Ten tytuł drugiej części słynnej trylogii Aleksandra Dumasa o trzech (właściwie czterech) muszkieterach przypomniał mi się w związku z dwudziestą rocznicą wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II i kanonizacji księżny Kingi w Starym Sączu. Dwadzieścia lat, dwie dekady, kawał czasu! Ten czas zapewne wymazał z pamięci wiele zdarzeń, faktów, może niektóre nieco zmienił…

Mieszkańcy Sądecczyzny długo czekali na papieża. Zazdrościli mieszkańcom tych miast i regionów, które wcześniej podczas swoich pielgrzymek do Ojczyzny odwiedził Jan Paweł II. Zastanawiali się: - Czy jesteśmy gorsi od krakowian, tarnowian, wadowiczan, oświęcimian, warszawiaków, bądź górali z Podhala i Zakopanego?

Prezydent w tekście

Podczas jednej z wizyt pod koniec lat 80. wydawało się, że papież, choć w programie nie było mowy o Sądecczyźnie, jednak ją odwiedzi. W znanej z pszczelarstwa Kamiannej ks. dr Henryk Ostach na zboczu pod Domem Filipa Neri umieścił napis z żywych roślin: „Witamy Dostojnego Gościa”. Pogłoski o ewentualnym przylocie Ojca Świętego na krótki wypoczynek rozeszły się błyskawicznie. Wielu mieszkańców Sądecczyzny udało się tam pewnego dnia i czekało na Piotra Naszych Czasów. Nie przyleciał. Do dziś nie wiadomo, czy watykańscy i polscy organizatorzy tej pielgrzymki zakładali taką możliwość, czy były to tylko nasze pobożne życzenia...

Niektórzy marzyli i wierzyli też w to, że w roku 1997 (pamiętna czerwcowa wizyta Ojca Świętego na Podhalu, w Zakopanem i Ludźmierzu) na trasie pielgrzymki znajdzie się Stary Sącz, a skoro miasto bł. Kingi, to i dojdzie do skutku kanonizacja założycielki klasztoru sióstr klarysek. Ówczesny burmistrz Marian Cycoń kazał nawet rozwiesić nad główną drogą transparenty z napisem: „Stary Sącz wita Ojca Świętego”. Ale wtedy średniowieczna perła nad Popradem nie znalazła się na trasie peregrynacji Jana Pawła II. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze...

 

****

W latach 90. sądeckie samorządy kilkakrotnie kierowały zaproszenia do Watykanu. 3 grudnia 1998 r. do Starego Sącza przybyła specjalna komisja, która dokonała wizji lokalnej miejsca przyszłej celebry. W tym szanownym gremium pierwsze skrzypce grał ojciec Roberto Tucci, specjalny wysłannik z Watykanu. Byli też m.in. biskupi: Tadeusz Pieronek, Jan Chrapek, Wiktor Skworc i spora rzesza najróżniejszych przedstawicieli sfer rządowych, służb specjalnych, które zawsze mają wielki udział w przygotowywaniu wizyt Ojca Świętego. Stronę sądecką reprezentowali wtedy: burmistrz Marian Kuczaj i jego zastępca Jan Kupczak, wojewoda nowosądecki Lucjan Tabaka, poseł Marian Cycoń, starosta nowosądecki Jan Golonka, prezydent Nowego Sącza Andrzej Czerwiński, ks. proboszcz starosądeckiej parafii św. Elżbiety Alfred Kurek, sądeccy prałaci: Stanisław Lisowski i Stanisław Czachor, krynicki (wtedy) proboszcz Kazimierz Markowicz. Po tym spotkaniu zapanował powszechny optymizm. Wkrótce Stolica Apostolska w oficjalnym komunikacie potwierdziła, że 16 czerwca 1999 roku w Starym Sączu Jan Paweł II dokona kanonizacji bł. Kingi, na co czekano kilka… wieków.

****

Na początku stycznia 1999 r., wieczorem, zadzwonił do mnie ks. Ryszard Piasecki, założyciel i pierwszy dyrektor Radia Dobra Nowina (dziś RDN), który powiedział: - Z upoważnienia ks. biskupa Wiktora Skworca proszę o objęcie funkcji dyrektora Centrum Prasowego Wizyty Apostolskiej Ojca  Świętego Jana Pawła II w Starym Sączu.

Z mojej strony zapadła cisza…

- Halo, jest tam pan? – zapytał ks. Ryszard.

Jestem! Ile mam czasu, żeby się zastanowić?

- Pięć minut…

Wtedy przypomniałem sobie ulubione powiedzonko zaprzyjaźnionego księdza Stanisława Skowrona, który w takich sytuacjach zwykł mawiać: - Biskupowi się nie odmawia…

I tak zostałem dyrektorem CPWAOŚJPII (ładny skrót!). Jednym z kilkunastu, ponieważ takie placówki zostały powołane we wszystkich miejscowościach, do których miał wtedy przybyć papież (Bydgoszcz, Drohiczyn, Elbląg, Ełk, Gdańsk, Gliwice, Kraków, Licheń, Łowicz, Pelplin, Sandomierz, Siedlce, Sosnowiec, Stary Sącz, Toruń, Wadowice, Warszawa, Zamość).

Organizacja biur, wszystkie sprawy związane z obsługą medialną wizyt Ojca Świętego, były w gestii dwóch instytucji: Polskiej Agencji Informacyjnej (PAI) i Katolickiej Agencji Informacyjnej (KAI). Zasada była taka, że dyrektorem centrum była z ramienia PAI osoba świecka, wicedyrektorem – duchowna. W naszym starosądeckim przypadku tę funkcję pełnił – rzecz jasna – ks. Ryszard Piasecki, z którym w miesiącach poprzedzających ów pamiętny czerwiec kilkakrotnie wyjeżdżaliśmy do Warszawy na wielogodzinne narady.

Stary Sącz  w tym okresie odwiedziły dziesiątki komisji, które dokonały setek ustaleń, konsultacji, negocjacji. Wśród wielu gości byli m.in. biskup Pierro Marini - główny mistrz ceremonii papieskich w Watykanie, bp Jan Chrapek, biskupi z Diecezji Tarnowskiej, zastępca komendanta głównego policji insp. Ireneusz Wachowski, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wojciech Brochwicz, szef Biura Ochrony Rządu gen. Mirosław Gawor, marszałek Sejmu Maciej Płażyński, odpowiedziani za transmisje przedstawiciele Telewizji Polskiej i Polskiego Radia.

Wraz z wiosną rozpoczęły się prace na starosądeckich błoniach. W ciągu kilku tygodni plac podzielono na sektory, wzniesiono specjalne zwyżki dla chórów, kamer telewizyjnych, fotoreporterów i komentatorów (nadzór nad owymi zwyżkami, które nie zawsze podobały się później wiernym, bo trochę przysłaniały widok na zaprojektowany przez architektów: Andrzeja Zenona Remiego i jego syna Bartosza ołtarz, należał m.in. do naszych obowiązków). Mieszkańcy całego regionu i turyści z ciekawością towarzyszyli urządzaniu placu kanonizacyjnego, od pierwszych robót ziemnych, od ustawiania 40 kilometrów żerdzi w sektorach, wylewania ławic pod ołtarz, po ostateczną kosmetykę całego terenu.

****

Im bliżej było do 16 czerwca, tym więcej pojawiało się spraw do załatwienia. Centrum Prasowe zostało zorganizowane w Zespole Szkół Zawodowych i Technikum Leśnym przy ul. Daszyńskiego. W zamyśle mieliśmy przyjąć nawet ok. 400 dziennikarzy z całego świata.  Ostatecznie tylu ich do Starego Sącza nie przybyło, wielu tego dnia wybrało wieczorne uroczystości w Wadowicach.

Szkoła, z racji tego, jaką miała funkcję pełnić przez raptem jedną dobę, musiała przejść – jakbyśmy to dziś powiedzieli – lifting. Placówką tą kierowała dyrektor Bogumiła Hybel, która bardzo mocno się zaangażowała w to przedsięwzięcie. Podobnie było z innymi pracownikami tej instytucji.

Trzeba było odmalować wiele pomieszczeń, sal lekcyjnych, salę gimnastyczną, w której ustawione zostały kabiny do tłumaczeń symultanicznych (wraz z tłumaczami). Na pierwszym piętrze w jednej z klas pracownicy sądeckiego Optimusa zamontowali kilkadziesiąt komputerów z pełnym oprogramowaniem i zapewnili serwis. Telekomunikacja Polska SA „postawiła” świetne (jak na 20 lat temu) łącza, które pozwalały na kontakt z całym światem. Zaangażowała się też Poczta Polska. Zakład Energetyczny dołożył mocniejsze zasilanie elektryczne i przygotował w rezerwie agregaty prądotwórcze (na wypadek awarii). Prowadzący sklepik Tomasz Kmietowicz urządził kawiarenkę.

Nie odmówili wsparcia w naturze sponsorzy: m.in. firmy Koral, Tymbark, Kinga Pienińska. Z życzliwością do różnych próśb podeszły dyrekcje MPK w Nowym Sączu, Zespołu Szkół Elektryczno-Mechanicznych w Nowym Sączu. Każde życzenie spełniały – rzecz jasna – starosądeckie służby gminne, z burmistrzem Marianem Kuczajem i przewodniczącym Rady Miasta Andrzejem Czerpakiem na czele. Takiej powszechnej empatii, takiego zrozumienia dla wielu spraw,  takiej mobilizacji, takiego podejścia, że wszystko można zrobić, załatwić, ja sobie na Sądecczyźnie nie przypominam…

****

Osobny akapit muszę poświęcić Wyższej Szkole Biznesu-National Louis University, z rektorem dr. Krzysztofem Pawłowskim na czele. Będąca wtedy w swoim szczytowym okresie uczelnia, wytypowała kilkunastoosobową grupę studentów i młodych pracowników naukowych jako wolontariuszy na potrzeby Centrum Prasowego. Kierowani przez Krzysztofa Głuca ludzie pełnili m.in. funkcje pilotów, którzy byli odpowiedzialni za dowiezienie i doprowadzenie dziennikarzy do miejsca celebry na błoniach, dostarczali do naszego biura dziennikarskie teksty, filmy ze zdjęciami. W noc poprzedzającą uroczystość pracowali przy kserowaniu i zszywaniu materiałów prasowych, m.in. tekstu homilii papieskiej obwarowanego embargiem do chwili wygłoszenia.

Centrum Prasowe przed 16 czerwca zorganizowało dwie konferencje prasowe w Urzędzie Miasta i Gminy. Na pytania dziennikarzy odpowiadali ludzie, którzy byli odpowiedzialni za przygotowanie wizyty Jana Pawła II w Starym Sączu. Redakcje na bieżąco otrzymywały też informacje, przekazywano im m.in. plany miejsca celebry, mapy dojazdów, rozmieszczenia służb medycznych, wykazy najważniejszych telefonów.

Ks. Ryszard Piasecki zajmował się szczegółami dotyczącymi transmisji telewizyjnych i radiowych, przekazu sygnału do różnych stacji. Nadzorował też sprowadzenie dwóch ogromnych telebimów, które zostały przywiezione z Wrocławia. Ponieważ plac kanonizacyjny powstał w szczerym polu, dosyć grząskim, trzeba było utwardzić specjalne drogi, żeby te ekrany, przywiezione na specjalnych przyczepach, stanęły w zaplanowanych miejscach. Dodajmy, że pewni sądeccy przedsiębiorcy (prosili o zachowanie anonimowości) bezinteresownie wyłożyli duże pieniądze, żeby te telebimy pojawiły się w Starym Sączu i ułatwiły pielgrzymom oglądanie wydarzeń.

****

„Na chwałę Świętej i Nierozdzielnej Trójcy, dla wywyższenia katolickiej wiary i wzrostu chrześcijańskiego życia, na mocy władzy naszego Pana Jezusa Chrystusa i Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a także Naszej, po uprzednim namyśle, po licznych modlitwach i za radą wielu naszych Braci w biskupstwie, orzekamy i stwierdzamy, że błogosławiona Kinga jest Święta i wpisujemy Ją do Katalogu Świętych, polecając, aby odbierała Ona cześć jako Święta w całym Kościele, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.

Tę sakramentalną formułę wygłosił Jan Paweł II przed południem 16 czerwca 1999 roku do ok. 700 tysięcy wiernych z Polski i wielu krajów świata. Wszyscy pamiętamy: w noc poprzedzającą tę uroczystość padał deszcz. Zmoknięci pielgrzymi dotarli na błonia, które w wielu miejscach tonęły w błocie. Do tego dochodziła niepewność: czy do kanonizacji – w związku z niedyspozycją papieża - w ogóle dojdzie. A jednak stało się to. Ojciec Święty z powodu złej pogody dotarł do Starego Sącza nie śmigłowcem, ale samochodem. Kiedy rozpoczęła się msza, pojawiło się słońce…

W Centrum Prasowym od kilku dni trwały gorączkowe ostatnie przygotowania. Uczniowie szkoły dostali wolne. Osoby obsługujące CP nie mogły wziąć udziału w uroczystości. Śledziły ją – w miarę możliwości – w telewizji. Po zakończeniu, kiedy Jan Paweł II odleciał do Wadowic, zgodnie z przewidywaniami nastąpił komunikacyjny paraliż. Na wielu godzin wyjazd ze Starego Sącza w kierunku Nowego Sącza i Nowego Targu, stał się praktycznie niemożliwy. Długo nie mogły się przebić przez korki pojazdy rządowe, wozy najróżniejszych służb. „Zgubiły się” gdzieś w okolicach stacji kolejowej dwa autokary, które miały zawieść dziennikarzy i fotoreporterów (tzw. pool 0) do Wadowic. Kierowcy „z Polski” nie znali Starego Sącza, nie wiedzieli, gdzie są i jak mają jechać. Z policjantem na motocyklu przemykaliśmy po różnych zakamarkach, aż znaleźliśmy zguby. Jakoś udało się ich „odpilotować” na główną drogę…

Z placu celebry niektórzy ludzie nie mogli trafić do swoich autobusów. Do Centrum Prasowego z falą pielgrzymów, którzy podążali w stronę starosądeckiego rynku, dotarła osiemdziesięciokilkuletnia pani, która przyjechała z… Kołomyi. A razem z nią jakiś w jej wieku kapłan, w przyniszczonej sutannie. Też z Ukrainy, ale z innej grupy. Byli bardzo zmęczeni. Odpoczęli u nas, zjedli obiad, napili się kawy. Nasza rodaczka powiedziała coś, co zapamiętam do końca życie: - To jest pierwszy mój mięsny posiłek od Świąt Wielkanocnych. Tak nam się skromnie żyje, ale marzyłam o tym, żeby tu przyjechać na spotkanie z Ojcem Świętym…

****

Z Janem Pawłem II wiąże się kilka moich osobistych wspomnień. W roku 1987 dwukrotnie uczestniczyłem w spotkaniach z polskim papieżem. Najpierw w Tarnowie, gdzie trzeba było pokonać pieszo kilkanaście kilometrów, by dotrzeć do celu. Potem w warszawskim kościele św. Krzyża, gdzie Ojciec Święty odprawił niezapomnianą mszę dla twórców kultury. Dziesięć lat później w Zakopanem i Ludźmierzu pracowałem, razem z grupą dziennikarzy, jako korespondent „Dziennika Polskiego”. A więc – inna rola.

Doświadczenia ze Starego Sącza to jeszcze coś innego. Pogodzenie funkcji dyrektora Centrum Prasowego z pracą w macierzystej redakcji „DP” nie był łatwe. Ale jakoś (także dzięki pomocy koleżanek i kolegów) udało się to prawie pół roku przeżyć. Był to jeden z najbardziej intensywnych okresów w mojej dziś już 40-letniej karierze zawodowej. Ale też – jestem tego pewny  – była to moja przygoda życia!

Piotr Gryźlak

Fot. Jerzy Cebula

 

 

 

 

 

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie