Odeszła na drugą stronę [GALERIA: Danuta Szaflarska i sądeczanie]

6 lutego skończyła 102 lata. Dziś odeszła. Informację o śmierci Danuty Szaflarskiej, znakomitej aktorki pochodzącej z Sądecczyzny przekazał Teatr Rozmaitości w Warszawie, z którym związana była od 2010 r. 

"W imieniu rodziny oraz całego zespołu TR Warszawa informujemy, że dzisiaj po południu odeszła Danuta Szaflarska – aktorka TR Warszawa, wybitna polska aktorka teatralna i filmowa" -  czytamy na stronie internetowej warszawskiego Teatru Rozmaitości.

Prezydent w tekście

„Jeśli skończę grać, to pewnie długo nie pożyję”  - mówiła Pani Danuta.  Jako stuletnia staruszka nadal występowała przed kamerami i w teatrze.

Ufamy, że na drugą stronę przeprowadzał ją jej przyjaciel, bł. ksiądz Jerzy Popiełuszko, dzięki któremu odnalazła wiarę zagubioną na długie 40 lat. Spotkanie z nim wspominała w rozmowie z Anną Sosnowską opublikowaną w miesięczniku "W drodze".

"Byłam delegowana przez Komitet Prymasowski do udziału w procesach politycznych. W czasie jednego z nich usiadł koło mnie jakiś młody człowiek, który przedstawił się tak: „Nazywam się Popiełuszko, jestem księdzem”. „O!” – pomyślałam sobie. Ale wyglądał sympatycznie. Kiedy w przerwie zaproponował, żebyśmy poszli na kawę, to uznałam, że to dobry ksiądz. Widzieliśmy się na tych procesach codziennie i któregoś dnia on mnie pyta: „Czy pani przeczytałaby w czasie mszy za ojczyznę wiersz?”. Ja mu mówię: „Proszę księdza, ja jestem niewierząca i do kościoła nie chodzę”. A on na to: „To nie szkodzi, ale wiersz przecież może pani przeczytać”. Bardzo mi się spodobało to, że kiedy ja mu powiedziałam: „jestem niewierząca”, to on odpowiedział: „nie szkodzi”. Zaprzyjaźniliśmy się w czasie tych procesów, razem działaliśmy w Komitecie Prymasowskim, moje dzieci miały z Jerzym częsty kontakt. Przekonało mnie to, jakim on był człowiekiem. Interesował się wszystkimi, szanował ludzi, nie obchodziło go, czy ktoś był wierzący, czy nie. To zaważyło. Ja bym sama nigdy po tych czterdziestu latach do Pana Boga nie wróciła. Mówię do niego: „Wiesz co, może ja bym się wyspowiadała, ale tak po czterdziestu latach?”. A on do mnie: „Hurtem zawsze łatwiej”. To był właśnie taki ksiądz. Zresztą ja nadal mam z nim kontakt, rozmawiam z nim, proszę, żeby się opiekował moimi dziećmi i wnukami. (...) Wiem, że Chrystus, który szuka tej zbłąkanej owcy, dał mi spotkać na drodze Jerzego, bo wiedział, że nikt inny mnie nie nawróci. Więc dziękuję Chrystusowi, że mogłam poznać Jerzego.

Ksiądz Jerzy chrzcił córkę i wnuka Danuty Szaflarskiej, a jej samej -  w co głęboko wierzyła Pani Danuta - dwukrotnie uratował życie. Dzięki niemu nie bała się śmierci "Zawsze mam taką świadomość, że poproszę Jerzego, żeby mnie przeprowadził" - powiedziała.

Zdjęcia  Jerzy Leśniak, Bogusław Kołcz

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie