Język polski w tarapatach

Język polski w tarapatach

– W internecie od dawna psuje się polszczyznę,
a z ortografią i interpunkcją jest koszmarnie

Rozmowa z dr. hab. Maciejem Malinowskim, profesorem Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu, w przeszłości Mistrzem Polskiej Ortografii, o zmianach w pisowni od 1 stycznia 2026 r. i nie tylko.

– Panie profesorze, nie jest panu przykro, jako specjaliście od ortografii, czytać teksty pojawiające się w przestrzeni publicznej – a szczególnie w internecie – pisane przez młodych ludzi nieuznających, zdaje się, żadnych zasad ortograficznych i językowych?

– Szczególnie widoczne to bywa w komentarzach pod tekstami dziennikarskimi. Bardzo nad tym boleję. Młodzi ludzie nie przestrzegają żadnych reguł poprawnościowych, piszą bez ładu i składu, nie uznają wielkich liter, początku i końca zdania, robią mnóstwo literówek, wreszcie lekceważą przestankowanie. Ich krótkie wypowiedzi to przeważnie anakoluty w czystej postaci, czyli zniekształcone konstrukcje składniowe wypaczające sens tego, co chcą przekazać. Zapytałem kiedyś kolegę pełniącego ważną funkcję w portalu Interia, dlaczego tego rodzaju bełkot językowy trafia do sieci. Odpowiedział, że muszą mieć kontakt z odbiorcami, a jakakolwiek ingerencja w komentarze, na przykład ich redakcyjne poprawianie pod względem językowym, ortograficznym czy interpunkcyjnym przed zamieszczeniem w sieci mogłoby zostać odebrane jako cenzura. Owa argumentacja nie do końca mnie przekonała. Cóż, w internecie od dawna psuje się polszczyznę, a z ortografią i interpunkcją jest koszmarnie, i nie ma raczej szans na to, by się coś w tym względzie na lepsze zmieniło. Najważniejsza pozostaje klikalność…

– Czyżbyśmy się cofnęli językowo o nieco ponad sto lat, kiedy spora część społeczeństwa nie umiała ani czytać, ani pisać? Czasami można odnieść wrażenie, że obecnie zaczyna się tracić tę umiejętność. Nie tylko nie rozumiemy dłuższych treści spotykanych w gazetach i internecie, ale w ogóle słowo pisane nas męczy. Nie umiemy się przy czytaniu odpowiednio skoncentrować. Niektórym wystarczy kilkanaście minut filmiku obejrzanego w sieci bądź duże tytuły i zdjęcia na pierwszej stronie w gazecie…

– W zastraszającym tempie rośnie, niestety, pokolenie młodych ludzi nieumiejących pisać poprawnie w ojczystym języku. Oczywiście, nie chodzi mi o kwestie elementarne, ale o coś poważniejszego. Prowadzę wykłady i ćwiczenia na Wydziale Nauk Społecznych i Sztuki Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu z przedmiotów kultura języka pisanego i kreatywne pisanie i corocznie przekonuję się o tym, że pisanie dłuższych tekstów koniecznych do otrzymania zaliczenia z tych przedmiotów jest dla niektórych studentów czymś nie do przeskoczenia. Młodzież najzwyczajniej w świecie odzwyczaiła się od pisania! Aniśmy się obejrzeli, a wyrosło nam nieoczekiwanie pokolenie świetnie odnajdujące się w świecie cyfrowym, gdzie dominuje skrótowość, obrazkowość, ale kalekie, jeśli chodzi o pisanie odręczne i czytanie książek. Znawcy problemu mówią o tak zwanym analfabetyzmie funkcjonalnym, czyli zjawisku, w którym ktoś w miarę wykształcony nie rozumie do końca tekstów w gazecie bądź internecie, nawet tekstów użytkowych i nie potrafi nic sensownego sam napisać. Pisanie i czytanie ze zrozumieniem nuży młodych ludzi. Mamy pokolenie obrazkowe odnoszące się najczęściej do generacji Z, czyli ludzi urodzonych w latach 1995-2012 i młodszych komunikujących się wyłącznie wizualnie, uzależnionych od smartfonów i ceniących sobie szybkość informacji. Obraz dominuje tutaj nad tekstem, najważniejszy pozostaje tzw. snack content, czyli szybka forma przekazu za pomocą zdjęć, filmików na TikToku czy Instagramie oraz symboli. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby nie zapominało się o tradycyjnym sposobie funkcjonowania człowieka wykształconego, kulturalnego we współczesnym świecie. Niestety, tak nie jest…

– Widziałem mema, w którym naskalne rysunki z jaskini sprzed setek tysięcy lat zestawiono ze współczesnym komunikatem esemesowym składającym się z kilku emotikonów. Wracamy komunikacyjnie do punktu wyjścia?

– Wydaje się, że przynajmniej częściowo tak. To przykra konstatacja. Pamiętajmy jednak o tym, że komunikacja za pomocą emotikonów czy piktogramów nie jest we współczesnym świecie sama w sobie czymś złym. Błyskawicznie przekazuje się tym sposobem informacje bez słów, ułatwia poruszanie się ludzi w przestrzeni publicznej, interfejsach cyfrowych, w aplikacjach oraz w komunikacji wspomagającej i alternatywnej dla osób z trudnościami w porozumiewaniu się. Kłopot pojawia się wtedy, gdy cierpi na tym prawdziwa, tradycyjna komunikacja między ludźmi wykształconymi.

– Kiedy w 1990 roku zdobywał pan tytuł Mistrza Polskiej Ortografii, za trzy błędy zwane „ortami” można było oblać pisemną maturę. Dzisiaj już tego nie ma…

– Oj, dawne to czasy, od mojego mistrzostwa minęło 36 lat. W tamtym czasie sprawy poprawnego pisania traktowano niezwykle poważnie. Na maturze za drobne potknięcia ortograficzne można było nie zdać egzaminu dojrzałości z języka polskiego, nikomu się nie śniło korzystanie ze słowników ortograficznych. Zwracano też uwagę na interpunkcję. Ortografią i w ogóle gramatyką języka polskiego interesowałem się od najmłodszych lat szkolnych, dlatego kiedy dowiedziałem się o ogólnopolskiej klasówce organizowanej przez Radio Katowice i Program III Polskiego Radia, nieodżałowaną red. Krystynę Bochenek, która zginęła później w katastrofie smoleńskiej w 2010 roku, zgłosiłem się. Pracowałem wówczas jako dziennikarz tygodnika „Głos Nowej Huty” i gdy zostałem Mistrzem Polskiej Ortografii, chwalono mnie na antenie Programu I Polskiego Radia, że dobrze się stało, iż przedstawiciel mass mediów tak dba o poprawną pisownię. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ów zaszczytny tytuł pomoże mi kiedyś sięgnąć po coś więcej. Zostałem zauważony przez prof. Edwarda Polańskiego z Uniwersytetu Śląskiego, największego guru od ortografii w Polsce, i zaproponowano mi zajęcia na Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Po jakimś czasie napisałem z wolnej ręki doktorat, a później kilka książek, za które przyznano mi stopień doktora habilitowanego. Ich recenzentem był inny mój mistrz prof. Jan Miodek z Wrocławia.

– Od ponad dwudziestu kilku lat prowadzi pan w „Angorze” autorską rubrykę „Obcy język polski”. Prostuje pan tam kręte ścieżki rodaków prowadzące do posługiwania się poprawną polszczyzną. Czy owa dość wymagająca działalność ciągle sprawia panu satysfakcję?

– Propozycja, którą otrzymałem od właściciela „Angory” Mirosława Kulisia, pojawiła się w 2002 roku, kiedy wyszła moja pierwsza książka Mistrz polskiej ortografii pokazuje, jak trudna jest polszczyzna, i namawia językoznawców do zmian… boby było lepiej. Tytuł był niezwykle długi, ale zależało mi na tym, by zawrzeć w nim frazę …boby było lepiej i słowo boby zapisane łącznie. Obowiązywała bowiem wtedy reguła ortograficzna, że cząstki trybu przypuszczającego -bym, -byś, -by, -byśmy, -byście należy zapisywać ze spójnikami i z partykułami łącznie, a więc bobym, bobyś, boby, bobyśmy, bobyście, czyby, więcby, ponieważbyś, zanimby itd. Mało kto o tym wiedział i lekceważył ów nakaz pisowniany. Cieszę się, że po dwudziestu z górą latach normatywiści ortografii zmienili tę nieżyciową zasadę. Może po części przysłużyłem się temu? Przecież pierwszy zwróciłem im na to uwagę… Od 1 stycznia br. pisze się rozdzielnie bo bym, bo byś, bo by, bo byśmy, bobyście, czy by, więcby, ponieważbyś, zanimby. Wreszcie poprawny stał się zapis gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. Dawniej musieliśmy pisać gdyby kózka nie skakała, toby nóżki nie złamała.

– Jakie jeszcze nowe poprawki ortograficzne zostały niedawno wprowadzone w języku polskim? Czy Polacy je zauważyli?

– Poprawek jest w sumie jedenaście, warto się z nimi zapoznać. Dopuszczono na przykład rozdzielną pisownię cząstek typu super-, ekstra-, eko-, mega-, mini-, maksi, midi-, mega-, makro-. Uznano, że mogą one występować nie tylko jako przedrostki, ale także jako samodzielne wyrazy, a więc że można pisać supertowar i super towar, megaimprezą i mega impreza, ekstrazarobki i ekstra zarobki. Teraz pisze się też łącznie nibyartysta, nibygotyk, nibyludowy oraz quasiopiekun, quasinauka, quasipostępowy, kiedyś należało po niby i quasi stawiać łącznik. Zmieniła się reguła zapisywania nazw mieszkańców miast. Do tej pory pisało się małą literą warszawianin, krakowianin, katowiczanin, sądeczanin itp., teraz obowiązuje pisownia wielkimi literami Warszawianin, Krakowianin, Katowiczanin, Sądeczanin. Nieaktualna stanie się zatem reguła mówiąca o tym, że pisze się Sądeczanin (‘mieszkaniec Sądecczyzny’), ale sądeczanin (‘mieszkaniec Nowego Sącza, Starego Sącza’). Łącznie postanowiono zapisywać wyrażenia półzabawa, półnauka (do tej pory pół zabawa, pół nauka); półżartem, półserio (dotąd pół żartem, pół serio); półspał, półczuwał (dotąd pół spał, pół czuwał) i pół-Polak, pół-Szwed (dotąd pół Polak, pół Szwed). Poprawny jest teraz zapis Plac Zbawiciela, Park Kościuszki, Kopiec Wandy, Kościół Mariacki, Pałac Staszica, Zamek Książ, Most Poniatowskiego, Pomnik Ofiar Getta, Cmentarz Rakowicki itp. Przez długie lata człony plac, park, kopiec, kościół, pałac, zamek, most, pomnik, cmentarz jako apelatywy należało zapisywać małą literą. Ponadto wprowadzono łączną pisownię nie- z przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnikowymi bez względu na kategorię stopnia, a więc także w stopniu wyższym i najwyższym, np. niemilszy, nie najmilszy, nielepiej, nienajlepiej. Kiedyś pisało się rozdzielnie nie milszy, nie najmilszy, nie lepiej, nie najlepiej. Mniemam, że świadomi użytkownicy polszczyzny wszystkie te zmiany i innowacje co do pisowni zauważyli i wcześniej czy później zaakceptują. 7 marca br. w Auditorium Maximum UJ odbyło się IX Dyktando Krakowskie przygotowane przez dr hab. Mirosławę Mycawkę, profesor UJ. Uczestnicy musieli już napisać wiele wyrazów i wyrażeń po nowemu, np. nienajlepszy, Cieśnina Hudsona, Plac Matejki, quasiczamarka, Kometa Enckego, Pomnik Grunwaldzki, pół-Tuareżka, pół-Abchazka. Prawdopodobnie ci najlepsi nie zrobili tutaj błędów, gdyż wiedzieli, że pisze się inaczej niż jeszcze niedawno.

– Pracuje pan m.in. w Nowym Sączu, gdzie funkcjonuje klub piłkarski nagminnie nazywany w mediach Sandecja Nowy Sącz. Słyszał pan kiedyś o Sandecji Gdańsk albo o Varsovii Opole?

– Wiem, do czego pan zmierza… Rzeczywiście, wyrażenie Sandecja Nowy Sącz pozostaje trochę pleonazmem, czyli masłem maślanym, takim samym, jak Cracovia Kraków, Radomiak Radom czy Resovia Rzeszów. Nie wszyscy, niestety, widzą w nazwie Klubu Sportowego Sandecja związek z Nowym Sączem i jego historyczną nazwą łacińską Nova Civitas Sandec = Nowe Miasto Sącz i takąż nazwą regionu Sandecyana. Boję się, że tak zostanie, to znaczy wszyscy będą nadal używać nazwy Sandecja Nowy Sącz, która jest rzeczywiście redundantna.

Rozmawiał
Wojciech Molendowicz

Najnowsze  wydanie dts24 pobierzesz ZA DARMO klikając w okładkę poniżej:

Filmoteka dts24

217 Videos