Studencki sądecki czwartek: region czy prowincja?

Szesnasty dzień marca roku 2017. Czwartek, okolica godziny ósmej wieczorem. Nowy Sącz.

Ponoć czwartki to dni studenckie. Ponoć w Nowym Sączu funkcjonują dwie uczelnie wyższe. Ponoć – mimo tego – miasto nazywane jest pieszczotliwie przyczółkiem emerytów i rencistów.

wsb3

Istnieje możliwość, że w religijnym regionie za jaki się ma Sądecczyzna po prostu w trakcie Wielkiego Postu mieszkańcy powstrzymują się od hucznych zabaw, rozrywek i wygód kulturalnych. To jednak wątpliwy trop. Czemu? Wystarczy popatrzeć na pustoszejące kościoły oraz postacie „grzybiarzy” uczestniczących w Mszach, sukcesywnie wykucywujących partie klęczane nabożeństwa i nerwowo rozglądających się dookoła, niczym za rosłym borowikiem, aby robić to, co robią wszyscy.

Zwykły przechodzień idąc o tej ósmej między dworcem kolejowym a rynkiem nie napotyka w zasadzie nikogo. No, może poza funkcjonariuszami policji zasiadającymi w radiowozach i liczącymi mijające godziny do końca służby. Taki wieczór to mocna opozycja dla krainy milionerów mlekiem i miodem płynącej, za jaką niektórzy Nowy Sącz uważają.

Dysonans pozwala zadać pytania: czy ten region trąci myszką i staje się prowincjonalny? Dlaczego mimo prężnie działających firm, dumnie funkcjonującego skansenu i mimo doświadczeń z Eksperymentu Sądeckiego miasto nie potrafi przekuć w atut regionalizmu swego zacnego oddalenia o ponad 100 kilometrów od Krakowa? Choćby w sferze kultury!

Prowincjonalizm da się zutylizować. Wykorzeniano go bardzo skutecznie od 1958 roku. Ślady tego wykorzeniania z epoki PRL nietrudno znaleźć: jest restauracja Panorama nad brzegiem Dunajca, która powstała po to, aby krzewić rozrywkę w mieście. Sam układ miasta, na niedoszłej linii tramwajowej miał stanowić o architektonicznych luksusach, mimo peerelowskich realiów. Sądecki Skansen, skrzący się w promocji już nie zapyziałej naszej ludowości, od 1975 roku jest dowodem na to, że obornik w każdym z krajów Unii Europejskiej pachnie tak samo. A posiadanie największego Muzeum plenerowego w Małopolsce też o czymś świadczy.

Największy problem, niestety – z młodzieżą. Przy tak licznych szkołach średnich i przy dwóch uczelniach grono kulturalnych użytkowników centrum miasta powinno być spore. A tu kipi pustką…


Paradoksalnie: rozrywki, jak i pacierza trzeba nauczyć.

  • Regularne koncerty muzyki alternatywnej w cenie maksymalnie dwóch piw w lokalach.
  • Animowanie plenerowych działań Miejskiego Ośrodka Kultury i Pałacu Młodzieży. W soboty. Na terenie sądeckich parków, lasków i bulwarów. Zamiast siedzenia w biurach w poniedziałek.
  • Kreowanie wizerunku sądeckich żaków jako wyjątkowej grupy społecznej. Na przykład za pomocą street workerskiej idei wychodzenia kół naukowych na ulice, do mieszkańców. I za pomocą ucywilizowania Juwenaliów.

To wszystko może zmienić oblicze centrum miasta i stworzyć „wypasiony” klimat na studia. Tyle że tym razem holistyczny i bez podziałów.

Amen.

Jakub Antoniak

MAGIK MAŁA
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: