mamy nowe otwarcie!

Żądamy, by w Roczniku, w którym zniesławiono Redakcję umieszczono w najbliższym tomie także naszą wypowiedź jako punkt widzenia poprzedniej redakcji.

W oficjalnych listach, jakie otrzymaliśmy z podziękowaniem za pracę nad Rocznikiem, wyrażono życzenie „że będziemy … zawsze życzliwie odnosili się do naszego znamienitego miejskiego wydawnictwa”. Tak, było znamienite i mamy nadzieję, że takim pozostanie, a nasza życzliwość ma solidne korzenie w naszej Sądecczyźnie.

Z wyrazami szacunku

Prof. Tadeusz Aleksander, Julian Dybiec, Franciszek Leśniak, Jan Wnęk

Kraków, dnia 18 XII 2019

Nad: T. A., J. D., F. L., J. W.

ul. Dzielskiego 4/14, 31-465 Kraków

MAGIK MAŁA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.