Historia jak z filmu. Albo z kosmosu - Sądeczanin, który mierzy światło

Czy można wskazać jakikolwiek związek między Nowym Sączem a programem Apollo i pierwszym lądowaniem człowieka na Księżycu, Hollywood, kamieniami milowymi w rozwoju światowej kinematografii, na wielkich wygranych oscarowych gal kończąc?

Renault2

Okazuje się, że te z pozoru zupełnie niezwiązane ze sobą miejsca i fakty łączy jedno: George Milton, a właściwie Jerzy Wygrzywalski, sądeczanin z urodzenia i jankes z wyboru, który jeszcze w latach 50. ubiegłego stulecia był zaledwie skromnym nauczycielem fizyki w jednej z krakowskich szkół, by niespełna dekadę później wyemigrować do Kalifornii, stać się jednym z czołowych konsultantów NASA, a idąc dalej, współtwórcą najbardziej pamiętnych amerykańskich blockbusterów Fabryki Snów.

 

Polscy pionierzy w Kalifornii

Nie jest tajemnicą, że pionierami polskiej nauki i kultury w Stanach Zjednoczonych były znane osobistości polonijnego życia umysłowego. Wielokrotnie na ten temat rozpisywał się Mieczysław Haiman – pierwszy historyk Polonii amerykańskiej i nieprzejednany działacz emigracyjny w USA, który w swojej publikacji „Polscy pionierzy w Kalifornii” (1940) przedstawia szczegółowo napływ Polaków w okresie tworzenia się fundamentów późniejszego dynamicznego rozwoju „Złotego Stanu”. Oprócz emigrantów z powstań narodowych i ludzi przybywających za chlebem, Haiman wymienia tzw. „prekursorów naszych uczonych”: Helenę Modrzejewską, Henryka Sienkiewicza, Ignacego Jana Paderewskiego, Antoniego Katskiego, Polę Negri, Bronisława Kapera i wielu innych, którzy począwszy od drugiej połowy XIX wieku zaczęli przybywać na zachodnie wybrzeże USA.

Jednak według Haimana w najliczniejszą grupę polskich uchodźców, oprócz przedstawicieli starej emigracji, która już wcześniej zapuściła swoje korzenie w Ameryce, wpisała się społeczność polonijna wyjątkowo licznie reprezentowana przez środowiska inteligencji technicznej, ale i tej humanistycznej, przybyła do Kalifornii po II wojnie światowej. Obok nauk technicznych, ekonomicznych, rolniczych i medycznych, to właśnie humanistyka odgrywała niebagatelną rolę. Spora liczba rodaków trudniła się muzyką, śpiewem, historią literatury, w tym teatrologią i dramaturgią, jak również sztuką filmową. À propos tej ostatniej grupy nie wypada nie wspomnieć wybitnego znawcę sztuki i techniki operatorskiej w produkcjach telewizyjnych Jana Krzysztofa (Krisa) Malkiewicza, wykładowcę reżyserii filmowej na Wydziale Filmu i Telewizji w UCLA Jerzego Antczaka i Jerzego Skolimowskiego, wybitną aktorkę Stefanie Powers, czyli Stefanię Zofię Federkiewicz, czy też bohatera niniejszego artykułu – George’a Miltona.

 

Georgie Goes to Hollywood

George Milton urodził się w Nowym Sączu 29 kwietnia 1933 roku jako Jerzy Wygrzywalski, syn Stanisława i Michaliny z Zajączków. Jednak zanim trafił do Hollywood i przyjął amerykańskie obywatelstwo, zmieniając nazwisko na Milton, w latach 50. był skromnym nauczycielem fizyki w Szkole Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Krakowie. Po październikowej odwilży w 1957 r. wyemigrował do Austrii, gdzie pracował jako technik dla wiedeńskiej firmy Schrack zajmującej się szeroko pojętą elektrotechniką. Przygoda ta nie trwała jednak długo, gdyż końcem 1960 r. Wygrzywalski wyjeżdża do Hollywood – mekki zarówno artystów, jak i rzemieślników pragnących zrealizować swoje największe marzenia i ambicje związane z przemysłem filmowym. Po przybyciu do Los Angeles, dokładnie przy Hollywood Blvd Ste 550, Wygrzywalski powołuje do życia firmę Quality Light Metric, zapewne nie zdając sobie wtedy sprawy z tego, że dokłada swoją własną cegiełkę do rozwoju amerykańskiej rozrywki, powstania wielu posiadających obecnie status kultowych dzieł kinowych, kładąc tym samym fundamenty pod ważne dla całej branży tryby, które w tamtym czasie były jeszcze w zupełnych powijakach.

 

Quality Light Metric, Apollo i Oscary

Pasją Jerzego od zawsze były kamery i aparaty fotograficzne, a przede wszystkim towarzyszące im – niezbędne przy robieniu profesjonalnych zdjęć – instrumenty do pomiaru światła, wtedy jeszcze analogowe, potem, wraz z postępem technologicznym, cyfrowe. W połowie lat 60., już jako wschodząca gwiazda biznesu i właściciel pionierskiej w owym czasie firmy Quality Light Metric specjalizującej się w kalibracji instrumentów mierzących światło, George Milton (w 1966 r. zmienił nazwisko) kojarzony był głównie z dwiema branżami – kinematograficzną i aeronautyczną.

Równolegle z produkcją instrumentów filmowych, jak również serwisem i kalibracją światłomierzy dla takich wytwórni jak: Warner Bros., Walt Disney Productions, 20th Century Fox, Metro-Goldwyn-Mayer czy Paramount Pictures, Milton został zatrudniony w NASA, uczestniczył w programie Apollo, w tym misji Apollo 11, zwieńczonej 20 lipca 1969 r. lądowaniem na Księżycu. Jako konsultant i osoba odpowiadająca za poprawne działanie wszystkich instrumentów mierzących światło, ma swój spory udział między innymi w zdjęciach, które Neil Armstrong wykonał na Srebrnym Globie zaledwie parę chwil po słynnych słowach o małym kroku dla człowieka i wielkim dla ludzkości.

Począwszy od lat 70. Quality Light Metric praktycznie zdominowało obsługę światłomierzy w branży filmowej na Zachodnim Wybrzeżu, mimo konkurencji ze strony takich potentatów jak Canon czy Kodak. Szybkie reagowanie na wymogi stawiane przez wielkie wytwórnie, precyzja, profesjonalizm, jak również osobiste zaangażowanie Miltona w przygotowanie i kontrolę kalibrowanych przyrządów, zapewniło jemu, jak i jego firmie, stałe miejsce w przemyśle filmowym na następne trzy dekady. Quality Light Metric brało istotny udział w realizacji między innymi nagrodzonych Oscarami „Szczęk” (1975) i „Listy Schindlera” (1993) Stevena Spielberga, „Bez przebaczenia” (1992) Clinta Eastwooda czy też epickiego „Titanica” (1997) Jamesa Camerona. Odpowiednie pomiary światła wykonywane przez Miltona, okazały się niezwykle istotne zwłaszcza przy zdjęciach wymagających podwodnego filmowania we wspomnianych „Szczękach” i „Titanicu”.

 

Ostatni rzemieślnik starej mechaniki światła

Wszyscy którzy pracują, bądź mieli okazję pracować z Miltonem, wypowiadają się o nim ciepło i z uznaniem, wspominają jego dobre maniery, niebywały optymizm i profesjonalne podejście do wykonywanego zawodu. Zarówno twórcy Hollywood, jak i osoby mocno związane z amerykańskim przemysłem filmowy, określają go mianem „ostatniego rzemieślnika starej mechaniki światła”. Jedną z tych osób jest Yola Czaderska-Hayek, popularyzatorka sztuki i kultury polskiej w USA, wzięta korespondentka filmowa oraz jedyna Polka zasiadająca w prestiżowym Hollywood Foreign Press Association. Specjalnie dla „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” wypowiedziała się o człowieku, z którym niejednokrotnie krzyżowała swoje drogi zawodowe:

George zawsze stronił od „publicity”, gdyż tego nie potrzebował. Jego firma zawsze miała pełne ręce roboty i nadal ma. Kalibruje niemal wszystko dla przemysłu filmowego. Ludzie z całego świata przysyłają mu instrumenty do naprawy. To żmudna i precyzyjna praca wymagająca zaawansowanej wiedzy w tej dziedzinie. George jest fachowcem, który nie ma sobie równych, angażuje się w projekty całym sobą i nadal osobiście dokonuje inspekcji finalnego produktu. Cieszy się dobrym zdrowiem i samopoczuciem. To tytan pracy i perfekcjonista, nic zatem dziwnego, że producenci filmowi doceniali wyjątkową jakość oferowanych przez niego usług. Nadal jest aktywnym członkiem Akademii Filmowej, Stowarzyszenia Operatorów Filmowych oraz Akademii Telewizyjnej – elitarnych organizacji zrzeszających wybitne persony kina amerykańskiego.

Polska biegłość techniczna, otwartość umysłu, niesłychana kreatywność i wyobraźnia sprawiają, że twórcy z naszego kraju stanowią bardzo ważne ogniwo w przeogromnej maszynerii Fabryki Snów. Niniejszy tekst jest zaledwie muśnięciem, skromnym przybliżeniem jednej z takich postaci – George’a Miltona, sądeczanina z urodzenia i jankesa z wyboru, którego powiększenie bez większego problemu mogłoby wypełnić strony pełnoprawnej książkowej biografii. Milton do dziś dnia jest uważany za mistrza w swoim fachu, twórcę, który przyłożył rękę do powstania wielu kultowych dzieł światowej kinematografii, jak również rozwoju amerykańskiego przemysłu filmowego, którego kształt możemy podziwiać obecnie.

 

PUMA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.