Bez amerykańskiej plastikowości

Artysta estradowy i dziennikarz - Łukasz Lech w rozmowie nie tylko o Krynicy-Zdroju

- Z czym przede wszystkim kojarzy się Panu perła polskich uzdrowisk?

GoldenEgo

- Krynica-Zdrój to dla mnie cudowne lata 20. i 30. XX wieku. To miejsce, które się nie zmienia, tutaj czas się zatrzymał. Krynica-Zdrój nie jest dotknięta tą amerykańską „plastikowością”, nie ma tu szpecących reklam ani bilbordów. Cenię Krynicę za piękną architekturę drewnianą, za las, za zapach i za powietrze. W Krakowie, gdzie na co dzień mieszkam, przecież tak ciężko się oddycha. Mimo że tyle się w Krynicy dzieje, to jest jakiś spokój. Idę na Deptak, patrzę na spacerujących ludzi i odnajduję dzieciństwo, kiedy ludzie byli dla siebie dobrzy, nie krzyczeli, nie kłamali. Wszystko było bajkowe, tajemnicze, malownicze, tak jak sama Krynica-Zdrój, do której mam ogromny sentyment.

- A czy można spotkać Pana zimą na stokach np. Jaworzyny Krynickiej, jak szusuje Pan na nartach?

- Na samej górze jak najbardziej. Lubię wyjeżdżać na Jaworzynę i obserwować jeżdżących na nartach ludzi. Podziwiam ich za to, jak potrafią pięknie jeździć, skoordynować ruchy. Ale sam na nartach nie jeżdżę, bo chyba bym się zabił (śmiech). Polecam za to każdemu cudowne Muzeum Turystyki Górskiej, działające przy schronisku PTTK na Jaworzynie Krynickiej, które prowadzi pani Danuta Reśko. Wydaje mi się, że mało kto o tym muzeum słyszał, a jest ono bardzo ciekawe. Kocham również Górę Parkową. Mam nawet taką stałą trasę spacerów. Zaczynam koło kamiennej figury Matki Bożej Łaskawej na Górze Parkowej. Figurę tę zaprojektował Artur Grottger. Dodam, że Matka Bożej wiele zawdzięczam, ona zawsze mnie wysłuchuje. Wychodzę na Górę Parkową i wracam koło Kopca Pułaskiego.

- Krynica-Zdrój nieodłącznie wiąże się z Festiwalem im. Jana Kiepury. Czym jest dla Pana to jedno z największych muzycznych wydarzeń w regionie? (...)

Przeczytaj więcej w Dobrym Tygodniku Sądeckim:

Fot. strona Festiwalu J. Kiepury

WIŚNIAMAŁALIP

Wypowiedz się w tej sprawie