30 maja obchodzimy ważną rocznicę w historii sądeckiej piłki nożnej. Ważną, okrągłą, podniosłą i bardzo wstydliwą. 80 lat temu, 30 maja 1946 r. Sandecja przegrała w ówczesnej A klasie z Cracovią 0:17.
Dokładnie tyle, ile rywal z Krakowa potrzebował, by awansować do tworzonej właśnie ligi państwowej. Źródła milczą, by wyglądający na ustawiony wynik meczu wzbudził podejrzenia obecnych na meczu dziennikarzy, działaczy piłkarskich, albo chociaż milicjanta na Błoniach. Tym sposobem Cracovia od 80 lat szczyci się swoją najwyższą wygraną w oficjalnych rozgrywkach.
Gdyby w 1946 r. istniały zakłady bookmacherskie, to ten, kto obstawił taki wynik, byłby bardzo bogaty. A skoro Cracovia potrzebowała 17 bramek do awansu, to pewnie ktoś wcześniej wiedział, że właśnie tyle wpadnie. Dzisiaj pewnie by to tak łatwo nie przeszło. Odpowiednie służby wrzuciłyby to na bęben i sprawdziły czy w jakimś Singapurze, Angoli, albo w kolekturze na Grenlandii, ktoś akurat nie postawił tysiaka na 17 bramek dla Cracovii.
Najobszerniejszą relację z tych zawodów w 1946 r. zamieściło „Echo Krakowa” pisząc m.in.: „(…) Niespotykaną, w rozgrywkach klasy A przewagą ilustruje najlepiej fakt, że Sandecja w ciągu całego meczu zaledwie 8 razy zdołała się przebić w okolicę pola karnego przeciwnika, a Rybicki obronił dwa, zresztą niegroźne strzały. Dość powiedzieć, że wynik mógł być dużo wyższy, gdyby nie zabawki napastników Cracovii i… mimo puszczonych 17 bramek — dzielna postawa bramkarza Sandecji — Orleckiego (…)”. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że widzów było 2 tysiące, sędziował obywatel Flumenkier, bilety na trybunę środkową kosztowały 70 zł, z kolei dla studentów i wojskowych były po 10 zł. Ale tylko do stopnia sierżanta. Wiadomo, wyższą szarżę stać na więcej.


























































































































































































































