Z Lucjanem Tabaką, byłym wojewodą nowosądeckim, od dzisiaj ekonomem Archidiecezji Krakowskiej rozmawia Wojciech Molendowicz
Jak zostaje się świeckim ekonomem Archidiecezji Krakowskiej? Dzwoni telefon, po drugiej stronie kardynał Grzegorz Ryś i mówi: „Chciałbym zaproponować panu zajęcie się sprawami majątku kurii”?
Mniej więcej tak to wyglądało. W każdym razie z mojej strony nie było żadnych działań w tym kierunku. Nigdy nie promowałem siebie, bo gdybym to robił, pewnie od lat byłbym w polityce. Wszystkie stanowiska, które do tej pory miałem okazję pełnić, były efektem propozycji, które otrzymywałem.
Spodziewał się Pan takiego telefonu? Miał Pan wcześniej informacje, że kardynał Ryś może zadzwonić z taką propozycją?
Absolutnie nie. Nawet mi się nie śniło, że jeszcze w życiu spotka mnie taka propozycja i że będę sprawował taką funkcję. To była absolutna niespodzianka.
Co Pan pomyślał w pierwszej chwili? Musiał Pan szybko podjąć decyzję?
Zostałem zaproszony do kurii na spotkanie. Przedstawiono mi oczekiwania wobec osoby, która miałaby objąć stanowisko ekonoma. Były one zgodne z moim doświadczeniem i wiedzą, więc nie miałem wątpliwości, czy podjąć się tego nowego wyzwania. Tym bardziej że nadal jestem aktywny zawodowo i zajmuję się podobnymi sprawami, pozostaję więc z tymi problemami na bieżąco.
Kim jest ekonom archidiecezji i na czym polegają jego obowiązki? Czy to ktoś w rodzaju skarbnika albo księgowego? Do jakiego świeckiego stanowiska można porównać tę funkcję?
Obowiązki ekonoma to przede wszystkim zarządzanie mieniem archidecezji, podobnie więc jak obowiązki kanclerza na uczelni publicznej.
Czy zakres obowiązków na obu stanowiskach się pokrywa?
Tak. W co najmniej 90 procentach funkcja ekonoma jest podobna do funkcji kanclerza uczelni publicznej. W kurii również istnieje stanowisko kanclerza, ale ma ono zupełnie inny zakres niż na uczelni. Ekonom zajmuje się głównie sprawami majątkowymi.
Skoro kandydata poszukiwano wśród kanclerzy uczelni publicznych, grono osób było stosunkowo wąskie. Dlaczego wybrano właśnie Pana?
Tego nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że nie wahałem się ani chwili. Decyzję podjąłem natychmiast. Dostałem też materiały, z którymi mogłem się zapoznać. Był to audyt przygotowany przez byłego ministra finansów Jarosława Bauca. Kiedy go przejrzałem, od razu wiedziałem, że jest to praca dla mnie.
Czym będzie się Pan zajmował na nowym stanowisku?
Głównie będzie to gospodarka nieruchomościami archidiecezji, ale również pomoc w zarządzaniu nieruchomościami parafii. W Archidiecezji Krakowskiej jest 448 parafii i 14 rektoratów. W samym Krakowie znajduje się wiele nieruchomości, w tym zabytkowych obiektów w centrum miasta. To największe wyzwanie i największy zakres prac.
1 lipca jest dla Pana pierwszym dniem pracy. Czy będzie to klasyczne urzędowanie w biurze od godziny 8 do 16?
Nie. Większość czasu spędzę poza Franciszkańską, czyli siedzibą kurii. Zacznę od odwiedzenia wszystkich nieruchomości. To oczywiście potrwa wiele dni. Są one w różnym stanie technicznym i użytkowym, więc wszystko trzeba zweryfikować. Muszę mieć pełny obraz sytuacji i wyrobić sobie opinię, co należy zrobić.
Jest Pan pierwszym świeckim ekonomem w historii Archidiecezji Krakowskiej. Jak kardynał Grzegorz Ryś uzasadnił tę zmianę?
Przede wszystkim moim doświadczeniem i wiedzą, bo to jednak specyficzna dziedzina. Księdzu kardynałowi zależało, aby funkcję tę sprawować efektywnie. Nie wystarczały same dyplomy i wykształcenie; liczyły się przede wszystkim doświadczenie i praktyka. Mam bardzo długą praktykę: przez dziewięć lat pracowałem jako kanclerz Politechniki Krakowskiej. Wcześniej byłem wojewodą nowosądeckim i kierownikiem Urzędu Rejonowego w Nowym Sączu. To wszystko się sumuje i na pewno się przyda.
Czy znał Pan wcześniej kardynała Rysia osobiście?
Nigdy wcześniej nie mieliśmy kontaktu. Oczywiście znałem jego nazwisko, głównie z mediów. Tym bardziej cieszę się, że miałem szczęście poznać księdza kardynała. To człowiek niezwykle konkretny, a jednocześnie ujmujący w bezpośrednim kontakcie.
Kardynał Ryś ma opinię hierarchy otwartego na zmiany w polskim Kościele. Nie wszyscy jednak podzielają entuzjazm wobec tych zmian. Nie obawia się Pan krytyki części środowiska?
Krytyka jest potrzebna by uniknąć błędów, ale w tym środowisku na pewno będzie życzliwa. Mam nadzieję, że nie będzie powodów do krytyki ani mojej pracy, ani decyzji kardynała.
Czytaj też:





















































































































































































































