W Bucharze wycieczkowicze z Mongolii chcieli zrobić sobie z nami zdjęcie. Ze mną i moją przyjaciółką Magdaleną, która była mózgiem miesięcznej operacji ,,Azja Środkowa” – Uzbekistan, Kirgistan, Kazachstan. Dla nich dwie jasnowłosne i jasnokarnacyjne kobiety, to egzotyka. Między tysiącami lat historii i ruinami zabytków jeden z panów krzyknął po chwili: ,,Polsza? Lewandowski!”. I tak nasze tysiącletnie dziedzictwo narodowe zostało podsumowane jednym słowem. Zapachy, smaki, niezapomniane aromaty przypraw, absurdy, język rosyjski, Chevrolet, taksówkarze, którzy na dworcach i lotniskach nie ustawali w krzykach ,,Dziewuszki, let’s go! Dziewuszki, taxi”. Można się cieszyć, że „diewuszki, dziewuszki”, czyli nadal wyglądamy młodo. Waluty jakimi się posługiwałyśmy? Sum uzbecki, som kirgiski, dolar amerykański (ale tylko nowy, nieskazitelny) i tenge kazachskie. Najtaniej w Uzbekistanie, najdrożej, ale nadaj sporo taniej niż w Polsce – w Kazachstanie.
Granat, sandały w śniegu i tyłek na grobie
Kiedy plany o miesięcznym wyjeździe do Azji były jeszcze sennymi majakami, w głowie powstała myśl „wróć z suvenirem na skórze”. Tatuaż! Uzbekistan powitał nas gorącem, starszymi paniami z długimi miotłami oraz owocem i kwiatem granatu – na muralach, w sklepach, w restauracjach, na wszechobecnych dywanach, menu, literaturze, sztuce, rzemiośle… Właściwie już pierwszy spacer po stolicy – Taszkencie, uświadomił nam jedną rzecz – tutaj król jest jeden – owoc granatu. Chociaż właściwie szybko okazało się, że jednak jest ktoś popularniejszy, ale o tym później. Ten owoc mocno zakorzeniony jest w uzbeckiej kulturze, jest jednym z najważniejszych symboli obfitości, płodności, dostatku i dumy narodowej. Wyjątkowo słodka, najwyższej jakości, uprawa owocu zlokalizowana jest w Dolinie Fergańskiej. Jeśli jeść granat, pić z niego sok, to właśnie w Uzbekistanie. Grant właściwie śnił mi się po nocach i gdzieś swoje miejsce w podświadomości zajął. Dojrzewał podczas wyprawy do Kirgistanu, Kazachstanu, aż wreszcie wyrósł kilka godzin przed powrotem do Polski, by po przylocie z Ałmatów (Kazachstan) do Taszkentu finalnie znaleźć się na mojej skórze.
Tak, kwiat grantu i owoc zostały suvenirem na całe życie. Studio tatuażu nie było przypadkowe „amirs tattoo”, bowiem Amir Temur/Timur, znany jako Tamerlan, Timur Lenk, popularnością śmiało może konkurować z owocem grantu. Jego monumentalne pomniki m.in. w Samarkandzie – ogromne rzecz jasne, czy mauzoleum w złocie, nie pozostawiły złudzeń, kto tu rządzi. Nawet jeśli wcześniej nie znałeś tego pana, poznasz… Timur był jednym z największych wodzów mongolskiego plemienia Barłasów w historii. Założył dynastię Timurydów, panował w latach 1370–1405, zdobył w większości Azję Środkową, Iran, Iraku i Zakaukazie.
I teraz wyobraźcie sobie jedną rzecz mauzoleum Timura, wokół grobowce jego męskich potomków – synów, wnuków, ale również mistrza religijnego. Na jednym z nich siada młoda turystka, zsuwa z ramion i piersi zakrywający szal i zaczyna pozować do zdjęć swojemu lubemu… Dynastia, podboje, kawał historii i miejsce niemal święte dla muzułmanów, którzy stanowią około 90 procent społeczności, zostało sprowadzone do fotki „na Insta”. Zwiedzającym, chyba niemal wszystkim, mowę odjęło. Do dzisiaj nie wiem, czy bardziej przez częściowe obnażenie się kobiety w kulturze zakrywania, czy przez siedzenie na grobie i wyuczone pozowanie… Ponownie mowę mi odjęło w Kazachstanie, kiedy na wysokości około 2200 m n.p.m. w paśmie górskim Ałatau Zailijski, wprost z kolejki gondolowej (na szczyt prowadzą trzy, do których trzeba się przesiadać) w zaspy stopami w sandałkach weszła turystka. Ona nie była zszokowana, z gracją i śniegiem między palcami ślizgała się bez większego zastanowienia nad sytuacją. Obie te panie nie były szczęśliwie naszymi krajankami. Wracając do tatuażu… Kiedy przechodziłam kontrole na lotnisku w Taszkencie, by czekać na samolot do Warszawy, celnik kazał podnieść mi ręce (przeszukanie osobiste), zauważył świeży tatuaż, wyraźnie się ożywił. Europejka, czy raczej „diewuszka z Polszy” przyjechała do nich i wydziarała sobie symbole, które są tak bardzo ich. Uśmiechnął się, wyraził niemą aprobatę i… To tylko fragment artykułu, całość przeczytasz za darmo w najnowszym wydaniu DTS. Mamy go on-line (str. 12-13). –>>>Pobierz ZA DARMO <<<––najnowsze wydanie dts24 w wersji elektronicznej





















































































































































































































































































