To nie był wieczór dla ludzi o słabych nerwach. W Nowym Sączu zapachniało wielkim boksem, ale i goryczą, której smak znają tylko zawodnicy, którzy zostawiają w walce zdrowie. Emocjonujące widowisko, pełne efektownych kombinacji, ale też naprawdę mocnych ciosów. Świadczą o tym choćby ślady krwi pozostawione w ringu. Gospodarze musieli uznać wyższość potężnych Wicemistrzów Polski, lecz po tym meczu nikt nie ma wątpliwości, że ambicja i determinacja są atutem Golden Team.
Sport bywa brutalny w swojej prostocie. Kiedy wybrzmiewa ostatni gong, nie ma miejsca na domysły, bowiem zostaje wynik wyryty w tabeli i pot rozlany na deskach ringu. Nowosądeczanie stanęli naprzeciw faworyta z Kielc. Goście, noszący dumny tytuł Wicemistrzów Polski, przyjechali na Sądecczyznę nie po naukę, a po swoje. Choć lokalni pięściarze zostawili w ringu serce, tym razem to kielecka maszyna okazała się lepiej naoliwiona.
– Dzisiaj nie wygraliśmy meczu, dzisiaj to my schodzimy z ringu pokonani – mówi wprost Jerzy Galara, trener gospodarzy. – Co dalej? Liżemy rany i ciężko trenujemy. Chcemy już w następnej kolejce znowu boksować tak, żeby móc się cieszyć z pojedynczych zwycięstw, które w konsekwencji będą nam dawać triumfy w całym meczu.
W boksie jednak porażka nigdy nie jest końcem drogi, a jedynie przystankiem na wyciągnięcie wniosków. Jednym z jasnych punktów wieczoru, mimo niekorzystnego wyniku ogólnego, był debiut, na który czekali nowosądeccy koneserzy szermierki na pięści. Na ringu zameldował się Pablo Sanchez. Pochodzący z Kuby, medalista mistrzostw swej ojczyzny, którego warunki fizyczne budzą zasłużony respekt.

Sanchez to bokserski surowiec wysokiej próby. Choć sztab szkoleniowy tonuje nastroje, wskazując na braki kondycyjne, to w każdym jego ruchu widać było talent do walki. Jak dało się słyszeć wokół ringu, to rasowy mocarz wagi superciężkiej, który gdy tylko odzyska pełnię sił witalnych, może stać się postrachem ligowych ringów.
– To chłopak, który jeszcze nie jest przygotowany na sto procent. Myślę, że nie jest gotowy nawet na 40 czy 50 procent swoich możliwości – ocenia Jerzy Galara. – Natomiast jak to Kubańczyk, drzemie w nim ogromny potencjał. Jeśli będzie się angażował odpowiednio, to będzie wygrywał wszystko w wadze superciężkiej. To widać, że to jest ogromny potencjał na boksowanie.
Sukces w bokserskiej ekstraklasie to jednak nie tylko to, co dzieje się między linami. To misterna układanka, w której kibice, sponsorzy i władze miasta stanowią solidne “narożniki” ringu. Projekt, w którym uczestniczy Nowy Sącz, rozwija się w tempie zaskakującym nawet największych sceptyków. Cel jest jasny, to wejście do ścisłego TOP 5 ligowych rozgrywek w kraju.

Trener Galara nie zapomina o tych, którzy stoją za sukcesem organizacyjnym klubu: – Chciałbym podziękować kibicom, wszystkim wspierającym, władzom miasta Nowy Sącz oraz sponsorom. Bez was nie byłoby nas w ekstraklasie bokserskiej, w projekcie, który rozwija się piorunująco. Do tego dążymy wspólnie, jako kluby i ludzie związani z tym przedsięwzięciem.
Sądeczanie schodzą z ringu z podniesioną głową. Rany się zagoją, pot wyschnie, a głód zwycięstwa powróci ze zdwojoną siłą w kolejnej rundzie. Bo sport, jak podkreśla Jerzy Galara, to przede wszystkim rozrywka dla ludzi. – Oglądajcie nas, kibicujcie nam, lajkujcie nas. My to robimy przede wszystkim dla Was.
Czytaj także: Fatalna kontuzja Marka Kozioła. Bramkarz przejdzie operację


























































































































































































































