Cięcia kosztów, zwolnienia. Branża turystyczna w Krynicy na skraju upadku?

– Tegoroczna zima była niemal rekordowa jeśli chodzi o zyski dla krynickiej branży turystyczne. Gdyby nie pandemia cały ten rok mógłby być pod tym względem rekordowy – mówi Daniel Lisak z Krynickiej Organizacji Turystycznej. Tymczasem wielu przedsiębiorców z uzdrowiska w związku z kolejnymi obostrzeniami rozważa zamknięcie swoich firm. Część ich pracowników już straciła pracę.

Zdzisław Tomasiak od 16 lat prowadzi firmę przewozową Duo Travel w Krynicy Zdroju, wynajmującą autokary wycieczkom krajowym i zagranicznym. W ubiegłym roku zainteresowanie jego ofertą było tak duże, że zdecydował się na zakup kolejnego pojazdu. W sumie ma ich 20.

– W ubiegłym roku wynajmowałem nawet autokary od znajomych przewoźników ze Słowacji, takie było zapotrzebowanie. W tym roku mój nowy autobus jeszcze nie miał okazji wyjechać w trasę. Właściwie od kilku miesięcy 20 pojazdów stoi na placu. Udało się zrealizować w wakacje tylko kilka wycieczek na wieżę widokową. Tyle zarobku… – załamuje ręce, dodając, że cała jego rodzina utrzymuje się z turystyki.

Jeszcze w marcu, kiedy zapadła decyzja o lockdownie musiał pożegnać się z 13 pracownikami.

– Najmłodszy z zatrudnionych pracował u mnie siedem lat. To więc ludzie, którzy byli przy mnie „od zawsze”. Nie muszę mówić, jak wiele kosztowała mnie decyzja o zwolnieniach – zaznacza.

Dziś z nudów przechadza się po placu, na którym stoją autokary.

– Nawet ich sprzedać nie mogę. Bo kto je kupi? Sprawdzam w internecie oferty zagraniczne. Używane autokary, które kosztowały pół miliona złotych teraz chodzą po 200 tysięcy i nie ma na nie zbytu – stwierdza.

***

Wiesław Fiut, właściciel hotelu Saol w Krynicy Zdroju, zatrudnia z kolei osiem osób. Do tej pory udało mu się utrzymać wszystkie stanowiska pracy, ale otwarcie mówi, że jeśli sytuacja w branży się nie poprawi, rozważa zamknięcie firmy.

– Zwykle o tej porze roku mieliśmy już rezerwacje na Święta Bożego Narodzenia i sylwestra. W tym roku nawet na to nie liczymy. Jedyną szansę i nadzieję upatrujemy w feriach. Jeśli obecna sytuacja i zimą się utrzyma, to… – zawiesza głos.

***

Aneta Ginter, właścicielka Biura Podróży Maxim w uzdrowisku, nawet nie chce wyobrażać sobie takiego scenariusza. W marcu przyszłego roku planowała hucznie obchodzić 5-lecie firmy, w której się realizuje.

– Mamy trzy wyjścia: a) przebranżowić się; b) nie robić nic i czekać na upadek; c) zacisnąć pasa i próbować przetrwać kryzys, skupiając się na tym, na co nie było do tej pory czasu: marketingu, szukaniu i wdrażaniu nowych rozwiązań. Ja nie wyobrażam sobie innej niż trzecia opcja – stwierdza Aneta Ginter.

Ma świadomość jednak, że na taką mogą pozwolić sobie ci, którzy mają jeszcze jakieś środki finansowe na koncie. Przy spadku zysków o 90 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym – tak jak w jej przypadku – bez takich zasobów to zwyczajnie niemożliwe.

Jaka więc przyszłość rysuje się przed sądecką branżą turystyczną?

Więcej przeczytasz w najbliższym wydaniu „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”.

Fot. Arch. Anety Ginter BP Maxim

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.