Nie tylko o finansach rozmowa ze ZBIGNIEWEM GORGOSZEM, kanclerzem PWSZ

- Kanclerz to brzmi dumnie. Według książkowych definicji, to był zawsze wysoki rangą urzędnik…

- To kwestia nazewnictwa, ale chyba tak faktycznie jest, nie przypadkiem przecież pani Angela Merkel nosi przed nazwiskiem tytuł kanclerza (śmiech).

- Pan sobie żartuje, ale przecież kanclerz to w każdych czasach ważna postać. W naszej historii mieliśmy np. Kanclerza Wielkiego Koronnego. Jednym słowem, kanclerz wczoraj i dziś, to ktoś z dużymi kompetencjami, kto trzymał w garści państwa i instytucje, by wszystko tam działało jak w zegarku.

- Ładnie pan to wykombinował, nic dodać, nic ująć, ale ja bym jednak dodał jedno zdanie od siebie: kanclerz w dzisiejszych warunkach, to po prostu człowiek od wszystkiego. W przypadku uczelni instytucja kanclerza służy temu, by zapewnić studentom i wykładowcom warunki do prowadzenia działalności dydaktycznej.

- Student i wykładowca mają przyjść na zajęcia i niczym, poza przekazywaniem i przyswajaniem wiedzy, się nie martwić.

- W rzeczy samej. Naszą rolą jest stworzenie im do tego warunków technicznych. Mówiąc w wielkim uproszczeniu – od zapewnienia kredy do pisania na tablicy poczynając, po unikatowy, najwyższej światowej klasy sprzęt laboratoryjny, jakim dysponuje Instytut Kultury Fizycznej.

- Kanclerz to również ten, który trzyma klucz do uczelnianego sejfu?

- Zadziałało to na moją wyobraźnię i pewnie przed wiekami to właśnie kanclerz przechowywał klucz do królewskiego skarbca. Dzisiaj powiedziałbym, że to jedno z moich zadań – mieć pieczę nad finansami i tak nimi gospodarować, by na wszystko wystarczyło. Uczelnia publiczna - jak każda instytucja, firma czy gospodarstwo domowe – gospodaruje finansami w ramach przyjętego budżetu. Jak każdy, musimy szukać oszczędności i dwa razy oglądać każdą złotówkę zanim ją wydamy. Dla przykładu – kiedyś na zlecenie prezydenta miasta tworzyłem grupę zakupową energii elektrycznej, do której przystąpiła wówczas PWSZ. Dzisiaj, kiedy pracuję na uczelni i na moim biurku lądują rachunki za energię, mogę mięć satysfakcję, że są one dzięki temu zabiegowi o 30-40 procent niższe.

- Wracając do poprzedniego wątku: jeśli kanclerz musi martwić się za studentów i wykładowców, to znaczy, że nieustannie boli go głowa, na którą bierze tyle zmartwień.

- Tak źle nie jest. Nasza uczelnia jest dobrze poukładana, funkcjonuje tak jak powinna, każdy wie co do niego należy i wykonuje to najlepiej jak potrafi. Dlaczego więc miałaby mnie boleć głowa? Pozostaje bieżący nadzór, podejmowanie decyzji finansowych, a czasami tych czysto ludzkich, bo nieporozumienia pomiędzy ludźmi były, są i będą. Mam na myśli pion administracyjny oraz obsługę w liczbie 124 osób. Natomiast pracownicy dydaktyczni pozostają w wyłącznej gestii rektora.

- Ponoć dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, tylko po prostu je mają na koncie. Skąd więc biorą się pieniądze w takich instytucjach jak PWSZ?

- Na bieżącą działalność z dotacji Ministerstwa Nauki, na inwestycje zaś z dotacji celowych. Dla przykładu, w tej chwili jesteśmy na etapie opracowywania dokumentacji dotyczącej budowy Instytutu Ekonomicznego i złożyliśmy w ministerstwie wniosek o taką właśnie dotację celową. Część środków wykładamy sami, część gwarantuje nam inisterstwo. W dużym skrócie tłumacząc, tak to działa, chociaż sprawa nie jest aż tak prosta, bo uczelni podobnych do naszej jest w Polsce wiele i każda liczy, że coś ekstra dostanie. Po prostu cierpliwie stoimy w kolejce.

- To dla studenta i kanclerza publicznej uczelni komfortowa sytuacja – mogą spać spokojnie, bo pieniądze niezbędne do funkcjonowania szkoły i tak na jej konto wpłyną w terminie?

- Aż tak proste to nie jest, bo gdybyśmy nie pracowali dobrze, to tak spokojnie spać byśmy nie mogli. Wysokość dotacji rocznej wyliczana jest na podstawie logarytmu. Pod uwagę branych jest wiele wskaźników, według których nalicza się skalę subwencji. Mogę powiedzieć, że z wysokości tegorocznej dotacji możemy być zadowoleni, a ona dobrze świadczy o jakości pracy uczelni i o tym, co się u nas dzieje. Mechanizm jest prosty - za złą pracę nigdzie się nie premiuje.

- Najważniejsze zadania w kalendarzu kanclerza na najbliższe lata…

- Oprócz spraw bieżących, bo one zawsze były i będą, istotę stanowi finalne zrealizowanie obecnie trwającej budowy Centrum Symulacji Medycznej. Ponadto planujemy przygotowanie dokumentacji na budowę Instytutu Ekonomicznego przy al. Wolności oraz rozbudowę Instytutu Technicznego, który zrobił się za ciasny. Ale tu już chyba za daleko wybiegamy w przyszłość.

- Na zdjęciu autorstwa Piotra Droździka, które prezentujemy wyżej, w specjalnym projekcie stylizacji fotograficznych, wciela się Pan w postać legendarnego sądeckiego burmistrza Władysława Barbackiego…

- To ponoć z racji fizycznego podobieństwa do niego – postury, wąsów. Oprócz fajnej przygody, było to dla mnie bardzo nobilitujące, bo Barbacki jest postacią niezwykle dla Nowego Sącza zasłużoną. Jego dokonania z początku XX wieku przeszły do historii miasta. To miłe przez chwilę „odegrać rolę” wielkiego sądeczanina.

WIŚNIOWSKI3

Wypowiedz się w tej sprawie