Kinga Nikiel: – Co prawda nie czytałam bajki „jak Wojtek został strażakiem”, ale spróbuję wyjaśnić, dlaczego Kinga została strażakiem.

Nigdy nie brałam udziału w prawdziwej akcji strażackiej. Raz próbowałam biec, ale… nie zdążyłam. Wcale nie dlatego, że chciałam coś jeszcze poprawić przed lustrem. Najaktywniejsi strażacy dostają sms zanim syrena zacznie ich wzywać, dlatego kiedy dotarłam do remizy, już ich nie było. Ale posiadam uprawnienia do udziału w akcjach gaśniczych. Przeszłam szkolenie w komorze dymnej z aparatem powietrznym na plecach i w butach o kilka numerów za dużych. Nie ukrywam, że jest we mnie pewna obawa przez akcjami, bo odczuwam niepokój, co tam mogę zobaczyć. Gdybym wiedziała, że jedziemy do palących się śmieci, to nie ma problemu, ale strażacy ochotnicy często jeżdżą do wypadków drogowych. Boję się drastycznych widoków, które mogą czekać na miejscu.

Czy swoją strażacką przygodą chciałam obalić jakiś stereotyp? Raczej nie. Czuję się silną kobietą i niczego nie muszę sobie udowadniać. Próbuję się sprawdzać w każdej sytuacji. Do niedawna grałam w miejscowej drużynie w piłkę nożną, ale jest we mnie również artystyczna nuta – maluję, rysuję, fotografuję, udzielam korepetycji, opiekuję się dziećmi. Nie boję się wyzwań, lubię je, a gdybym jakiegoś nie podjęła, to pewnie bym później żałowała.
Materiał przygotowany przez studentów edukacji medialnej PWSZ w Nowym Sączu.
Fot. Joanna Korzeń



































































































































































































