Alkohol budzi emocje, to widać choćby w okienku obok. Zanim usiadłem do pisania tego tekstu, nasz niezastąpiony Marek Stawowczyk już narysował, co sądzi o rządowym pomyśle nocnej prohibicji.

wsb3

Projekt ukrócenia wielkiego narodowego chlania jest generalnie słuszny, ale trzeba pamiętać, że na prohibicji zęby sobie połamały już nie takie waleczne ekipy. W amerykańskiej historii grzebać nie będziemy, a kto chce sobie odświeżyć tamtą lekcję wychowania w trzeźwości, niech idzie do kina na któryś z klasyków tematu.

Najświeższy pomysł proponuje, by ograniczyć dostępność alkoholu od godz. 22. do 6. W najnowszej historii Polski to nic oryginalnego. Osobiście pamiętam zakaz sprzedaży alkoholu do godz. 13., który oczywiście problemu nie rozwiązał, a jedynie – jak to w prohibicji – pozwolił komuś zarobić więcej, niż normalnie się na spirytualiach zarabia. Istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że z nowym zakazem będzie podobnie jak z tamtym komunistycznym. Na wolny rynek nieznoszący próżni wrócą dawno zapomniane meliny, gdzie flaszkę, albo piwo i tak będzie można kupić po 22., tylko z odpowiednio zawyżoną marżą. Wielu westchnie, ach, co to były za czasy: do sklepu nie trzeba się było fatygować – zresztą nie było po co – bo sąsiadka piętro niżej (legendarna pani Wandzia) przez całą dobę dysponowała w ofercie wszystkim, co potrzeba, by ugasić pragnienie. Ba, każdy szanujący się akademik na miasteczku studenckim miał przynajmniej jeden pokój, gdzie o każdej porze dnia i nocy, można było zrobić wiadome zakupy.

Ale po co ja to piszę? Pewnie tylko po to, żeby sobie (bo komu jeszcze?) przypomnieć, że zakazy nic jeszcze nie dały i pewnie nie dadzą. Problem ulokowany jest gdzie indziej, a kto złamie kod dostępu do niego, zostanie milionerem, a może nawet zasłuży na Nobla. Całkiem niedaleko stąd są kraje, gdzie nie istnieją żadne zakazy spożywania. I całkiem niedaleko stąd żyją ludzie, którzy pierwszy kieliszek wina, albo szklaneczkę piwa wychylają grubo przed legendarną godziną 13. I co? I nic. Niepotrzebne są rządowe i narodowe programy walki z wielkim chlaniem, ani nawet policyjne akcje wystawiania alkomatu na każdym zakręcie. Niepotrzebna jest nawet alkoholowa godzina policyjna od 22. To co jest u nas potrzebne zamiast nowego zakazu sprzedaży? Kto zgadnie?

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki”:

ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

[mailpoet_form id="1"]