Kinga przekracza artystyczne granice

Chwalimy się. W naszym redakcyjnym gronie drzemią różne talenty. Z dumą prezentujemy jeden z nich. A właściwie nie jeden a trzy w jednym. Bo nasza dziennikarka Kinga Nikiel-Bielak to nie tylko autorka tekstów, strażacka-ochotniczka, ale też artystyczna dusza. Sama skromnie kwituje: „To nic takiego”, ale my z radością zapraszamy na kolejną wystawę prac Kingi - naszego kolorowego ptaka. Ptaka, dla którego nie ma granic w tworzeniu.

Renault2


Jak sama przyznaje, od dziecka lubiła rysować, miała manię przerysowywania ilustracji z książek. Nie kopiowała obrazków za pomocą kalki, ale kładła książkę obok i wiernie odwzorowywała to, co widziała. Jej mama Beata do dzisiaj wspomina, że kiedy poszła po małą Kinię do przedszkola i zobaczyła wystawę prac wszystkich dzieci, dostrzegła, iż rysunek jej córki zdecydowanie różni się od pozostałych.

– Mama zawsze się śmieje, że te inne składały się głównie z kresek i kropek i nie można było określić, co przedstawiają. Na moim ,,dziele” było widać głowę, jakieś tam pięć włosów sterczących, ale dało się rozpoznać, że to człowiek – dodaje Kinga.

Mijały lata, Kinga ,,po swojemu” rozwijała swoją pasję, skrzętnie zachowując wszystkie swoje rysunki, nawet te wykonane w wieku dwóch lat. Wielkimi krokami nadchodził czas studiów, wiedziała, iż ze względu na budżet nie może pozwolić sobie na studia w Krakowie. Wybrała dalszą edukację w Nowym Sączu, jednak nic z kierunków technicznych nie przypadło jej do gustu. Postawiła na edukację artystyczną w zakresie sztuk plastycznych, ale o dziwo nie ze względu na malarstwo, a fotografię, która w owym czasie ją pasjonowała. Obawiała się jednak, że się nie dostanie, gdyż najpierw trzeba było zdać egzamin praktyczny, a przecież prawie nigdy wcześniej nie malowała farbami na płótnach. Zapisała się na zajęcia do Pałacu Młodzieży, gdzie po raz pierwszy zetknęła się z profesjonalnym malarstwem. Oczywiście potem egzamin okazał się być dla niej ,,pestką”. Na studiach zrozumiała, że to nie fotografia, a właśnie malarstwo jest tym, co chce rozwijać. Odkryła malarstwo abstrakcyjne, czy też malarstwo materii, które szczególnie ją zainteresowało.

- W malarstwie materii obraz opuszcza granice płótna. Można wykorzystywać dosłownie wszystko: piasek, trociny, drewno, gazety, kości, a nawet… tory – wyjaśnia Kinga.

Obrona dyplomu blachą, petami i piaskiem

Do stworzenia swojej pracy dyplomowej użyła m.in.: kawałków spłaszczonych przez samochody blach, które znajdowała przy drodze, zardzewiałych metali, petów z papierosów, piasku. W obrazie wypalała dziury i polewała go lepikiem. Jak przyznaje, dużo bardziej cieszy ją właśnie takie odejście od standardowego przedstawienia rzeczywistości. Chociaż sama mówi, że nigdy nie usłyszała, iż ma talent, miło wspomina, kiedy podczas pleneru malarskiego w Szymbarku, przyniosła swoją prace do korekty profesorowi, a on stwierdził, że nie trzeba tam nic poprawiać, a obrazy są gotowe , by powiesić je na ścianie w muzeum. Miała również okazję narysować 40 scen i postaci do książeczki edukacyjnej na temat historii pieniądza.

- Pewna pani mieszkająca w Anglii, pochodząca z Nowego Sącza, zgłosiła się do nas na uczelnię, bo szukała kogoś, kto robi ilustracje. Chętni mieli wysłać mailowo próbki swoich prac. Wysłałam, a ona odezwała się właśnie do mnie. Nie wiem, czy książeczka została wydana, ale niezwykle cieszyło mnie to doświadczenie – wspomina nasza dziennikarka z artystyczną duszą.

Kinga ma za sobą również zbiorowe wystawy w Polsce i za granicą np. na Słowacji, ale także dwie indywidualne. Marzy, by mieć własną pracownię, ale nie zrezygnowałaby z bycia dziennikarzem czy też strażakiem. Stwierdza, że jej największym problemem jest fakt, iż lubi sprawdzać się w różnych dziedzinach i robić wiele rzeczy jednocześnie, przez co nie może skupić się na jednej.

- Łapię wszystkie sroki za ogon i za chwilę nie zostanę z ani jedną – kwituje.

Trzy dziewczyny jeden obraz

Kinga oraz koleżanki Maria Stachoń i Maria Ptaszek przygotowały wspólną wystawę ,,Co zostało z garażu?”. Wernisaż wystawy w Galerii Ê/A, przy Alejach Wolości 40 w Nowym Sączu (budynek biblioteki PWSZ) poprzedziło spotkanie z Alicją Lorek, która opowiedziała o samotnej podróży przez Filipiny.

- Przede wszystkim na naszej wystawie można zobaczyć malarstwo materii. To jest coś zupełnie innego. Nie każdemu się podoba, albo na pierwszy rzut oka się zwyczajnie nie podoba. Tworzone jest zwykle z rzeczy brzydkich, ale można doszukać się czegoś pięknego, zachwycić kolorystyką, formą… – wyjaśnia Kinga.

Dziewczyny stworzyły na tę okazję wspólny obraz, złożony z trzech płócien, które zostaną połączone w jedną całość.

- Niby jest spójny, ale na każdym płótnie można dostrzec indywidualność każdej z nas. Każda miała swoje płótno, ale robiłyśmy je razem, jako jeden obraz, dodając tam część siebie. Każdy, kto odwiedzi wystawę będzie mógł dołożyć ,,coś” od siebie i odcisnąć swój ślad na naszej twórczości - dodaje Kinga.

Zdjęcia i filmy, które wykonały dziewczyny podczas powstawania obrazu, zostały wykorzystane w teledysku, do muzyki krakowskiego zespołu Empty Ashtray.

Czytaj "Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie:

 

NOWAK-MOSTYMAJ

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.