Nowy Sącz to miasto z piękną historią, którą możemy poznawać ze stronic w księgach, ale jak się okazuje, swoje barwne dzieje – choć powszechnie nieznane – ma tutejszy MORD. Jest on bowiem areną dla współczesnych gladiatorów cierpliwości, bo niby jak inaczej określić tych rekordzistów w ilości “oblanych” egzaminów na prawo jazdy? Ich losy nie są zwykłą statystyką, lecz swoistą epopeją o uporze wykraczającym poza granice rozsądku, ale również o nadziei, będącej bolesną dla portfela, jednak umierającej jako ostatnia.
Kiedy autor tego artykułu sam ubiegał się o prawo jazdy, to większości dzisiaj zdających ten egzamin nie było jeszcze wtedy na świecie. Zupełnie inne realia, przepaść technologiczna i przestrzeń na nowosądeckich ulicach odmienna od aktualnej. Chęć posiadania samochodu, a w związku z tym również prawa jazdy, jest chyba nawet większa niż wówczas – obecnie wydaje się to niemal obowiązkiem, jak posiadanie dowodu osobistego. Skoro więc niemal każdy tego dokumentu chce, to postanowiłem sprawdzić determinację, jaka drzemie w narodzie i okazuje się, że jest ona zadziwiająca. Zwróciłem się do Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego z prośbą o ujawnienie, jak wyglądają obecne rekordy w ilości podejść do egzaminów teoretycznego oraz praktycznego. Wyniki naprawdę robią wrażenie.
Jako, że jesteśmy dopiero chwilę po pierwszym kwartale trwającego roku, to skupiliśmy się na danych, których stan przypada na 2025. Zacznijmy od egzaminu teoretycznego. – Najbardziej wytrwały kandydat, który uzyskał w ubiegłym roku wynik pozytywny, zdawał test 58 razy. Rekordzistą pozostaje jednak osoba, która ma na swoim koncie łącznie 71 podejść i nadal ubiega się o zaliczenie teorii – wyjaśnił Adam Zaremba, zastępca dyrektora.
Rekordzista podchodził do zaliczenia teorii 71 razy bez sukcesu! To zakrawa na ogromną miłość do bycia kierowcą, jednak mocno nieodwzajemnioną. Wyobraźmy sobie tę scenę: drzwi MORD-u otwierają się po raz siedemdziesiąty pierwszy. Kandydat wchodzi do sali, którą zna lepiej niż własną piwnicę. Egzaminatorzy witają go pewnie z tym rodzajem czułości, jaką rezerwuje się dla stałych klientów w osiedlowym sklepie. To czysty, nieskażony pragmatyzmem romantyzm. Walka z algorytmem pytań, trwająca od lat, zamieniając kodeks drogowy w życiowe wyzwanie. Swoisty performance artystyczny.
Jeśli teoria jest bitwą dla umysłu, to egzamin praktyczny jest brutalnym starciem z rzeczywistością. Tutaj rekordzista z wynikiem pozytywnym potrzebował dwudziestu sześciu prób. Dwadzieścia sześć razy ustawiał fotel, tyle samo razy sprawdzał lusterka, dwadzieścia sześć razy zapinał pasy, by w końcu usłyszeć upragnione: „wynik pozytywny”.

Prawdziwym jednak tragizmem tchnie wynik czterdziestu jeden podejść zakończonych fiaskiem. Czterdzieści jeden razy ktoś wyjeżdżał na miasto, albo kończył na nieszczęsnym placu i tyleż samo razy wracał do domu autobusem, bogatszy o nowe doświadczenia i uboższy o pewną kwotę w złotówkach. To determinacja, której nie powstydzili by się wielcy odkrywcy. Gdyby przykładowo Kolumb po czterdziestej pierwszej próbie dopłynięcia do Indii nadal nie widział lądu, pewnie raz na zawsze zaprzestałby poszukiwań. Ale nie nasz kandydat z Sądecczyzny. On wierzy, że ten czterdziesty drugi raz będzie tym, kiedy sprzęgło i gaz stworzą w końcu harmonijną jedność. Życzymy powodzenia.
– Chcielibyśmy zaznaczyć, że poniższe statystyki uwzględniają całkowitą liczbę podejść danych osób, zaliczaną od początku ich starań o uprawnienia (nie tylko w 2025 roku). Są to dane obrazujące determinację naszych rekordzistów na przestrzeni całego procesu ich szkolenia i egzaminowania w naszym ośrodku – podkreślił Adam Zaremba dla DTS24.
Patrząc na te liczby, trudno nie uciec w stronę ironii, ale warto też pochylić się nad matematyką. Siedemdziesiąt jeden egzaminów teoretycznych i dziesiątki praktycznych to koszt samochodu, do którego dany kandydat… wciąż nie może wsiąść jako kierowca. To paradoks godny antycznych dramatów. Czy to jeszcze jest chęć bycia kierowcą, czy może już uzależnienie od adrenaliny, która pojawia się w momencie losowania pytania o światła drogowe? Trudno orzec. Jedno jest pewne, nowosądecki MORD stał się pomnikiem ludzkiej niezłomności. Bo dopóki arkusz egzaminacyjny jest w grze, wszystko jest możliwe. Nawet jeśli szansa na sukces wydaje się tak mała, jak znalezienie przysłowiowej igły w stogu siana.
Jako że mamy już 16 kwietnia 2026, to istnieje możliwość, że te liczby na koniec grudnia 2025, są już nieaktualne i któryś z wymienionych “nieszczęśników” zakończył swój syzyfowy maraton do prawa jazdy. Jeździ obecnie po Sądecczyźnie legitymując się upragnioną kategorią.
Czytaj także: Szpakowski dla DTS24: „Chapeau bas! Lokomotywa jest na właściwych torach”



































































































































































































