Wrastają w asfalt szybciej, niż znika biurokracja. Wraki „zdobią” Nowy Sącz [FILM]

Wrastają w asfalt szybciej, niż znika biurokracja. Wraki „zdobią” Nowy Sącz [FILM]

Zaczyna się niewinnie, bowiem najpierw kończy się ważność przeglądu, następnie uchodzi powietrze z opon. Z czasem za wycieraczkę trafia pierwsza ulotka o skupie aut, a podwozie zaczyna porastać mchem. Wraki, gdyż o nich mowa, to zmora sądeckich osiedli i parkingów. Dlaczego proces ich usuwania trwa tak długo? O tym, gdzie kończą się chęci, a zaczynają paragrafy, rozmawiałem z Komendantem Straży Miejskiej w Nowym Sączu. 

Dla postronnego obserwatora sprawa jest prosta. Samochód stoi nieużywany kilka miesięcy, ma wybite szyby i służy za osiedlowy kosz na śmieci – telefon do Straży Miejskiej i sprawa załatwiona. Jednak w świetle prawa, te kwestie są znacznie bardziej skomplikowane. 

Zacznijmy od tego, czym jest wrak?  – To pojazd, którego wygląd jednoznacznie wskazuje na to, że od dłuższego czasu nie jest użytkowany – wyjaśnia Wojciech Tyrkiel, nowosądecki Komendant Straży Miejskiej w rozmowie dla DTS24. – Braki w oświetleniu, powybijane szyby, brak tablic rejestracyjnych czy charakterystyczne opony bez powietrza. To są przykładowe sygnały, które dają nam podstawę do działania. Niestety, sam wygląd to dopiero początek biurokratycznej batalii.

Sporą irytację mieszkańców budzi fakt, że strażnicy przyjeżdżają na interwencję do porzuconego samochodu, a ten później nadal stoi. Czy to ignorancja? Nie, to twarde granice jurysdykcji. Kluczem do sukcesu nie jest to, co stoi, ale gdzie stoi. Zasada jest bezlitosna, bowiem Straż Miejska i Policja mogą „rządzić” tylko na drogach publicznych oraz w wyznaczonych strefach ruchu i zamieszkania.

Jeżeli parking na osiedlu, czy konkretnie pod blokiem nie jest odpowiednio oznakowany jako strefa ruchu, nasze uprawnienia tam nie sięgają. Wtedy ciężar usunięcia pojazdu spoczywa na zarządcy terenu lub jego administracji – tłumaczy komendant. To właśnie dlatego na parkingu pod galerią Trzy Korony interwencja jest szybka i skuteczna, gdyż to strefa ruchu, a na osiedlowym klepisku wrak może stać latami, dopóki administrator nie weźmie sprawy w swoje ręce.

Często auta porzucane są na poboczach, w rowach czy na trawnikach. Tutaj zaczyna się praca niemal detektywistyczna. Strażnicy muszą ustalić, czy dany kawałek trawnika to jeszcze „pas drogowy”, czy już teren prywatny. W Nowym Sączu partnerem w tych działaniach jest Miejski Zarząd Dróg. To tam mundurowi sprawdzają granice, w których mogą legalnie wezwać lawetę. Jeśli auto pojazd stoi dziesięć centymetrów poza pasem drogi, procedura drastycznie się komplikuje.

Często słyszy się zarzut: „Straż Miejska nic nie robi z tymi gratami”. Statystyki za ubiegły rok rzucają jednak na tę sprawę inne światło:

  • 105 podjętych interwencji – to ponad sto spraw, które wymagały ustalania właścicieli, pukania do drzwi i wysyłania pism.
  • 5 spektakularnych odholowań – to te momenty, gdy laweta zabiera auto na stosowny parking. To ostateczność, bo kosztami (często niemałymi) obciąża się właściciela.
  • 24 „zniknięcia” – to największy sukces strażników. Dzięki ich naciskom, dwudziestu czterech właścicieli wzięło odpowiedzialność za swoje mienie i usunęło pojazdy na własny koszt.

Co możesz zrobić jako mieszkaniec? Zanim stracimy cierpliwość do „wrastającego” w ziemię sąsiada na czterech kołach, sprawdźmy, kto zarządza Twoim parkingiem. Jeśli jest znak „Strefa Ruchu / Zamieszkania” wówczas dzwonimy do Straży Miejskiej. Jeśli znaku nie ma, to angażujemy w pierwszej kolejności administratora budynku lub terenu. Pamiętajmy: wrak to nie tylko problem estetyczny. To wyciekające płyny eksploatacyjne, zagrożenie dla bawiących się dzieci i – co w  Nowym Sączu kluczowe – bezcenna strata miejsca parkingowego. 

Czytaj także: Wszystko zaczęło się od tego wywiadu… Znana aktorka Edyta Budnik doceniona w miejscu, gdzie wrosły jej korzenie

fot. NowoSądeckie

Filmoteka dts24

217 Videos