Pamiętacie ten smutny moment w 2024 roku, kiedy na Węgierskiej pracowały koparki? Czuliśmy się wtedy, jakby ktoś wyrwał nam ostatnią stronę z ulubionego komiksu pod tytułem „Serial na Węgierskiej”. Stary wiadukt zburzono, murale zniknęły, a jedyne, co nam zostało, to uciążliwa budowa, surowy beton i… wspomnienia. No i korki, bowiem te na wspomnianej ulicy wydają się być wieczne.
Mamy jednak informację, która z pewnością ucieszy każdego, kto lubi sztukę uliczną i regularnie przejeżdża pod nowym wiaduktem kolejowym: „Serial na Węgierskiej” oficjalnie wrócił! Mgr Mors ogłosił to światu, a na dobry początek uraczył nas przewrotnie, pracą w smutnych, kontrastowych barwach. Przekaz brzmiący: „We never walk alone” sugeruje jednak, że przed nami coś zdecydowanie pozytywnego.

Przyzwyczailiśmy się, że ten nasz „dziennik codzienności”, powstający w latach 2017-2024, był elementem niemal tak stałym, jak fontanna w Rynku. Po prostu musiał tam być, bo te niespełna 200 obrazów opowiadało o najróżniejszych aspektach życia społecznego. Przekaz bawił, intrygował, a czasem nawet straszył.
„Serialu” nie było na Węgierskiej prawie trzy lata. W tym czasie miejsce starej konstrukcji zajął nowoczesny obiekt. Mariusz Brodowski uzyskał już zgodę od PKP PLK i tym samym rozpoczął zupełnie nowy etap swojej twórczości. Czego możemy się spodziewać? Znając autora, to naprawdę trudno przewidzieć.
Czytaj także: Wszystko zaczęło się od tego wywiadu… Znana aktorka Edyta Budnik doceniona w miejscu, gdzie wrosły jej korzenie


























































































































































































































