Ile zarabiają sportowcy? To proste pytanie jest bardzo złożone, bo każda dyscyplina rządzi się innymi prawami. W Europie najwięcej w sportach zespołowych mogą zyskać piłkarze, a w konkurencjach indywidualnych na czoło wysuwają się tenisiści. Są wśród nich Polacy i Polki. Jak Robert Lewandowski i Iga Świątek, którzy zgromadzili po kilkaset milionów złotych. I wciąż nie mówią dość.
Sądeczance Klaudii Zwolińskiej, choćby nie wiem jak szybko wiosłowała w rwącej rzece, liczone w milionach apanaże nie grożą. Pomiędzy wypłatami dla tenisistek i kajakarek istnieje przepaść głęboka niczym Rów Mariański. Możemy zgodzić się, że to niesprawiedliwe, lecz różnice nie biorą się z niczego, są pochodną zainteresowania, jakim poszczególne dyscypliny darzą kibice, a co za tym idzie media i reklamodawcy. Pieniędzy w tenisie jest ogrom, bo pojedynki na korcie chcą oglądać setki milionów osób. To sprawia, że stacje telewizyjne i serwisy streamingowe, które zarabiają na „sprzedawaniu nam emocji” (a przy okazji logotypów sponsorów), są gotowe ostro licytować w przetargach o zakup praw do transmisji.
Prowadzące rozgrywki federacje ATP, WTA i ITF podpisują umowy z korporacjami medialnymi oraz organizatorami w miastach na całym świecie, ustalając pule nagród dla uczestników, dzięki czemu zawodnicy zarabiają już od pierwszej rundy. Jednak krocie zgarniają tylko najlepsi, ci, którzy zbyt często odpadają na początku kolejnych turniejów, z trudem wiążą koniec z końcem. Wszyscy oni muszą bowiem ponosić koszty podróży i hoteli, a ponadto mają na utrzymaniu sztaby szkoleniowe.
Warto o tym pamiętać, gdy zachłystujemy się zarobkami Igi Świątek. Takich jak ona jest garstka, znakomicie wiedzie się także kilkudziesięciu innym tenisistkom, na przyzwoitym poziomie żyje kolejnych sto, może dwieście. Cała reszta, a mówimy o dziesiątkach tysięcy osób, musi mierzyć się z morderczą konkurencją i – jeśli nie przebije się do czołówki rankingu – rezygnuje i szuka innego zajęcia. Część z nich zostaje w środowisku w roli trenerów i sparingpartnerów, inni są komentatorami, bo wraz ze wzrostem roli mediów rośnie zapotrzebowanie na ekspertów. Niektórzy z nich w ten sposób zarabiają po kilka tysięcy euro miesięcznie, a więc więcej niż w trakcie występów na korcie.
Najlepsi stają się multimilionera i i właśnie w tej grupie znalazły się najpierw krakowianka Agnieszka Radwańska, a następnie Iga Świątek. Isia przez całą, trwającą trzynaście lat karierę, zarobiła dokładnie 27 milionów 683 tysiące 807 dolarów. Gdy ją kończyła przed sześcioma laty, była na dziewiątym miejscu najlepiej zarabiających tenisistek wszech czasów. Zdecydowaną liderką była i wciąż pozostaje Serena Williams z astronomiczną kwotą 94,5 mln dolarów. Kolejna w zestawieniu jej siostra Venus zarobiła… ponad dwa razy mniej!
Druga z Amerykanek jest w zasięgu Świątek, która już jako 23-latka przegoniła Radwańską. Dziś jej licznik nagród wskazuje ponad 31 mln dolarów.
Trzeba jednak pamiętać, że podajemy kwoty brutto, a przecież podatki zabierają z tych nagród naprawdę dużo, np. we Francji – jak uzmysłowiła zazdrośnikom psycholog Daria Abramowicz ze sztabu raszynianki – aż 51 procent. Gwiazdy rekompensują sobie te „straty” kontraktami reklamowymi, dzięki którym do ich kieszeni nierzadko trafia nawet więcej niż z nagród podniesionych z kortu.
Wobec powyższego 150 tysięcy złotych, jakie nasza tenisistka dostała od PKOl za brązowy medal igrzysk w Paryżu, to dla niej kwota „na waciki”. Dwa miesiące wcześniej za triumf na tym samym obiekcie Rolanda Garrosa zaksięgowała 2 miliony 567 tysięcy 51 dolarów!
Tymczasem (…)
Cały tekst Roberta Widelskiego przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS BIZNES – dostępnym bezpłatnie pod linkiem:
Fot. Wojciech Molendowicz



































































































































































































