Blisko 5 tysięcy kibiców musiało odejść w niedzielę bez biletów od kas Sandecji. Klub w ciągu dwóch dni sprzedał największą w 115-letniej historii ilość koszulek, a w jeden dzień cały zapas czyli tysiąc szalików. Sandecja potwierdza, że ma największe wpływy od sponsorów na tym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Dla kolejnych chętnych sponsorów klub musi stworzyć nowe miejsca na reklamy, bo dotychczasowych zabrakło.
Rozmowa z Arkadiuszem Aleksandrem, wiceprezesem i współwłaścicielem Sandecji.
– Pamięta Pan swój pierwszy mecz jako piłkarz na Kilińskiego 47?
– Hmm… ciężko się przyznać, ale nie pamiętam.
– Ale zakładam, że takiej atmosfery i widowni jak w niedzielę, to wówczas nie było.
– Z pewnością nie, ale każdy marzył o takiej widowni jaka była w niedzielę. Kiedy ja debiutowałem to były inne czasy, inny stadion i inne możliwości. Poszliśmy mega do przodu pod względem infrastruktury w Nowym Sączu.
– Kiedy miał Pan większą tremę – jako piłkarz, czy teraz jako szef klubu?
– Kiedy się jest piłkarzem pewnym swoich umiejętności, to nie ma za dużej tremy przed wyjściem na boisko. Kiedy grasz, wszystko zależy od ciebie, kiedy pełnisz w klubie inną funkcję – to po pierwszym gwizdku sędziego nie masz już wpływu na to, jak będzie wyglądał mecz.
– W niedzielę odczuwał Pan tremę?
– Zawsze przy otwarciu tak dużego obiektu towarzyszy człowiekowi jakaś niepewność. W każdej chwili może się wysypać coś, na co nie mamy wpływu.
– Zwykle przed dużymi wydarzeniami organizatorzy mówią, że pracowali dzień i noc. Podobnie było w Sandecji?
– No więc myśmy pracowali dzień i noc przez ostatnie dwa tygodnie. Skorzystam więc z okazji i podziękuję całemu zespołowi, który pracował przy organizacji niedzielnego meczu. Samych ochroniarzy pracowało przy meczu blisko stu, a cała ekipa to prawie dwieście osób, w tym pewnie dziesięciu pracowników klubu. Oni faktycznie ostatnio mało spali, dlatego szczególnie im dziękuję.
– Wszystko zadziałało jak należy?
– Pewnie nigdy wszystko idealnie nie działa, ale nie mieliśmy zgłoszeń, żeby coś nie zadziałało. Wiem, że bardzo długo czekaliśmy na ten stadion, ale kto był, ten wie, że obiekt jest piękny i będzie nam bardzo pomocny jeśli chodzi o rozwój sportowy klubu.
– Widział Pan pewnie dziesiątki stadionów nie tylko w Polsce, ale porównajmy ten sądecki, np. z Sosnowcem, gdzie Pan wcześniej pracował jako prezes i również otwierał bardzo nowoczesny obiekt.
– W Sosnowcu też odbieraliśmy nowy stadion i wydaje mi się, że nasz jest bardzo podobny do tamtego, choć troszeczkę mniejszy. Każdy kolejny stadion, jaki powstaje w Polsce czerpie doświadczenia z budowy tych poprzednich, więc te następne mają troszeczkę łatwiej. Funkcjonalnie sądecki stadion jest porównywany z najnowocześniejszymi stadionami w Polsce. No może nasz jest pod pewnymi względami lepszy, a to dlatego, że mieliśmy dwa lata więcej na dopracowanie szczegółów. Mówiąc najkrócej sądecki stadion jest TOP!
– 8111 osób zasiadło w niedzielę na trybunach – komplet. Ale gdyby stadion był większy, to i tak by się wypełnił?
– Według naszych informacji chętnych do zakupu biletów na mecz z Chojniczanką było ok. 13 tysięcy osób. To dane pochodzące z platformy zajmującej się sprzedażą biletów, która zresztą obsługuje większość klubów w Polsce. Na podstawie tzw. kliknięć wiemy, że gdybyśmy dysponowali 13 tysiącami biletów, to byśmy je wszystkie sprzedali.
– Wygląda na to, że padł rekord frekwencji podczas domowych meczów Sandecji?
– Pewności nie mam, ale być może kiedy klub grał w I lidze (drugi poziom rozgrywkowy) w latach 80. podczas pierwszego meczu po awansie, obecnych było ok. 10 tysięcy. Oficjalna pojemność była dużo mniejsza, ale ludzie stali więc mogło się ich zmieścić dużo więcej. To był zresztą pierwszy mecz, na który zabrał mnie tata. Byłem wtedy małym chłopcem.
– I wtedy Pan zamarzył, że zostanie kiedyś piłkarzem i zagra w tym miejscu przy pełnych trybunach.
– Nie pamiętam czy tak było.
– Co zrobić, żeby tę frekwencję i atmosferę na stadionie utrzymać na dłużej? Jest na to jakiś jeden prosty przepis?
– Nie ma na takiego przepisu. Mamy świadomość, że na meczach otwarcia zwykle bywają komplety publiczności. Teraz dużo zależy od dwóch rzeczy: jak oceniona będzie przez kibiców organizacja imprezy i jaki będzie wynik sportowy. Dziś mogę powiedzieć, że z każdym z tych aspektów jest ok. Idealnie byłoby wygrać ten pierwszy mecz na nowym stadionie, ale kto oglądał ten wie, że niektórzy piłkarze początkowo odczuwali ciśnienie i presję inauguracji.
– Ile koszulek meczowych sprzedaliście? Na zdjęciach przed klubowym sklepem widać było ciągnącą się po horyzont kolejkę kibiców.
– Liczby nie podam, ale mogę powiedzieć, że w ciągu dwóch dni przed meczem sprzedaliśmy najwięcej koszulek w 115-letniej historii klubu. A szaliki klubowe skończyły nam się w pierwszy dzień. Sprzedało się ich tysiąc.
– To pewnie nie żałujecie ze wspólnikiem Grzegorzem Stawiarskim, że końcem czerwca podpisaliście umowę na przejęcie klubu? Wiedzieliście, że to jest przedsięwzięcie skazane na sukces?
– Na razie możemy mówić o sukcesie jednej imprezy, jednego meczu i tu faktycznie spodziewaliśmy się, że powinno być dobrze. Ważne było, żeby zespół w chwili otwierania stadionu nie był na ostatnim miejscu w tabeli, tylko gdzieś wysoko. Najważniejszy w tym wszystkim jest wynik sportowy. Bardzo jesteśmy zadowoleni z tego początku, ale przecież nie jest ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy.
– Grzegorz Stawiarski powiedział w jednym z wywiadów – za dwa lata I liga, za pięć lat ekstraklasa.
– W naszym szczegółowym planie mamy odfajkowany dopiero pierwszy punkt czyli otwarcie stadionu. Tyle organizacja. Cel sportowy na ten sezon to miejsce drużyny w pierwszej szóstce. Resztę potwierdzam. W 2-3 lata powrót do I ligi, a w pięć lat powrót do ekstraklasy, przy wsparciu sądeckiego biznesu.
– Da się na polskiej piłce nożnej zarobić?
– Jak się pilnuje budżetu i ma się precyzyjny plan to polskie kluby powinny być za kilka lat dochodowe.
– Simeon Oure jest na sprzedaż?
– Każdy piłkarz jest na sprzedaż, to tylko kwestia ceny.
– A ile Simeon jest wart? Nawet w tej sprawie widziano w Nowym Sączu Zdzisława Kapkę z Wieczystej Kraków.
– Miałem przyjemność się z nim spotkać.
– Ale wyjechał sam, choć miał wolne miejsca w samochodzie.
– Widocznie za małą walizkę zabrał ze sobą (śmiech) To mówiąc żartem. A poważnie, to nikt dotychczas nie sprostał naszym wymaganiom finansowym. Jesteśmy miastem milionerów, więc nie będziemy nikogo oddawać za darmo.
– Przez ostatnie tygodnie ciągle podpisywaliście umowy z nowymi sponsorami. To są poważne pieniądze?
– Tak. Na tym poziomie rozgrywkowym mamy największe wpływy od sponsorów.
– Kropka? Ciekawie nastawiam ucha…
– Powiemy tak: obecnie skończyły nam się możliwości reklamowe. Mamy kolejnych sponsorów, którzy by chcieli do nas dołączyć, więc zastanawiamy się nad nowymi możliwościami technicznymi prezentacji reklam. Pod tym względem sytuacja wygląda bardzo dobrze.
– Na koszulkach nie ma już miejsca na reklamy. Może na spodenkach?
– Też już nie ma. Powiem więcej – skończyło się miejsce na bandach reklamowych wokół boiska. Badamy możliwości techniczne, by kolejny rząd reklam zainstalować na barierkach wokół murawy.
Rozmawiał Wojciech Molendowicz; zdjęcia: Adrian Maraś
Wykorzystano fragmenty wywiadu dla Regionalnej Telewizji Kablowej
Zdjęcia z otwarcia stadionu obejrzysz TUTAJ
i TUTAJ



































































































































































































