PWSZ to było jego trzecie dziecko

Pierwszy raz w 20-letniej historii PWSZ, auli uczelni zostanie nadane imię profesora, jako wyraz uhonorowania osoby szczególnie zasłużonej. Tą osobą będzie prof. Andrzej Bałanda – pierwszy rektor sądeckiej uczelni, wspominany jako człowiek niezwykle energiczny, pracowity, dobrze zorganizowany, o wszechstronnych zainteresowaniach.

Urodził się w Jaśle, ale właściwie od dzieciństwa związany był z Nowym Sączem. Jak wspominał w jubileuszowej publikacji, część jego rodziny osiedliła się właśnie tutaj, a on jako jedynak szukał więzi z sądeckimi kuzynami. Często więc bywał w tym regionie, spędzając na Sądecczyźnie większość czasu wolnego od nauki. W Nowym Sączu później zamieszkał jego przyjaciel ze studiów – dr Krzysztof Chyla, był to więc kolejny świetny pretekst do częstych wizyt na ziemi sądeckiej. Tak zresztą profesor Zakładu Fizyki Jądrowej Uniwersytetu Jagiellońskiego nawiązał kontakty z ówczesną dyrektor Kolegium Nauczycielskiego – Zofią Muzyczką, co zaowocowało później zaangażowaniem się w tworzenie Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nowym Sączu. Temu zadaniu oddał się bez reszty.

- Niewątpliwie w tym etapie życie, który okazał się ostatnim, było to dla niego wyzwanie. Traktował tę szkołę niemal jak swoje dziecko. Kontynuował pracę naukową, ale ona stała się numerem drugim. Do 57. roku życia jego celem i pasją była fizyka. Później na pierwszym miejscu stawiał PWSZ. Był specjalistą w dziedzinie spektroskopii jądrowej, fizykiem eksperymentatorem, co wymagało od niego umiejętności organizatorskich. Ta umiejętność pomogła mu w tworzeniu uczelni. Był też zawsze człowiekiem towarzyskim i otwartym, to z pewnością też zaowocowało w kierowaniu zespołem ludzkim. Zawsze mierzył ambitnie. Jak się czegoś podejmował, to chciał to robić jak najlepiej. Zależało mu na poziomie uczelni. Mówił, że szkoła jest publiczną, więc dyplomu się tu nie kupuje, tylko trzeba go zdobyć wiedzą – wspomina żona Maria Bałanda. - Kursował bez przerwy na trasie Kraków-Nowy Sącz. Ja oczywiście brałam w tym wszystkim udział, bo zawsze dzielił się ze mną swoimi sprawami. Wyjeżdżając z Sącza dzwonił i opowiadał, co się wydarzyło, bo jak wracał późnymi wieczorami do Krakowa, na opowiadanie nie miał już sił.

Funkcję rektora PWSZ w Nowym Sączu prof. Andrzej Bałanda sprawował przez dziewięć lat. Wśród jego największych osiągnięć trzeba wymienić rozwój oferty edukacyjnej z ośmiu specjalności zawodowych w roku 1998 do
23 specjalności kształcenia w roku akademickim 2006/07. Dzięki jego staraniom liczba studentów z 485 w roku 1998 do roku akademickiego 2006/07 wzrosła niemal dziesięciokrotnie. Wśród niewątpliwych zasług jest też rozwój bazy dydaktyczno-lokalowej, w tym rozbudowa Instytutu Języków Obcych, oddanie do użytku nowoczesnego obiektu Instytutu Technicznego, przygotowanie wstępnych uzgodnień dotyczących budowy Kampusu Dydaktyczno-Sportowego.

***

Przez dziewięć intensywnych lat profesor zżył się z Nowym Sączem, zdobywając tu wielu przyjaciół.
- Przed rokiem 1997 miałem w Nowym Sączu, poza rodziną, tylko jednego przyjaciela – dra Krzysztofa Chylę, wieloletniego, późniejszego dyrektora Instytutu Pedagogicznego. Od czasu zaangażowania się w pracę na rzecz uczelni przybyło mi przyjaciół. Dziś zaliczam do nich przede wszystkim Elżbietę i Mirosława Lebiedziejewskich oraz Zdzisławę i Michała Zacłonów, a także nieżyjącego już ks. prałata dra Waldemara Durdę, z którym przemierzałem wiele górskich szlaków turystycznych. Pamiętam zimowe wieczory przy kominku u Chylów, z kieliszkiem dobrego koniaku w ręce. Pamiętam też chwile, gdy pragnąc się nieco odprężyć i wyciszyć, zabierałem od nich klucz do domku letniego, jechałem na Majdan koło Jazowska i siadałem nad wodospadem. Mimo szumu wody była to dla mnie wspaniała, wewnętrzna cisza – wspominał na łamach jubileuszowej publikacji.

Zdobył nie tylko przyjaciół, ale też (...) PRZECZYTAJ CAŁOŚĆ W SPECJALNYM WYDANIU "DOBREGO TYGODNIKA SĄDECKIEGO" - kliknij i pobierz bezpłatnie numer:

 

WIŚNIOWSKI3

Wypowiedz się w tej sprawie