Ten obiekt miał być symbolem rozwoju, dumą Sądecczyzny. Dziś jest smutnym przykładem – kolejnym po słynnym Brainville – jak piękna idea może utonąć w fakturach za prąd i w braku planowania eksploatacyjnego.
Tam, gdzie latały balony…
Wiosną 2024 r. inwestycja wyglądała jak sen każdego lokalnego samorządowca. Powiatowe Centrum Sportu w Marcinkowicach, kompleks, który miał łączyć pokolenia, sportowców zawodowców i amatorów, został otwarty z pompą. Koszt budowy podliczano zawrotną sumą 32 mln złotych. W niebo poleciało 1000 kolorowych balonów, miejscowy proboszcz poświęcił obiekty, ówczesny starosta Marek Kwiatkowski częstował gości tortem, a wszyscy, którzy przyczynili się do powstania Powiatowego Centrum Sportu otrzymali pamiątkowe cegły.
Marek Kwiatkowski, pomysłodawca kompleksu sportowego, który nadzorował inwestycję, mówił: „…Codziennie obywają się tutaj turnieje i zawody… Jestem dumny, że zrealizowaliśmy tak gigantyczną inwestycję. Pieniądze na budowę wszystkich obiektów pochodziły z różnych funduszów i ministerstw… ”
„Perełką” kompleksu, symbolem nowoczesności i ekologii miał być basen pływacki z wodą podgrzewaną pompami ciepła i panelami fotowoltaicznymi. Problem zaczął szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Chociaż konstrukcyjnie basen był gotowy, technicznie nie został uruchomiony i przez wiele miesięcy stał pusty. Technika nie dopisała. Okazało się, że brakuje odpowiedniej mocy przyłączeniowej, fotowoltaika, która miała wspomagać podgrzewanie wody nie zadziałała, a koszty energii niezbędnej, aby zaprosić ludzi do pływania choć na kilka miesięcy, są horrendalnie wysokie.
Basen zbudowano na terenie podmokłym, co wymusza używanie pomp odprowadzających gromadzącą się pod niecką wodę. W czasie gdy zaczynają się przymrozki, trzeba natomiast ogrzewać pomieszczenia z maszynerią obsługującą obiekt. Koszty samego ogrzewania liczone są w dziesiątkach tysięcy za sezon.
W marcu 2025 r. władze powiatu zaczęły szukać dzierżawcy obiektu. Nikt się nie zgłosił. Prywatni przedsiębiorcy nie chcieli podjąć się ryzyka prowadzenia basenu, który generował koszty, a nie klientów. 16 grudnia ponowiono ofertę.
Waży się przyszłość basenu, który nie widzi wody
Po kolejnych miesiącach zmagań z utrzymaniem basenu, głos zabrał nowy starosta, Tadeusz Zaremba. W wywiadzie dla RDN ocenił sytuację bez owijania w bawełnę: „Koszty, które cały czas ponosimy, są nieracjonalne. Jak można płacić za coś, co nie jest użytkowane…? Płacimy jednak mimo wszystko, bo jest teren podmokły, są pompy w zbiornikach, które cały czas pompują wodę. Gdy przychodzi okres zimowy, w podziemiach tego basenu, tam gdzie jest całe zaplecze, cały czas musi być włączone podgrzewanie elektryczne. Te koszty prądu przekraczają ponad 50 tysięcy złotych…”
Aktualne doniesienia brzmią jak urzędniczy dramat: pojawiły się propozycje, by zlikwidować basen, którego koszty utrzymania – od energii po serwis – podważają sens jego istnienia. Starosta zapowiada, że jeszcze w tym miesiącu ma być gotowa ekspertyza i propozycje rozwiązania problemu.
Od autorki:
Basen w podsądeckich Marcinkowicach i Brainville w Nowym Sączu łączy podobny absurd: jeden miał chlapać, drugi myśleć, dziś oba głównie „milczą”. Jeden nie widział wody, drugi – nie widzi innowacji. W obu historiach wszystko zaczęło się podręcznikowo: była wielka wizja, piękne wizualizacje, a słowo „nowoczesność” odmieniano przez wszystkie przypadki. Nikt tylko nie sprawdził, czy przyszłość ma realnych użytkowników. To dwie wersje tej samej historii o inwestycjach, w których wizję potraktowano jak strategię a w efekcie jest eksploatacyjna pustka.
Brainville miało być sądecką Doliną Krzemową. Skończyło jako Dolina Wynajmu Metrażu, w której nadal brak życia. Basen w Marcinkowicach miał być sportowym sercem powiatu, a stał się eksperymentem z zakresu fizyki kosztów stałych: im dłużej stoi pusty, tym drożej oddycha.
Najlepsze w tych historiach jest to, że formalnie wszystko się zgadza: obiekty istnieją, są prawie nowe, nikt ich nie „zniszczył”. I oba stały się pomnikami planowania, nawet jeśli nie bez prądu, to bez sensu. Oba przypominają, że najdroższe w inwestycjach bywa nie to, co się buduje, ale to, czego się nie przemyśli.
Do tematu wrócimy


































































































































































































