Ćwierćwiecze Stowarzyszenia Sursum Corda. Dzieło, które ratuje kolejne istnienia i uczy czynienia dobra

Ćwierćwiecze Stowarzyszenia Sursum Corda. Dzieło, które ratuje kolejne istnienia i uczy czynienia dobra

Od ćwierćwiecza istnieje wyspa, na którą udają się chorzy i wszyscy potrzebujący realnej pomocy, dotknięci trudnym losem, ci, którzy stracili już nadzieję. Statek z kapitanem Marcinem Kałużnym na czele stworzył dzieło, które uratowało wiele istnień ludzkich. Radość, uśmiech, życzliwość – czyli wszystko to, co Stowarzyszeniu Sursum Corda towarzyszy od 25 lat, przebijało wyraźnie od załogi Stowarzyszenia i wolontariuszy, podczas uroczystości jubileuszu, 14 czerwca.

Świętowanie ulokowało się w Miasteczku Galicyjskim. Był czas na podsumowania, podziękowania, ale i refleksje na przyszłość. Główny cel – pomaganie, niezmienny od lat, rozwija się każdego roku. Powstają nowe programy, rozrasta się wolontariat. Co to oznacza? Wsparcie dociera do większej ilości ludzi, którzy go potrzebują. Gwiazdą wieczoru, która idealnie wpisała się w jubileuszowy nastrój, był Dominik Dudek, który popularność zdobył, zwyciężając  w 13. edycji programu TVP2 ,,The Voice of Poland”.

Aby lepiej zrozumieć istotę Stowarzyszenia i jego drogę do doskonalenia się w niesieniu pomocy, lekturą obowiązkową jest tekst redaktor DTS Iwony Kamieńskiej, która z poziomu zarówno dziennikarki, jak i człowieka zaangażowanego we współtworzenie tego dzieła, potrafi jak nikt inny opowiedzieć o tym ,,statku”.

Iwona Kamieńska. ,,Człowieku! Ty się tym zajmij” 

Jeśli poza znanym nam światem jest inny, lepszy świat i jeśli modlitwy, które szeptamy mają w tamtym świecie swojego Adresata (a wierzę, że tak właśnie jest), to ta historia najprawdopodobniej zaczęła się właśnie TAM i stało się to mniej więcej tak:

Słysząc powtórzoną po raz tysięczny prośbę: „Jezu, Ty się tym zajmij…” dobiegającą z zakątka Ziemi pomiędzy Turbaczem a Jaworzyną, Bóg Ojciec spojrzał wymowne na Syna. Syn skinął ze zrozumieniem głową i obaj, na trzy-cztery, skierowali do ludzi płynącą ze swoich wszechmocnych serc myśl, która z prędkością szybszą niż światło podążyła pod kilkanaście całkiem bliskich sobie adresów:

Staszek, ty się tym zajmij…

Gosia, ty się tym zajmij…

Marcin, ty się tym zajmij…

Halinka…

Nikt, nawet sam Bóg, nie ma monopolu na dobro. A poza tym, jeśli jest się uosobieniem dobra, to przecież jasne, że dobrze jest mieć wspólników w pielęgnowaniu wiary w ludzką życzliwość i w Boże Miłosierdzie.

W świecie, gdzie radość przeplata się z powszednim cierpieniem, spraw do załatwienia jest cały ogrom.

Każdy pogubiony człowiek, w którego nikt nie wierzy, że może „wyjść na ludzi” to ktoś, komu trzeba udowodnić, że jest w błędzie.

Każdy chory, w którym gaśnie nadzieja, że jego codzienność może wypełnić cokolwiek innego niż cierpienie, to ktoś, komu trzeba tę nadzieję rozpalić.

Każde dziecięce marzenie bez szans na spełnienie z powodu zwyczajnej powszedniej biedy, to coś, o co koniecznie trzeba powalczyć.

Gdy myśl – drogowskaz: „człowieku, ty się tym zajmij” nie zostanie zlekceważona, dzieją się cuda.

„Staszek, ty się tym zajmij…” zabrzmiało wielokrotnie. Między innymi wtedy, gdy osiemnastoletni wówczas Staszek Majcher podjął najważniejszą w swoim życiu decyzję i w 1956 roku wstąpił do zakonu jezuitów. Tak się złożyło, że pewnego dnia trafił do parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu i jako ulubiony duszpasterz młodzieży w zajął się TYM na całego.

Serdecznością, mądrością, poczuciem humoru budował siłę oazowego Ruchu Światło-Życie, przekonywał całym sobą, że Boga najlepiej jest szukać w drugim człowieku. Stał się dla nastolatków mentorem i nauczycielem pomagania. Między innymi dla Małgosi.

Ona też odebrała przekaz: „ty się TYM zajmij”. Zainspirowana wszystkim, czego uczył ojciec Stanisław, wraz z grupą przyjaciół zaangażowała się w pomoc podopiecznym Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Mszanie Dolnej. Był rok 1994.

Jeden z następnych komunikatów zabrzmiał: „ty się NIM zajmij”. Posłuchała. Ojciec Stanisław Majcher zapamiętał ten moment. Zapytany, dlaczego głównym miejscem jego duszpasterskiej pracy stały się w pewnym momencie więzienia, powiedział:

Widocznie Pan Bóg miał taki zamysł i posłużył się w tym celu Małgorzatą Wróbel – zwaną „Wawczynią” – dyrektorką Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Mszanie Dolnej, mającą w tej pracy spore już doświadczenie. Znaliśmy się, kiedy jeszcze była nastolatką i ze Starego Sącza przyjeżdżała na młodzieżową mszę świętą do Kościoła Kolejowego w Nowym Sączu. I choć tłumaczyłem, że mam już i tak sporo zajęć wynikających z mojego jezuickiego dzieła, namówiła mnie na wizytę w więzieniu z grupą wolontariuszy. To spotkanie bardzo mnie poruszyło…

Tak zaczęła się posługa sądeckiego jezuity w zakładach karnych, gdzie poszedł przywracać pogubionym w życiu ludziom szacunek do samych siebie, wiarę w drugiego człowieka i w Boga i rozdawać bez ograniczeń nadzieję.

Ponieważ spraw, które wołały, aby się nimi zająć pojawiało się na horyzoncie coraz więcej, ojciec Stanisław i jego dorośli już dawni wychowankowie postanowili stworzyć przestrzeń, w której będzie można działać szybciej i skuteczniej. W 2000 roku powołali Stowarzyszenie Sursum Corda.

Dwa słowa, które z łaciny tłumaczymy: „w górę serca” mówią wszystko o misji stowarzyszenia. Jeśli ktokolwiek nie do końca rozumie o co chodzi w tym stwierdzeniu, bo każde pokolenie posługuje się nieco innym językiem i inną metaforą, odeślę do całkiem współczesnej definicji miłości zawartej w piosence rockowego zespołu HappySad: „miłość: kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze”. W pakiecie do tej definicji dodajemy pełne otuchy: „odwagi!” i mamy jasność o co chodzi w Sursum Corda.

Na dokumencie sprzed 25 lat, stanowiącym zobowiązanie, aby zajmować się pomaganiem drugiemu człowiekowi, widnieją podpisy  ojca Stanisława Majchra, Małgorzaty Wróbel, Haliny Rams, Marcina Kałużnego, Aleksandry Kopycińskiej, Mariusza Nogi, Agnieszki Sowiźrał, Moniki Nowickiej, Barbary Apriasz, Jana Gniewka, Anety Karwel, Janusza Kopycińskiego, Zbigniewa Łaty, Katarzyny Muczyńskiej, Wojciecha Olszewskiego, Iwony Pasławskiej, Magdaleny Sęk, Krzysztofa Skompińskiego, Jakuba Skrzypka, Gabrieli Zielonki.

Dwa lata później – w 2002 roku, ludzie z Sursum Corda uruchomili Młodzieżowe Centrum Wolontariatu, ogłosili start programu pomocowego dla dzieciaków pod hasłem „Starszy Brat Starsza Siostra” i przekonali się, że to co robią, jest zaraźliwe: na pierwsze spotkanie przyszło prawie dwustu wolontariuszy. Po kolejnych dwóch latach Sursum Corda uzyskało status Organizacji Pożytku Publicznego. W 2007 roku wybrzmiał głos wzywający, żeby zająć się czymś zupełnie nowym: ratować życie dziecka. Dla Emilki, która urodziła się z wadą serca, stowarzyszenie ogłosiło zbiórkę pieniędzy z przeznaczeniem na kosztowną operację naprawiającą małe serduszko. Udało się. Od Emilki rozpoczęła się historia programu finansowania leczenia oraz rehabilitacji dzieci i dorosłych, z którego dziś korzysta ponad dwustu ludzi.

Pretekstem do każdej kolejnej aktywności były pojawiające się potrzeby. Odpowiedzią na nie są działające pod szyldem Sursum Corda Sądeckie Centrum Mediacji, Wypożyczalnia Sprzętu Rehabilitacyjnego i Medycznego, coroczna akcja organizacji kolonii letnich i zimowisk dla dzieciaków, Ośrodek Pomocy Postpenitencjarnej, sieć szkolnych klubów wolontariatu, wolontariat seniorów, punkty nieodpłatnej pomocy prawnej, dom dla usamodzielniających się wychowanków ośrodków opiekuńczo-wychowawczych „Chata”.

Za nami kawał historii. Dziesiątki pracowników i współpracowników, tysiące wolontariuszy oraz Ci najważniejsi – nasi Podopieczni, którym staramy się przychylać nieba – mówił prezes Stowarzyszenia Sursum Corda Marcin Kałużny pięć lat temu – przy okazji jubileuszu 20-lecia działalności Sursum Corda. – Od samego początku po prostu robimy swoje. Staramy się, najlepiej jak tylko potrafimy, nieść pomoc każdemu, kto znajdzie się w trudnej lub beznadziejnej sytuacji. Dlatego największą naszą satysfakcją jest to, że lata mijają, a my nadal działamy i pomagamy.

Słowa te po kolejnych pięciu latach, w roku jubileuszu ćwierćwiecza działalności Stowarzyszenia Sursum Corda nie straciły na aktualności absolutnie nic. Zmieniły się tylko liczby. Jeszcze więcej ludzi otoczonych wsparciem. Jeszcze więcej osób zaangażowanych w pomoc innym. Jeszcze więcej pomysłów jak wypełnić wybrzmiewającą w sercach podpowiedź: „Ty się tym zajmij…”

Jeśli kiedykolwiek doświadczysz choćby cienia wrażenia, że słyszysz TEN głos, nie zostawiaj go bez odpowiedzi. A jeśli lubisz działać zespołowo – kieruj się do Nowego Sącza na ulicę Zakościelną albo w sieci pod adres: www.sc.org.pl

Małgosi Wróbel o historii Sursum Corda

Początki Sursum Corda są związane z formacją oazową (ruch światło-życie) oraz osobą jezuity ojca Stanisława Majchra. Osobiście wspominam stawiane przez ojca pytanie: co uczynisz dla Chrystusa w drugim człowieku. To pytanie inspirowało do poszukiwania przestrzeni pomocy drugiemu człowiekowi. Z początkiem roku 1994 rozpoczęłam pracę w młodzieżowym ośrodku wychowawczym w Mszanie Dolnej. Była to placówka resocjalizacyjna, w której przebywali chłopcy w wieku od 13 do 18 lat kierowani postanowieniem sądu. Miałam wykształcenie kierunkowe, ale oprócz tego doświadczenie prowadzenia grupy formacyjnej, rozmów indywidualnych, organizowania zajęć rekreacyjnych w warunkach oazowych. W pracy uderzało mnie, że ośrodek jest bardzo zamknięty, a metody pracy oparte głównie na dozorze i respektowaniu regulaminu. Moim pragnieniem było, żeby dać chłopcom doświadczenie wspólnoty, które pokaże im jak budować w życiu dobre relacje.

Kiedy ojciec Majcher wyjechał z Nowego Sącza na inną placówkę, a zaangażowani w oazę animatorzy mieli mniej zajęć, zapraszałam ich do współpracy z ośrodkiem w Mszanie. W grudniu 1994 roku zorganizowaliśmy pierwsze czterodniowe rekolekcje dla chłopców. To było wielkie wydarzenie, bo do ośrodka przyjechało ponad 20 młodych osób – dziewcząt i chłopców, którzy wraz z ojcem Stanisławem organizowali zajęcia w ciągu całego dnia. Były to różne gry i zabawy, formy teatralne, zajęcia plastyczne, muzyczne, zajęcia grupowe, rozmowy indywidualne, spotkania modlitewne. Celem było otwarcie chłopców na życie wewnętrzne, na Pana Boga, ale też na doświadczenie przyjaźń i głębokiej relacji z drugim człowiekiem. Po tych rekolekcjach postanowiliśmy, że co miesiąc, w wybraną niedzielę będziemy organizować takie spotkania. W ten sposób powstała, tak zwana grupa wsparcia, która wspierała prace resocjalizacyjną ośrodka. W tych działaniach towarzyszył nam ojciec Majcher. Wchodząc w relacje z wychowankami ośrodka, uczestniczyliśmy też w ich życiu. Dzieliliśmy ich radości i przeżywaliśmy ich troski, zagubienia, dramaty. Najbardziej przeżywałam, gdy do ośrodka dochodziły informacje o ponownych zagubieniach chłopców, o trafieniu przez nich do zakładów karnych, a także o przedwczesnej, tragicznej śmierci. Wtedy pojawiła się myśl, że trzeba coś zrobić, że trzeba stworzyć miejsce, gdzie ci młodzi ludzie będą mieć bezpieczną przystań. Tak powstała myśl o „Chacie”. Pamiętam wieczorną rozmowę, w kuchni oazowej, w której pojawiła się myśl utworzenia stowarzyszenia, które mogłoby podjąć taką działalność. Takie były same początki, które noszą wrażliwość kierowały ku drugiemu człowiekowi. Z Marcinem, wtedy jeszcze studentem, w jego krakowskim mieszkaniu siedzieliśmy przygotowując statut dla stowarzyszenia. Pamiętam też jak poszukiwaliśmy nazwy stowarzyszenia i ten moment, kiedy podczas pracy w ogrodzie, pojawiło się wspomnienie spotkania chłopców z Ojcem Świętym w Zakopanem i słowa Ojca Świętego: Sursum Corda.

W czerwcu 2000 roku formalnie zaczęło istnieć stowarzyszenie, a w sierpniu, w kilka osób wybieraliśmy się do Francji, by zobaczyć działalność resocjalizacyjną księdza Guy Gilberta, a później do Włoch. Byliśmy też w Castel Gandolfo. Tam mieliśmy możliwość wziąć udział we Mszy Świętej z Janem Pawłem II. Potem mogliśmy podejść do Ojca Świętego, by ofiarować mu przygotowaną o Stowarzyszeniu informację i powiedzieć kilka słów. Krótkie: to szczęść wam Boże, a później przesłane z Watykanu błogosławieństwo – było swoistym powiewem Ducha dla młodej organizacji” 

Czytaj także: Osiemdziesiąt lat minęło. Przedszkolny jubileusz w Nowym Sączu [FILM, ZDJĘCIA]

Fot. Adrian Maraś

Filmoteka dts24

217 Videos