Jerzy Wideł – geolog, gawędziarz, wieczny hippis

Jerzy Wideł w miniony czwartek skończył 70 lat. Jak Go znam, skomentowałby ten doniosły skądinąd fakt, swoim słynnym westchnieniem dobrym na każdą okazję: „O mój Boże, jak ten czas leci”. Piszemy o Nim zdań kilka, bowiem Czcigodny Jubilat, a nasz Redaktor Senior, to być może jeden z ostatnich w regionie przedstawicieli zanikającego w dziennikarstwie gatunku. Zanim coś napisze, wcześniej poczyta; zanim coś powie, najpierw posłucha innych.

O Jerzym Widle można by książkę napisać bez wstawania od biurka. Siadasz i piszesz, a historie same pchają się na klawiaturę. Ale jak streścić się w krótkim jubileuszowym wypracowaniu zadanym przez redakcję na okoliczność okrągłych urodzin? Formalnie jak w porządnym CV brzmi to tak: z wykształcenia geolog, z zamiłowania gawędziarz, z zawodu dziennikarz. Ze stanu ducha wieczny hippis. Bo choć wnioski płynące z analizy długości jego fryzury mogą prowadzić na manowce, to jednak zdecydowanie jest to hippis XXI wieku. Wideł jest zadeklarowanym pacyfistą, w życiu na nikogo głosu nie podniósł. Ponad pęd korporacyjnego świata zawsze postawi niespieszne towarzyskie spotkanie i swobodną wymianę myśli. Redaktor Senior nie cierpi stresującego popędzania, terminów „na wczoraj”, gonitwy za jakimś mgławicowym celem, za wynikiem – ekonomicznym, czytelniczym, czy jakimkolwiek innym. Jeśli interesuje go w życiu jakiś wynik, to będzie to raczej wynik wczorajszego etapu Giro d’Italia.

Serdecznie nienawidzi presji czasu i jak ognia unika ludzi, którzy niepotrzebnie się dokądś spieszą, zamiast przysiąść na chwilę i – najlepiej z Jerzym – zadumać się nad marnościami świata tego. Redaktor Wideł, na długo jeszcze przed emeryturą, przestał odmierzać mijający czas według obowiązującego naszą cywilizacją kalendarza. Nigdy nie prowadził nawet najcieńszych terminarzy, w których notowałby daty i godziny ważnych spotkań i pilne zadania, od realizacji których zależy przyszłość tego świata. Inna rzecz, że choć nie notuje, to jak już się umówi, to będzie punktualnie. Co ciekawe czas ziemski nie ma na niego wpływu, a wymiar wieczny nie bardzo zaprząta mu myśli swobodnie dryfujące pod jednym z jego licznych kapeluszy. Choć jest najbliższym sąsiadem cmentarza komunalnego, nadzwyczaj rzadko tam zagląda. Z zasady unika pogrzebów. Nie lubi ich tak bardzo, że – według niektórych opinii – w przyszłości znajdzie jakiś pretekst, by kiedyś nie wybrać się nawet na własny.

Bo Widłowy świat poruszał się w innym rytmie. Nasz komentator posiada nadzwyczaj rzadką w dzisiejszym świecie cechę porzucania na dłużej telefonu komórkowego w jakiejś zapomnianej szufladzie. W świecie nie mogącym oderwać wzroku od ekranu smartfona brzmi to jak bajka. Możecie wtedy do niego dzwonić, ile tylko dni chcecie. Powodzenia! Możecie też pisać do niego SMS-y. Tę prostą wszak formę komunikacji ma w absolutnej pogardzie – nie wierzy w SMS-y i nie praktykuje ich. Choć ponoć ostatnio przyznał się komuś, że choć wiadomości w telefonie nie pisze, to te przysłane potrafi odczytać. Zastanawiające, ale wraz z odejściem na emeryturę Jerzy Wideł postanowił definitywnie zerwać związki z innym wynalazkiem diabła i przestał korzystać z komputera. Kto uwierzy, że po latach powrócił do punktu wyjścia i swoje teksty pisze ręcznie. Zawsze może przecież liczyć na przepisanie tekstu przez kogoś, kto akurat komputer jednak obsługuje. Przecież to zaszczyt być asystentką Widła i pierwszą jego czytelniczką.

Jurek uwielbia robić (…)

Całość przeczytasz w „Dobrym Tygodniku Sądeckim”

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.