Dwa oblicza prof. Weigla. 75 razy nominowany do Nagrody Nobla

Dwa oblicza prof. Weigla. 75 razy nominowany do Nagrody Nobla

pensjonat w krościenku weigl

Pół wieku temu TVP nadawała program Zatrzymane w kadrze. Dokumentalista Ryszard Wójcik prezentował w nim cudem ocalałe lub dopiero co odnalezione zdjęcia filmowe sprzed II, a niekiedy nawet sprzed I wojny światowej. W pierwszym odcinku pokazano reportaż z Kresów, dokumentujący akcję szczepień prowadzonych przez ekipę prof. Rudolfa Weigla. Mało kto wie, że w końcówce II wojny ten uczony światowej sławy mieszkał i pracował w Krościenku nad Dunajcem.

Butów mniej niż aut

Prof. Weigl w okresie międzywojennym działał we Lwowie, gdzie kierował instytutem mikrobiologii, w którym oprócz kształcenia lekarzy produkowano szczepionki przeciwko tyfusowi i innym zmorom tamtych czasów. Woził je aż do Chin i Abisynii (Etiopii), aby walczyć tam z epidemiami. I to właśnie on udawał się z zespołami medycznymi do wiosek ukraińskich i huculskich, pod Kałusz, Sambor i Worochtę, nad Dniestr, Prut i Prypeć, gdzie szczepiono ludność. Zdjęcia – wtedy sprzed 40-50 lat, a dzisiaj sprzed stulecia! – pokazywały tłumy obdartusów, czekających w kolejkach do szczepienia.

Dosłownie – obdartusów! Obecnie mało już kto zdaje sobie sprawę ze skali skrajnej biedy, jaka panowała zresztą nie tylko na Kresach II RP, ale i na ziemiach rdzennie polskich. Na owych taśmach sprzed dziesiątków lat widziało się lekarzy i pielęgniarki w białych kitlach, ale już wieśniaków bosych, a umorusane dzieciaki w podartych koszulinach do pępka. Oglądane w latach 70. XX w., a więc w socjalistycznej Polsce, były to widoki zgoła egzotyczne – jakby kamera filmowała Aborygenów, Buszmenów czy Pigmejów. A prof. Weigl upodabniał się czasem do tubylców, bo był z zamiłowania… łucznikiem. Uprawiał łucznictwo dla odstresowania – nie tylko w czasie wyjazdów i urlopów, lecz również we lwowskim instytucie miał salkę przystosowaną do tego celu.

Daję słowo, że w latach 70. te masy bosych ludzi szokowały i dlatego utkwiły tak mocno w pamięci. Można śmiało postawić tezę, że mieszkańcy dumnej II RP mieli mniej butów niż my teraz samochodów!

Uczony strategiczny

Nic przeto dziwnego, że wojnę z nami w 1939 r. wygrali zmotoryzowani Niemcy. Kiedy zajęli Lwów, zaproponowali prof. Weiglowi przyjęcie obywatelstwa niemieckiego i pracę w Berlinie – ku chwale III Rzeszy. Ale profesor, choć miał pochodzenie austriackie, odmówił, gdyż nawet mieszkając i ucząc się w Polsce dopiero w pierwszym pokoleniu, już czuł się Polakiem! Gruppenführerowi i generałowi SS Fritzowi Katzmannowi, jednemu z czołowych nazistowskich ludobójców, ponoć odpowiedział: – Człowiek wybiera narodowość raz w życiu, ja już wybralem!

Okupanci przełknęli gorzką pigułkę i nie wysłali prof. Weigla do obozu koncentracyjnego, lecz pozwolili spokojnie pracować. Jego placówkę wcielono do wojskowego Instytutu Tyfusu Plamistego i Badań nad Wirusami Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych Wehrmachtu z tymczasową siedzibą w Krakowie.

Należy wytłumaczyć tę rzadką u hitlerowców wyrozumiałość. Rozpętali przecież wojnę, a wojna to wiadomo: smród, brud i choroby. W szeregach germańskich zdobywców Europy szerzyły się choroby zakaźne: tyfus plamisty (dur plamisty), dur brzuszny (tyfus brzuszny), dyzenteria (czerwonka) i syfilis (kiła). A prof. Weigl był właśnie epidemiologiem i pierwszym na świecie odkrywcą skutecznej szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu, zatem dla wojujących Niemców był osobą o wartości strategicznej. Tym bardziej, że w pracach nad tyfusem i innymi paskudztwami woleli wyręczać się innymi niż ryzykować zdrowie i życie własnych ludzi, jakże potrzebnych na frontach.

Dzięki temu wytwórnia szczepionek prof. Weigla hulała w okupowanym przez Niemców Lwowie jak nigdy przedtem. I choć sam profesor nie skorzystał z oferty przyjęcia obywatelstwa niemieckiego, to łatwo można było oskarżyć go o kolaborację z okupantem. I to o kolaborację najgorszego sortu, bo służącą aparatowi przemocy wroga, głównie armii, czyli skierowaną bezpośrednio przeciwko narodowi polskiemu.

Pasożytowanie na Wehrmachcie i SS

Ale to tylko wierzchnia warstwa prawdy. Bo pod spodem kryła się misterna konstrukcja. Po pierwsze: oprócz wytwarzania szczepionek na zamówienie armii niemieckiej kwitła u prof. Weigla pokątna produkcja uboczna na potrzeby konspiracji antyniemieciej. Wszak ukrywający się w lasach partyzanci byli znacznie bardziej narażeni na choroby zakaźne niż niemieckie wojsko regularne, tkwiące często w okopach. Zatem Armia Krajowa – zaraz po Wehrmachcie i SS – była trzecim największym odbiorcą szczepionek prof. Weigla. Nawet, w co może trudno uwierzyć, przemycano je do getta żydowskiego w Warszawie i niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz!

Po drugie: wszyscy zatrudnieni u prof. Weigla dostawali całkowicie bezpieczne, niemieckie dokumenty – ausweisy i kennkarty. Wystarczyło pomachać nimi przed niemieckim patrolem, aby żołdacy, zdjęci panicznym strachem przed kontaktem z osobą, mającą do czynienia z tyfusem, oddalili się w popłochu. Dzięki temu konspiracja lwowska mogła działać dość swobodnie, gdyż papiery od Weigla zwalniały nawet z godziny policyjnej!

Bo profesor zatrudniał w wytwórni nie tylko fachowców, lecz także konspiratorów, którzy pod tym płaszczykiem mogli prowadzić wywrotową działalność wymierzoną w okupantów. Inna sprawa, że akurat konspiracja lwowska została rozgromiona przez Niemców wyjątkowo spektakularnie, ale to temat na zupełnie inne opowiadanie…

Inteligencja karmi wszy

Po trzecie: do produkcji szczepionek niezbędny był surowiec, czyli zakażona krew, z której robiło się surowicę w ampułkach. Do otrzymania surowicy potrzebne były dwa organizmy: przenoszące zarazki wszy i ich karmiciele. Wszy zarażali laboranci, wstrzykując im pod mikroskopem zarazki w… odbyt, po czym zainfekowane wkładali do pudełka zapałek, nakłuwali pudełko igłą, aby porobić w nim dziurki, przez które wszy mogły kąsać. I takie pudełko przywiązywało się do uda karmiciela. Karmicielami wszy byli bowiem ludzie. Oczywiście uprzednio zaszczepieni, żeby nie umarli. I kiedy wszy wprowadziły do ich krwiobiegu materiał zakaźny, pobierano zakażoną krew i preparowano z niej szczepionki.

Karmiciele są tu kluczowi. I nie tylko jako niezbędne ogniwo w produkcji szczepionek, lecz dlatego, że wydawane im zaświadczenia najlepiej chroniły przed Niemcami. Dzięki temu prof. Weigl uratował mnóstwo osób: wiadomo – przede wszystkim krewnych i znajomych, ale także członków organizacji podziemnych, Żydów, osoby ze świata nauki i kultury, a wielu młodych ludzi uchronił przed wywózką na roboty do Niemiec.

Wśród ochronionych przez prof. Weigla widzimy matematyka światowej sławy Stefana Banacha, wybitnego socjologa Józefa Chałasińskiego, pisarzy Jerzego Broszkiewicza, Leszka Elektorowicza i Zbigniewa Herberta, historyka literatury polskiej Artura Hutnikiewicza, dyrygenta Stanisława Skrowaczewskiego, dziennikarza (późniejszego założyciela miesięcznika Fantastyka i pisarza) Adama Hollanka czy aktora Andrzeja Szczepkowskiego, ojca Joanny, pamiętnej z tego, że oświadczyła w Dzienniku Telewizyjnym: Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm.

Widzimy także pisarza Mirosława Żuławskiego, ojca i dziadka reżyserów filmowych Andrzeja i Xawerego. Andrzej Żuławski debiutował filmem fabularnym Trzecia część nocy (1971), opartym na ojcowskim epizodzie karmiciela wszy (zagrał go Leszek Teleszyński).

Kuszenie przez Rzeszę i Związek Radziecki

Kiedy Armia Czerwona zbliżała się do Lwowa, Niemcy, traktując prof. Weigla jako osobę zasłużoną dla wysiłku wojennego III Rzeszy, oferowali mu ewakuację i możliwość dalszej pracy w Niemczech, ale naukowiec znowu odmówił i wykorzystując prywatne kontakty, schronił się u Zofii i Ludwika Sitowskich, którzy mieszkali w Krościenku nad Dunajcem. Ludwik Sitowski urodził się w Nowym Sączu, był absolwentem tutejszego gimnazjum i Uniwersytetu Jagiellońskiego, entomologiem, profesorem zoologii, a w latach 1925-26 nawet rektorem Uniwersytetu Poznańskiego.

Prof. Weigl zbił fortunę na sprzedaży szczepionek okupantom. Przybył do Krościenka służbową, wypasioną limuzyną czeskiej marki Tatra z szoferem i właśnie u Sitowskich, w ich pensjonacie Stary Dwór przy ul. Trzy Korony, nadal pracował w pawilonie zaadaptowanym na prowizoryczne laboratorium. Dwuletni pobyt prof. Weigla opisały Krystyna Górska (wnuczka Sitowskich) i Martyna Vončina w artykule Rudolf Weigl w Krościenku nad Dunajcem w latach 1943-45 zamieszczonym w XVI tomie monografii Pieniny – przyroda i człowiek (2020) wydawanych pod red. Jana Bodziarczyka przez Uniwersytet Rolniczy w Krakowie. Oto cytat z tego artykułu: Umieszczona przed naszą posesją tablica z tekstem w języku niemieckim, a od końca stycznia 1945 roku, w języku rosyjskim, wraz z wyraziście wymalowaną ludzką trupią czaszką i piszczelami, informowała o mieszczącym się tu oddziale Lwowskiego Instytutu Tyfusu oraz ostrzegała intruzów o śmiertelnym niebezpieczeństwie zarażenia się tą chorobą. (…) Tablica umieszczona na bramie przy wejściu do posesji była skuteczną >antyreklamą< i gestapowcy przestali nas wizytować. Skończyło się zastraszanie gospodarzy i grożenie rozstrzelaniem, rekwirowanie żywności czy rewizje w poszukiwaniu osób nielegalnie mieszkających.

W początkowym okresie funkcjonowania laboratorium w Krościenku trwała jeszcze okupacja niemiecka i profesor, zatrudniając do pomocy młodzież, nadal chronił Polaków przed wywózką na roboty. Szacuje się, że w sumie, głównie w okresie lwowskim, ale i późniejszym – w Krościenku, pomógł w czasie II wojny światowej może nawet paru tysiącom obywateli przedwojennej Polski.

Weigl w Google

Jeszcze w trakcie wojny i po wojnie, z kolei władze radzieckie oferowały mu profesurę na uniwersytecie w Moskwie lub Kijowie, ale on z Krościenka przeniósł się na UJ, a następnie na Uniwersytet Poznański, w dalszym ciągu wytwarzając wszędzie szczepionki.

Oskarżany o kolaborację z Niemcami był jednak sekowany. Podobno ówczesne władze utrąciły przyznanie mu Nagrody Nobla w 1948 r. Podaje się, że przed wojną i w czasie wojny był nominowany do Nobla podobno aż 75-krotnie (!) i też go nie otrzymał. Ciekawe, kto udaremniał w pozostałych przypadkach?

Doceniono go natomiast w Belgii (Order Leopolda), Watykanie (Order św. Grzegorza Wlk.), Izraelu (tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata) oraz w USA, tworząc specjalną wersję winietki wyszukiwarki Google w 138. rocznicę urodzin. Zaś w Polsce dopiero pośmiertnie (zmarł w 1957 r.), grubo pośmiertnie i wydaje się, że wciąż niedostatecznie.

Ireneusz Pawlik

 

Fot. IrP. Dzisiejszy widok pensjonatu, w którym prof. Rudolf Weigl mieszkał i pracował w Krościenku n/Dunajcem w latach 1943-45.

Czytaj również: https://www.dts24.pl/dlaczego-zginal-ojciec-leszka-mazana/

 

Filmoteka dts24

194 Videos