Historia Marczyńskiego to materiał na kilka życiorysów

Marczyński vs Molendowicz startowe

Mówi się, że na rower nie ma złej pogody, jest tylko źle ubrany kolarz. Sądeccy miłośnicy roweru w deszczowy listopadowy wieczór przebrali się więc w cywilne uniformy i kolarstwem zajmowali się wyłącznie teoretycznie. A świat dwóch kółek kręcił się wokół książki „Loco” czyli Tomasz Marczyński vs Wojciech Molendowicz.

 

„Loco”, czyli biografia (nie tylko sportowa) Marczyńskiego spisana przez Molendowicza, funkcjonuje na rynku księgarskim od połowy września, a już szykuje się jej dodruk. Sądecka promocja książki pokazała, że ci, którzy już ją przeczytali zapamiętali historię chłopaka z Małej Wsi z większymi szczegółami, niż niejedną lekturę obowiązkową z czasów szkolnych. Na widowni byli nawet tacy sprinterzy, którzy 350 stron opowieści pochłonęli niemal na jedno posiedzenie, np. w trakcie lotu z Krakowa do Malagi, który wszak nie zalicza się do najdłuższych tras na lotniczych mapach…

Książka skonstruowana jest jak wielki kolarski tour – 21 rozdziałów czyli 21 etapów Tour de France, Giro d’Italia czy Vuelta Espana. I niczym w wyścigu toczy się ta opowieść, ani przez chwilę nie można pozwolić sobie na moment nieuwagi, bo wydarzenia następują po sobie z prędkością peletonu pędzącego z alpejskich przełęczy. A czytelnik nieustannie przenosi się w różne miejsca na świecie, gdzie akurat dzieją się rzeczy ważne dla naszego bohatera. Czasami oczywiście przychodzą momenty uspokojenia tempa (jak to w wyścigu, jak to w życiu), a wówczas Tomasz Marczyński popada w zadumę i snuje swoje rozważania o życiu i o tym co w nim jest naprawdę ważne. Ktoś zauważył, że „Loco” jest również na pewnej płaszczyźnie podręcznikiem motywacyjnym: „Najwięcej przydatnych w życiu lekcji i doświadczeń wynosiłem z porażek, bo to właśnie porażki, a nie zwycięstwa uczą nas najwięcej” – mówił w Nowym Sączu czterokrotny mistrz Polski i zwycięzca dwóch etapów hiszpańskiej Vuelty.

Generalnie kolarstwo, uważane za najtrudniejszą dyscyplinę sportową, nawet dla osób uprawiających go amatorsko jest najlepszą szkołą charakteru jaką można sobie wyobrazić. Nie przypadkiem przed laty wielki mistrz Marco Pantani powiedział: „Nawet najsłabszy kolarz jest dla mnie największym sportowcem”. Marczyński nie tylko dla sądeckiej publiczności jest wielkim sportowcem, ale przede wszystkim niebanalną osobowością. Jego przygodami można by obdzielić kilka innych osób, a materiału starczyłoby na kilka ciekawych życiorysów. Pewnie właśnie dlatego dyskusja wokół książki „Loco” nie mogła się zakończy przez blisko dwie godziny… Kto nie był może jeszcze sięgnąć po „Loco” i przeczytać.

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.