Wybory nowego zarządu Osiedla Zawada w Nowym Sączu skończyły się skandalem. Zamiast spokojnego spotkania mieszkańców, mieliśmy wielką kłótnię, interwencję służb i oficjalne zawiadomienia na Policji, złożone przez obie strony konfliktu. Podczas gdy opozycja formalnie zarzuca urzędnikom naruszenie przebiegu głosowania, Urząd Miasta odpowiada imiennym doniesieniem na radnego, wyciągając poważne paragrafy z Kodeksu Karnego.
Przypomnijmy, jak wyglądają suche fakty. Wybory na Osiedlu Zawada odbyły się w czwartek, 18 czerwca. Głosowanie było niezwykle zacięte, a o końcowym zwycięstwie zdecydował zaledwie jeden głos. Wygrał Tomasz Dyda. Zaraz po ogłoszeniu tego wyniku, w Szkole Podstawowej nr 16 wybuchła potężna awantura. Emocje były tak duże, że sprawa finalnie przeniosła się do budynku Komendy Miejskiej Policji.
Radny mówi o „przekręcie”, ale nie przedstawia dowodów
Jako pierwszy w mediach i na portalach społecznościowych grzmiał radny Błażej Targosz. Bardzo ostro skrytykował urzędników oraz komisję wyborczą, zarzucając im celowe działanie twierdząc, że uprawnionym mieszkańcom nie wydano kart do głosowania. – Wielki przekręt na Osiedlu Zawada, sfałszowano wyniki w głosowaniu na przewodniczącego Zarządu Osiedla. Sprawa ląduje w prokuraturze. Niebywałe, uprawnionym przynajmniej trzem osobom, nie wydano kart do głosowania. Nad tym wszystkim czuwała ratuszowa komisja. Ja tej sprawy nie odpuszczę, bo z informacji, które posiadam wynika, że te osoby chciały głosować na pana Basiagę. Niechybnie przy tym wyniku, który jest, zostałby nowym przewodniczącym Zarządu Osiedla. Tak się łamie demokrację – stwierdził Błażej Targosz.
Poprosiliśmy klub PiS, którego członkiem jest wspomniany radny, o dokument potwierdzający złożenie zawiadomienia na policję. Jako, że go nie otrzymaliśmy, zwróciliśmy się o informację do KMP w Nowym Sączu.
Błażej Targosz w mediach społecznościowych deklaruje, że osobiście i imiennie złożył na komendzie zawiadomienie o sfałszowaniu wyborów i niewydaniu kart mieszkańcom. Oficjalną odpowiedź, jaką na nasze zapytanie przysłała oficer prasowa nowosądeckiej Policji, nadkom. Justyna Basiaga, prezentujemy w całości:
„W dniu 18 czerwca br. ok. godz. 23:00 w Komendzie Miejskiej Policji w Nowym Sączu, zostało złożone zawiadomienie dot. naruszenia przebiegu wyborów do zarządu jednego z osiedli na terenie Miasta Nowego Sącza. Postępowanie jest w toku i z uwagi na jego dobro, nie udzielamy więcej informacji w tej sprawie. Interwencja policjantów dot. tej samej sprawy”.
Oficjalne stanowisko przewodniczącego Tomasza Dydy
Zarzuty radnego Targosza o tym, że „ratuszowa komisja sfałszowała wybory”, kontrują się z informacjami o oficjalnych procedurach, na które zwraca uwagę druga strona. Głosy mieszkańców na papierowych kartkach liczy komisja skrutacyjna. O tym, kto fizycznie dotykał kart oraz jak wyglądało samo zamknięcie urny, podaje w autoryzowanej wypowiedzi gospodarz zebrania i przewodniczący zarządu, Tomasz Dyda:
„Byłem gospodarzem tego zebrania sprawozdawczo-wyborczego. Jak sama nazwa wskazuje, ustępujący zarząd ma obowiązek przedstawić mieszkańcom sprawozdanie z tego, co udało się zrobić przez ostatnie cztery lata. Już od samego początku, kiedy rozpocząłem przedstawianie sprawozdania ustępującego zarządu, z tyłu sali zaczęły dochodzić buczenia i komentarze. W mojej ocenie był to wyraźny sygnał, że część osób przyszła nie po to, by spokojnie wysłuchać podsumowania czteroletniej pracy zarządu, ale po to, by od samego początku destabilizować przebieg spotkania i budować napiętą atmosfera. Pan Targosz, który nie jest ani mieszkańcem tego osiedla, ani radnym z tego okręgu pojawił się na zebraniu z grupą osób i od początku wprowadzał napiętą atmosferę. Zamiast skupić się na sprawozdaniu, chodził po sali, zachowywał się w sposób budzący zdziwienie i próbował wywierać presję na mieszkańcach. Docierały do mnie również sygnały, że próbował wpływać na decyzje wyborcze zgromadzonych. Co więcej, w trakcie mojego sprawozdania wraz ze swoją grupą wsparcia dla mojego kontrkandydata nawoływał do buczenia, wyzwisk i zachowań, które miały eskalować napięcie i wprowadzać chaos.
Największe zamieszanie wybuchło jednak podczas samego głosowania. Panowie radni Targosz i Olesiak chodzili między mieszkańcami, próbowali ich legitymować i weryfikować ich tożsamość. Wiele osób czuło się tym skrępowanych, a wręcz zastraszonych. Dodatkowo, podczas samego oddawania głosów stali przy urnie i patrzyli mieszkańcom na ręce, kontrolując, czy karty są wrzucane do urny. To pokazuje, że mieli pełny ogląd przebiegu głosowania i na bieżąco obserwowali całą procedurę. Warto podkreślić, że komisja skrutacyjna w większości składała się z osób reprezentujących środowisko mojego kontrkandydata, więc trudno mówić o jakiejkolwiek stronniczości na moją korzyść. Przed zamknięciem głosowania przewodniczący komisji wyraźnie zapytał, czy wszystkie osoby, które chciały oddać głos, miały taką możliwość i czy wszyscy wrzucili swoje karty do urny. Wówczas nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Po ogłoszeniu wyników nagle rozpoczęły się krzyki, zaczepki i próby budowania narracji, jakoby doszło do nieprawidłowości. Tymczasem fakty są jasne. Zarzuty zaczęły się pojawiać dopiero wtedy, gdy okazało się, że mój kontrkandydat przegrał różnicą jednego głosu. Po zakończeniu zebrania wielu mieszkańców skarżyło się na atmosferę, jaka panowała podczas wyborów. Co znamienne, po ogłoszeniu wyników cała ta grupa opuściła salę i nie zgłosiła żadnych kandydatów do zarządu osiedla. To pokazuje jasno, że nie chodziło o konstruktywą pracę na rzecz osiedla, ale wyłącznie o polityczny atak wymierzony we mnie”.

Miasto odpowiada
Urząd Miasta postanowił nie poprzestawać na słownych przepychankach i również podjął kroki formalne, zabezpieczając dowody z tego burzliwego zebrania. Mariusz Smoleń z Biura Prezydenta Miasta jasno komentuje sytuację: „Rzeczywiście w związku ze skandalicznym zachowaniem jednego z radnych zostało złożone przez UM zawiadomienie o utrudnianiu przebiegu wyborów do Zarządu Osiedla poprzez wywieranie presji na głosujących (głośne krzyki), przekroczenie uprawnień oraz nielegalne przetwarzanie danych osób z rejestru wyborców. Zostanie przekazany również stosowny materiał dowodowy”.
Słowa te błyskawicznie zamieniły się w oficjalny papier i pokazują zupełnie inny kaliber działań prawnych. W poniedziałek, 22 czerwca, sprawa zyskała bieg urzędowy. Sekretarz Miasta Michał Sach, złożył na komendzie imienne doniesienie, co dokumentuje oficjalny protokół o sygnaturze sprawy JED-2123/26. W piśmie jako osobę podejrzaną o popełnienie przestępstwa wprost i imiennie wskazano Radnego Miasta Nowego Sącza – Błażeja Jana Targosza.
W policyjnym protokole, czarno na białym wymieniono konkretne, bardzo poważne zarzuty wobec Błażeja Targosza. Urzędnicy zarzucają mu, że w szkole, gdzie odbywało się zebranie:
-
Celowo zakłócił przebieg wyborów na osiedlu Zawada.
-
Utrudniał głosowanie mieszkańcom, ponieważ fizycznie i krzykiem blokował pracę urzędników Urzędu Miasta, którzy wydawali mandaty oraz karty.
-
Prawdopodobnie nielegalnie przetwarzał dane osobowe osób z rejestru wyborców, bo samowolnie legitymował ludzi stojących w kolejce po karty (do czego radny nie ma prawa).
-
Krzyczał i wywierał bardzo mocną presję psychiczną na głosujących mieszkańcach.
Policja przyjęła to zgłoszenie z art. 249 ust. 3 Kodeksu Karnego. To nie są już żarty ani lokalne przepychanki. Ten artykuł mówi o przestępstwach przeciwko wyborom. Za zakłócanie głosowania grozi kara więzienia od 3 miesięcy do nawet 5 lat. Do sprawy ma zostać dołączony także konkretny materiał dowodowy w postaci nagrań.
Stan prawny i proceduralny na dzień 22 czerwca
W zaistniałym sporze wokół zebrania na Zawadzie kluczowe znaczenie ma aktualny stan formalny, który opiera się na dwóch różnych ścieżkach prawnych:
-
Zgłoszenie z nocy wyborczej (18 czerwca): Dotyczy ogólnego zbadania procedury i ewentualnych uchybień w samym akcie wydawania kart do głosowania. Podstawą są tutaj relacje radnego Targosza o trzech mieszkańcach, którzy mieli nie otrzymać kart. Status sprawy: ogólne postępowanie sprawdzające w toku.
-
Zgłoszenie Urzędu Miasta (22 czerwca): Dotyczy imiennego zarzutu karnego z art. 249 ust. 3 k.k. wobec radnego Błażeja Targosza. Podstawą są tutaj relacje urzędników oraz ustępującego zarządu osiedla o paraliżu prac komisji i legitymowaniu mieszkańców. Urząd zapowiedział formalne przekazanie zabezpieczonych dowodów i nagrań z przebiegu zebrania. Status sprawy: zarejestrowane zawiadomienie o przestępstwie pod sygnaturą JED-2123/26.
-
Procedura zamknięcia urny: Zgodnie z autoryzowaną relacją Tomasza Dydy, przed ostatecznym zamknięciem głosowania przewodniczący komisji skrutacyjnej (złożonej w większości z osób reprezentujących kontrkandydata) publicznie zapytał obecnych, czy każdy chętny zdołał oddać głos. W tamtym momencie nikt na sali nie zgłosił żadnego protestu ani nieprawidłowości.
O tym, czy podczas czwartkowego zebrania doszło do błędów urzędowych uniemożliwiających głosowanie, oraz czy działania radnego miejskiego wyczerpały znamiona przestępstwa przeciwko wyborom, zadecydują teraz wyłącznie śledczy.
Czytaj także: Krzysztof Ziaja ponownie na czele osiedla Kochanowskiego



















































































































































































































