Wszędzie lecą życzenia tak wzniosłe, że aż człowiek ma ochotę wstać i zaśpiewać hymn. A ja mam inną propozycję, będzie bardziej prawdziwie i mniej grzecznie. No więc posłuchajcie.
Nie życzę nam spokoju. Bo „spokój” to zwykle nie stan ducha, tylko znieczulenie. Taka świąteczna morfina: żeby było cicho, żeby nikt się nie czepiał, żeby nikt nie pytał, żeby nic się nie zmieniało.
Nie życzę nam też „dobrych ludzi wokół”. Bo „dobrzy ludzie wokół” to często brzmi jak: tacy, co przytakują, nie wkurzają i nie mówią rzeczy, których nie chcemy słyszeć. A ja nam życzę ludzi prawdziwych. Takich, którzy czasem powiedzą, że to jest głupie, zanim życie powie to nam w droższej wersji przez rachunek, wypadek, rozwód albo wypalenie.
Żebyśmy ogarniali bo trzeba. Żebyśmy umieli zrobić rzeczy nudne: zadzwonić, przeprosić, doprowadzić temat do końca, i nie robić z tego heroizmu na Instagramie. Bo cywilizacja nie stoi na „flow”, tylko na ludziach, którzy potrafią dowieźć sprawę, nawet jeśli im się nie chce.
Życzę nam relacji, które wymagają instrukcji obsługi. Bo normalne relacje wymagają rozmowy, granic, wysiłku, uczenia się siebie nawzajem i tego, że druga osoba ma inne mapy świata. Życzę nam ludzi, z którymi można się pokłócić, bo po kłótni da się wrócić do stołu, a nie do wojny okopowej.
Życzę nam aktualizacji. Żebyśmy mieli odwagę przyznać, że to, co robiłem, nie działa, i zmienić kurs. Żebyśmy umieli uczyć się szybciej niż nasze ego potrafi się obrażać.
I jeszcze jedno. Życzę nam konfliktów. Mądrych. Potrzebnych. Takich, które coś przesuwają. Żebyśmy kwestionowali autorytety, pytając: „na jakiej podstawie”? Żebyśmy burzyli, ale potrafili też zbudować chociażby odrobinę lepiej niż było. Bo stagnacja jest śmiercią w wersji premium, niby wygodnie, niby bezpiecznie, a po cichu wszystko gnije.
Więc w nowym roku życzę nam: niewygodnej ciekawości, która wyrywa z autopilota. Odwagi do prawdy, nawet kiedy psuje atmosferę. Odporności na bajki, szczególnie te własne i sprawczości, która nie pyta czy mi się chce, tylko co jest właściwe?
A jeśli mimo tego wszystkiego będziemy mieli ochotę na „spokój” to niech to będzie spokój człowieka, który wie, co robi. Nie spokój człowieka, który się schował.
Życzę właśnie takiego 2026 roku, który coś nam powie. Nawet jeśli nieładnie.


























































































































































































































