Krynica-Zdrój bywała plenerem filmowym. Pomijając liczne reportaże i filmy dokumentalne (z głośnym w pierwszej połowie lat 80. „Magistrem Półchłopkiem” w reżyserii prześmiewcy Marka Piwowskiego), w cieniu Góry Parkowej kręcono też filmy fabularne.

Migawki z Krynicy pojawiły się już w filmach przedwojennych (np. Adolf Dymsza próbujący grać w hokeja w „Sportowcu mimo woli” z 1939 r.), ale w większym wymiarze nasz popularny kurort pokazano jedynie w „Książątku” z 1937 r.

BOCHENSKI

„Książątko” w Patrii

Polskie kino przed II wojną światową produkowało głównie szmirowate komedie romantyczne, przeważnie muzyczne, żeby publika w cenie biletu dostała dwa w jednym: film i piosenki. Także fabuła „Książątka” nie odbiega od tej sztampy. Otóż małomiasteczkowa „panienka z okienka”, czyli pracownica poczty (w tej roli Karolina Lubieńska), wygrywa na loterii niebagatelną wówczas kwotę 150 zł i postanawia wydać je na wyjazd do Krynicy. Jedzie tam w nadziei, że pozna „księcia z bajki”. Po licznych perypetiach oczywiście jej marzenie się materializuje w osobie bogatego dziedzica (Eugeniusz Bodo). W 2013 r. Stanisław Janicki, popularny autor dawnego cyklu telewizyjnego „W starym kinie”, omówił ten film w swym nowym programie - „W iluzjonie”, w odcinku zatytułowanym „>Książątko< w Krynicy”.

Akcja „Książątka” w dużej mierze rozgrywa się w Palace Hotelu „Patria” (dyrektora gra Józef Orwid). Jak wiadomo, ten wówczas najbardziej luksusowy hotel w Krynicy wystawił światowej sławy tenor - Jan Kiepura. Budowę sfinansował dzięki honorariom nie tylko za śpiewanie, lecz także za występy w filmach muzycznych. W Patrii - zaprojektowanej przez architekta Bohdana Pniewskiego - zainstalowano urządzania dotąd w Krynicy niewidziane: windy, centralne ogrzewanie, drzwi obrotowe, radio i telefon w każdym pokoju (choć łazienka już niekoniecznie). Obiekt oddano do użytku w końcu 1933 r.

Kierownikiem budowy Patrii był inż. Zygmunt Protassewicz. I w tym wybudowanym przez niego obiekcie właściciel Kiepura zapoznał go z czołową gwiazdą rodzimego kina – Jadwigą Smosarską. Ta zwierzyła się, że posiada w Warszawie parcelę, na której chce mieć dom. Protassewicz skwapliwie pospieszył z fachowym doradztwem. Niebawem oświadczył się i pobrali się w 1935 r.

W roli Zakopanego

O ile w „Książątku” Krynica występowała pod własnym „nazwiskiem”, to w „Zazdrości i medycynie” z 1973 r. udawała Zakopane. Janusz Majewski, reżyser wielu filmów retro, wybrał ją jako plener dla ekranizacji przedwojennej powieści Michała Choromańskiego, rozgrywającej się właśnie w stolicy Tatr. A dzięki podmianie pojawiły się na ekranie krynickie zabytkowe wille z Bulwarów Dietla, drewniane rudery chylące się nad ul. Kościuszki czy Nowy Dom Zdrojowy z mieszczącą się w jego podwojach stylową Apteką pod Aniołem Nitribittów.

O wyborze Krynicy opowiedział w „Gazecie Wyborczej” sam reżyser: „przeniosłem akcję z Zakopanego do Krynicy, bo ona zachowała jeszcze klimat przedwojennego uzdrowiska jak z fotografii mojej mamy w krynickiej pijalni z 1937 roku”. W książce „Ostatni klaps. Pamiętnik moich filmów” (2006) uściślił: „Zabłąkane, ocalone z wojennej pożogi fotografie mojej matki w modnym lisie i wielkim kapeluszu, na tle pijalni wód Zubera czy Jana; mego wuja w jasnym, nienagannym garniturze, z nieodzownym kapeluszem na tle Patrii”.

Po starych fotografiach drugim źródłem inspiracji była wizyta w Krynicy. W „Ostatnim klapsie” Majewski napisał: „no i [w czasie obsadzania ról] zaczął się problem z Goldem. Myślałem wprawdzie od razu o [Włodzimierzu] Boruńskim, ale ktoś mi powiedział, że on leży w szpitalu (…) i pewnie z tego nie wyjdzie. (…) [Tymczasem] dostałem wiadomość, że Boruński wcale nie umarł (…), ale (…) siedzi teraz na rekonwalescencji w (…) Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u w Krynicy. (…) Umówiliśmy się, że już nie będzie wyjeżdżał z Krynicy (…), bo właśnie przyszło mi do głowy, że tu, a nie w Zakopanem, trzeba nakręcić ZiM”.

I dalej zachwalał zalety planu filmowego: „Podstawową wartością Krynicy był idealnie zachowany rezerwat modernistycznej architektury lat 30., to znaczy kompleks domu zdrojowego, szpitala (…) oraz wspaniały budynek Patrii, wybudowany w tych latach przez Jana Kiepurę (…). Cała ta nowoczesna tkanka doskonale harmonizowała z Krynicą starszą, z początku wieku, reprezentowaną przez takie obiekty jak stary dom zdrojowy czy stara pijalnia wód (…), ale też z osobliwymi budowlami, nadającymi miejscowości swoisty couleur locale, a mianowicie drewnianymi, monstrualnymi, dwu- i trzypiętrowymi domami, dawnymi pensjonatami czy hotelami z całym ich kipiącym zapleczem przybudówek, komórek i drewutni. Spacerując z Boruńskim po Krynicy, poczułem, że ta sceneria jest już kanwą takiego filmu, jaki chciałem zrobić”.

A propos pożytków ze spacerowania po Krynicy: czasopismo „Film na świecie” z 1986 r. zacytowało słowa Andrzeja Wajdy: „[W sierpniu 1957 r.] Leczyłem się w Krynicy (…). Spotkałem tam [aktora Tadeusza] Janczara. W czasie wspólnej wycieczki po górach opowiedział mi powieść Andrzejewskiego >Popiół i diament<, której nie czytałem”. O ironio, Janczar, który zainspirował Wajdę, nie dostał przełomowej w dziejach polskiego kina roli Maćka Chełmickiego, bo Wajda odkrył Zbigniewa Cybulskiego!

Dmochowski pijany, obija się o ściany

Ale wracajmy do „Zazdrości i medycyny”. W książce „Janusz Majewski. Film – kobieta jego życia” (2017) reżyser tak opisał kręcenie filmu w Krynicy: „Jesteśmy tam niemal całą jesień, stanowiąc utrapienie, ale i atrakcję, zwłaszcza dla kuracjuszek, które rozmarzonym wzrokiem wodzą za Andrzejem Łapickim, filmowym doktorem Tamtenem, a łagodzenie problemów ułatwiają nam poselskie przywileje Mariusza Dmochowskiego, grającego męża Rebeki, przemysłowca Widmara”.

W „Ostatnim klapsie” Majewski wyjaśnił, skąd brało się utrapienie: „z powodu uciążliwych hałasów wytwarzanych przez nasze dmuchawy do wiatru, który musiał tam wiać tak jak w książce [powieści Choromańskiego] – przez cały czas. [Była to] >maszyna do wiatru<, przerobiona z silnika starego sowieckiego odrzutowca. Jej potworny ryk paraliżował życie całej Krynicy do tego stopnia, że oburzeni mieszkańcy i kuracjusze wysłali petycję najpierw do władz miejskich, a potem wojewódzkich. Wtedy ocknął się drzemiący w mózgu Mariusza Dmochowskiego lew (…). Bo był on wtedy Obywatelem Posłem na Sejm PRL, co więcej – Przewodniczącym Związku Zawodowego Pracowników Kultury (…). Złapał za słuchawkę i dyktatorskim tonem kogoś obrugał, z kim innym porozmawiał porozumiewawczym szyfrem dla wtajemniczonych (wiecie, rozumiecie…) i miejscowa milicja dostała prikaz, że nie wolno nam przeszkadzać”.

I dalej o Dmochowskim, dojeżdżającym na plan zdjęciowy: „Otwierały się drzwi wagonu sypialnego I klasy i najpierw wypadał przez nie kompletnie pijany konduktor, po nim (…) obsługa sleepingu w podobnym stanie, (…) a na końcu, w przekrzywionym kapeluszu, z buńczuczną miną i przekrwionymi oczami wysiadał powoli Obywatel Poseł, Przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Kultury. (…) Na szczęście to jego nabuzowanie, te przekrwione białka, te opuszczone kąciki ust zazwyczaj współgrały ze stanem ducha Widmara”.

Głos Apaczki

Bohaterami filmowego romansu są kochanek (w tej roli Łapicki) i mąż (Dmochowski) zmysłowej Rebeki (Ewa Krzyżewska, która w odróżnieniu od „Popiołu i diamentu” Wajdy, u którego była anemiczną blondynką, tym razem grała namiętną brunetkę). Mamy do czynienia z melodramatem: mąż-fabrykant wynajmuje żydowskiego krawca (Boruński) do śledzenia wiarołomnej żony…

Wiadomo, kto zagrał główne role, ale z książki „Janusz Majewski. Film – kobieta jego życia” dowiadujemy się, że Dmochowski nie był pierwszym kandydatem do postaci męża, lecz Gustaw Holoubek, ewentualnie Czesław Wołłejko. Natomiast Krzyżewska miała konkurentki w osobach Ewy Milde, Anity Dymszówny, Anny Seniuk, Ireny Szczurowskiej, Barbary Brylskiej, Beaty Tyszkiewicz, Magdaleny Sokołowskiej i Lidii Korsakówny.

Ba, jeśli chodzi o Krzyżewską, Majewski tak mówi w tej samej książce: „W ogóle nie biorę jej pod uwagę, zarzucam jej same wady: nieciekawą urodę, fatalną figurę i mierne zdolności aktorskie. Rozpatruję nawet udział aktorki niemieckiej i jadę w tym celu do Berlina”. W sprawozdaniu z podróży służbowej do NRD reżyser wymienił niemieckie kandydatki, w tym Karin Dor. Ciekawostką jest, że zagrała ona Apaczkę Ribannę w „Winnetou II: ostatni renegaci” (1964), a w polskim dubbingu jej głosem była nie żadna inna, lecz… Krzyżewska!

Po powrocie z Berlina reżyser inaczej spojrzał na zdjęcia próbne Krzyżewskiej oraz fotografie zrobione tej aktorce przez własną żonę – Zofię Nasierowską: „Dostrzegam na nich największy walor Ewy: wyraz jej oczu, nieuchwytny, niezbyt przytomny, roztargniony, jakby namalowany rozmazaną akwarelą. Takie spojrzenie mogło doprowadzić mężczyzn do szaleństwa przez to, że wymykało się, ulatniało, nie dawało poczucia samczego posiadania. Wydaje im się, że już posiedli bez reszty wściekle pożądaną istotę, a to tylko mgła…”.

Momenty z plastrami

W oczach ówczesnej publiczności atrakcją „Zazdrości i medycyny” były tzw. momenty. O kulisach kręcenia tych scen opowiedział Andrzej Łapicki. Z „Gazety Wyborczej” zacytujmy fragment wywiadu z tym aktorem:

„- Ona strasznie się wstydziła. Miałem z nią taką scenę w Zazdrości i medycynie, na początku lat 70. Janusz Majewski wymyślił, że ona idzie od kamery na mnie - naga. Widz widzi jej plecy i pupę, a ja to, co z przodu. Siedzę w krawacie i na nią patrzę. Wszystkich zbędnych wyrzucono z planu. Klaps. Idzie. Patrzę i nie mogę grać, bo ona ma wszystkie krytyczne miejsca pozaklejane plastrami! Długo ją namawialiśmy, żeby to odkleiła, a ona długo tłumaczyła, że ma zazdrosnego męża. Ale w końcu się udało.
- Przecież pan jest aktorem. Powinien pan umieć zagrać to samo - z plastrami czy bez.
- To niemożliwe. Nie będę grał do plastrów.
- Ale od tego są aktorzy, żeby udawali emocje.
- Mogę grać emocje, ale nie do plastrów. Czy pani myśli, że jak ona odkleiła te plastry, to ja już nie musiałem grać? No nie. Aż tak mi się nie podobała. To była oczywiście bardzo ładna dziewczyna, ale czegoś jej brakowało. Seksu prawdopodobnie”.

Zaś w książce „Andrzej Łapicki. Po pierwsze, zachować dystans” (1999) opowiedział o kulisach kręcenia momentów: „W Zazdrości i medycynie jest scena, w której leżymy razem w łóżku. (…) Reżyser Janusz Majewski wyprosił niepotrzebne osoby, zostali operator i klapserka. Jednak jakiś elektryk, który był tego niesłychanie ciekaw, zaczął wyglądać przez okno z innego pokoju. Złapał się za balkon i tak mocno się wychylił, że zleciał. Złamał sobie obie ręce”.

Dla wstydliwej Krzyżewskiej była to ostatnia rola filmowa. Zrezygnowała z kariery, bo z mężem-dyplomatą wyjechała do USA, gdzie m.in. pracowała w bibliotece w nowojorskim gmachu ONZ. Niekiedy odwiedzała Polskę – pewnego razu widziano ją spacerującą po krynickim deptaku ze Stefanem Półchłopkiem. Osiadła w Hiszpanii, gdzie w 2003 r. zmarła w wyniku wypadku samochodowego.

Na ślubnym kobiercu

Ostatnim filmem fabularnym nakręconym w Krynicy jest oczywiście „Mój Nikifor” Krzysztofa Krauzego z niezapomnianą Krystyną Feldman w roli tego malarza-prymitywisty. To dość świeża sprawa – 2004 r., więc nie będziemy się o niej rozpisywać. Podajmy więc tylko ciekawostkę, że dwa dni przed rozpoczęciem zdjęć do tego filmu reżyser i scenarzystka Joanna Kos wzięli ślub w Nowym Sączu.

Ireneusz Pawlik       

Kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

 

 

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie