Dominika Brzeska dla DTS24: „Jako 13-latka powiedziałam sobie, że będę na Olimpiadzie”

Dominika Brzeska dla DTS24: „Jako 13-latka powiedziałam sobie, że będę na Olimpiadzie”

Dominika Brzeska, kajakarstwo, Nowy Sącz, Reprezentacja Polski

Mówi się o niej, że jest jednym z największych talentów sądeckiego sportu. Kajakarka Dominika Brzeska została niedawno nominowana do tytułu Sportowca 2022 Roku. Z reprezentantką Startu Nowy Sącz i kadry narodowej rozmawiamy dziś o treningowych trudach, wyrzeczeniach i planach na najbliższy czas. Czy brązowa medalistka Mistrzostw Polski oraz wicemistrzyni świata z 2022 roku marzy o wyjeździe na Igrzyska Olimpijskie? Rozmawiał: Dawid Kulig.

Zostałaś nominowana do tytułu Sportowca 2022 Roku na ziemi sądeckiej. Przyjemne uczucie?
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego. Poinformowała mnie o tym moja mama. To od niej dowiedziałam się o tej nominacji. Mam w związku z tą sytuacją bardzo pozytywne odczucia. Już sam fakt, że ktoś mnie zaproponował do tego plebiscytu jest czymś przyjemnym. Czuję się wyróżniona.

Rzeczywiście reguły są takie, że w pierwszej kolejności ktoś musi Cię zgłosić do wspomnianego plebiscytu. Jak myślisz, dlaczego ktoś pomyślał, aby wskazać właśnie Ciebie?
Domyślam się, że miniony sezon odegrał tutaj kluczową rolę. Zdobyłam medale zarówno indywidualnie jak i drużynowo. Na początku pomyślałam, że może ktoś z rodziny zgłosił mój akces. Ale jednak nie. Zatem ktokolwiek mnie dostrzegł musiał mieć na względzie osiągnięcia z 2022 roku. To bardzo miłe.

Wspomniałaś o zakończonym niedawno sezonie. Co się wydarzyło w nim takiego, że mogłaś sięgnąć po dobre wyniki?
W trakcie przygotowań nastały pewne zmiany. To z pewnością jeden z elementów. Sama też robiłam dużo treningów uzupełniających, częściej wyjeżdżałam, także prywatnie. W dużej mierze jest to moja ręka. W pełni poświęciłam się treningom. Odpadł mi wyjazd z kadrą do Dubaju. Ale postanowiłam to nadrobić zajęciami w Hiszpanii. Wyjechałam tam, aby się przygotowywać i należycie wejść w sezon. Ważnym elementem były treningi z moim chłopakiem, który również ma do czynienia z kajakarstwem. Dzięki niemu zmieniłam pewne elementy techniczne. Pozmieniałam kilka treningowych aspektów. To na pewno miało duży wpływ.

Rozmawiamy 16 stycznia 2023 roku. Czujesz się silniejsza niż rok temu o tej porze?
Miałam kontuzję barku. Mam ją praktycznie od 2019 roku. Więc ciężko mi teraz oceniać czy najbliższy sezon pozwoli osiągać lepsze rezultaty. Jestem w treningu, ale też w trakcie rehabilitacji. I bardzo liczę, że ten rok wcale nie będzie gorszy od poprzedniego. Chcę się wyleczyć i myślę, że dam radę.

Ostatnio masz sporo wyjazdów. To efekt wspomnianego treningu?
Tak. Aktualnie przebywam w Zakopanem i będę tutaj jeszcze przez tydzień. Później będzie chwila przerwy, po której wyjeżdżamy z kadrą Polski na zgrupowanie do Dubaju. Nastąpi to 30 stycznia. Na pierwszy rzut oka ktoś mógłby pomyśleć, że taki wyjazd to wakacje. Nic bardziej mylnego. Tam jest trening za treningiem, ciężka praca. Ciężko jest się samemu ogarnąć, wymagana jest samodyscyplina. I tak to z reguły wygląda. Częściej jestem poza domem, aniżeli w jego pobliżu.

Przygotowania do sezonu kajakarskiego są trudne?
Zima jest najtrudniejszym okresem. Trzeba wypracować jak najwięcej. I z reguły występuje duża monotonia: poniedziałek, środa, piątek – siłownia. Teraz w Zakopanem nogi są cały czas w ruchu. Dużo biegówek. A ja latem mało używam nóg, dlatego tym bardziej to trudne. W trakcie takiego okresu przygotowawczego jest też sporo treningów tlenowych. Zajęcia są wymagające.

Reprezentujesz zarówno klub Start Nowy Sącz jak i Reprezentację Polski. Kajakarze wspierają się wzajemnie?
Tak. Ja najlepiej czuję się z kolegą z kadry – Krzyśkiem Majerczakiem. Zdążył już być na Igrzyskach w Tokio. Jest dobrym przyjacielem. Kiedyś trenowaliśmy razem jak byliśmy w kadrze. Jest sporo rzeczy, których się od niego nauczyłam.

Po przygotowaniach startuje sezon. Jak z reguły wygląda kajakarski rok?
W tym roku zaczynamy od kwalifikacji do kadry narodowej, które odbędą się w dwa pierwsze weekendy maja. Wcześniej na pewno odbędą się zawody mniejszej rangi, ale początek maja jest kluczowy. Podczas tych kwalifikacji mam możliwość dostania się do dwóch kadr: młodzieżowej lub seniorskiej. Wszystko zależy od wyników. W trakcie sezonu jest seria zawodów, które na dobre zaczną się od czerwca i potrwają do września. Tym sposobem będę cały czas poza domem. W tym roku odbędą się także kwalifikacje do Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

Ciesze się, że nawiązałaś do Igrzysk. Tomasz Brzeski – Twój tata, jest znaną osobą w sportowym środowisku. Jestem zdania, że był na dobrej drodze, aby wystartować na Olimpiadzie. Zgadzasz się ze stwierdzeniem, że Twój udział w imprezie tej rangi byłby wisienką na torcie, jakim jest Twoja sportowa rodzina?
Nie będę ukrywać. Po cichu marzę o tym, aby wystąpić na Igrzyskach. Ale nie opowiadam się z tymi marzeniami na każdym kroku, bo nie chcę zapeszać. Byłby to mój wielki personalny sukces. Jestem się w stanie zgodzić z określeniem, że jednocześnie byłaby to przysłowiowa wisienka na torcie. Podkreślam jednak, że przede wszystkim byłby to wyczyn mnie samej.

Rodzina Cię wspiera w tym co robisz?
Tak. Mam wsparcie. Największe od mojej mamy. Wszystko śledzi, obserwuje. Determinuje mnie i kibicuje. To wszystko jest bardzo fajne. To wszystko jest dla mnie bardzo ważne i daje dużo siły do działania, ale wiem że mój upór i świadomość do czego dążę jest równie mocną motywacją.

Nie wiem czy jesteś tego świadoma, ale w sporcie ten rodzaj upartości to najlepsza droga do sukcesu. Powiedz szczerze: bycie zaangażowanym w kajakarstwo w tak młodym wieku niesie za sobą ból?
Uważam, że profesjonalne uprawiania każdego sportu to pewnego rodzaju ból. Moja mama mówi, że w pewnym sensie jest to kalectwo na raty. Niech przykładem będzie moja kontuzja barku. W 2022 roku z moim barkiem bywało fatalnie. Trwa to już praktycznie czwarty rok z rzędu. Dlatego też każde zajęcia odczuwam znacznie ciężej. Też w kwestii życia prywatnego wiele się zmienia. Nie ma mnie w szkole – w domu bywam wybiórczo. A jak już w nim jestem to nie mam siły i ochoty nigdzie wychodzić. To z kolei sprawia, że urywają się znajomości – te z poza środowiska kajakarskiego. Zatem tak – jest to ból i rodzaj hardcorowego poświęcenia.

Musisz więc kochać to, co robisz.
Tak. Spodobał mi się ten sport i jak już wspomniałam sama wybrałam to, co chcę robić. Nikt i nic nie jest w stanie mnie zatrzymać. A przeciwności nie brakuje. Choćby ta omawiana kontuzja. Mogłam przez nią zrezygnować, skończyć z kajakarstwem i zająć się czymś innym. Ale jednak tego nie zrobiłam. To ręka musi żyć ze mną, a nie ja z ręką.

Wracając do Igrzysk. Jeśli dobrze rozumiem, to majowe kwalifikacje do kadry są kluczowe. Najpierw musisz w maju dostać się do kadry seniorskiej, aby potem móc ubiegać się o możliwość wyjazdu na Olimpiadę do Paryża?
Zgadza się. To warunek. Muszę być w kadrze seniorskiej. Dopiero potem można myśleć o walce w kwalifikacjach na Igrzyska. Gdzieś tam z tyłu głowy mam ten Paryż. Ale jeszcze jako 13-latka powiedziałam sobie, że będę na Olimpiadzie w Los Angeles, która odbędzie się w 2028 roku. Zatem na realizację planu mam jeszcze niespełna 6 lat. W tym roku odbędą się między innymi Igrzyska Europejskie, gdzie można zdobyć bilet do Paryża. Kwalifikację będzie też można wywalczyć na innych zawodach. Ale podchodzę do tego spokojnie.

Twój klub Start Nowy Sącz to dobre miejsce do rozwoju?
Na pewno ma w swoich szeregach wielu wartościowych zawodników, choćby takich jak Klaudia Zwolińska czy Grzesiek Hedwig. Klub jest tak dobry, jak dobrych ma zawodników.

Rozmawiałem niedawno z prezesem Bogdanem Popielą. Wspominał, że w porozumieniu z miastem Nowy Sącz bardzo chciałby, aby na Dunajcu powstał tor kajakarski.
To dobry pomysł, bo na pewno wszyscy by na tym skorzystali. Takiego toru w Nowym Sączu brakuje. Pływanie na torze płaskim, podczas, gdy inni trenują na dużej wodzie sprawia, że ciężko jest potem takich rywali nadgonić. Tyle, że ja o powstaniu tego toru słyszałam już w 2012 roku. A moi koledzy mówili, że słyszeli o nim jeszcze wcześniej. Dlatego ciężko mi uwierzyć w jego powstanie. Natomiast tak. Zdecydowanie byłby to coś bardzo dobrego. Wszyscy by na tym skorzystali i wszyscy mogliby stawać się lepszym sportowcem.

Czytaj także: Rytro. To już nie te zimy co kiedyś. Brak ujemnej temperatury powietrza ogranicza możliwości stacji narciarskiej RyterSki

Share on twitter
Share on facebook