Tragedia w słowackich Tatrach Wysokich poruszyła środowisko ludzi gór w całej Polsce. 25 lutego, w lawinie, która zeszła w Dolinie Mięguszowieckiej, zginęli dwaj doświadczeni polscy freeriderzy: 41-letni Ali Olszański i 31-letni Marek Patola. Według komunikatu słowackiej Horskiej Záchrannej Služby lawina zeszła ze żlebu opadającego z Niżnej Popradzkiej Szczerbiny w Popradzkiej Grani. Obaj Polacy zostali całkowicie zasypani. Mimo szybkiej akcji ratunkowej nie udało się ich uratować. Pasja, dająca doświadczenie bezkresnej wolności, upomniała się o najwyższą cenę. Ali Olszański pochodził z Krakowa, jednak od wielu lat był związany z Nowym Sączem.
Słowackie Centrum Profilaktyki Lawinowej poinformowało, że dwójka Polaków – splitboardzista i skialpinista, wychodziła pieszo wąskim żlebem w kierunku Niżnej Popradzkiej Szczerbiny. Najprawdopodobniej lawina porwała ich w chwili przepinania sprzętu. Obaj mieli wyposażenie lawinowe. Jeden z nich uruchomił poduszkę lawinową, jednak podczas upadku element plecaka odłączył się i nie zapobiegł całkowitemu zasypaniu. Lawinisko miało około 110 metrów szerokości, a warunki w rejonie były bardzo trudne. W Tatrach Wysokich obowiązywał w tym czasie trzeci stopień zagrożenia lawinowego.
Ali Olszański był postacią dobrze znaną w polskim świecie freeride’u i splitboardu. Pochodził z Krakowa, ale był związany także z Zakopanem i szerzej – z podhalańskim oraz tatrzańskim środowiskiem górskim. Prowadził projekt „Splitboard w Tatrach”, organizował wyjścia, szkolenia i wypożyczalnię sprzętu. Wspinał się w Tatrach, Kaukazie, Alpach i Andach Peruwiańskich, wytyczał nowe zjazdy i od lat uczył freeride’u oraz splitboardingu. Miał na koncie zjazdy najtrudniejszymi liniami w Tatrach, między innymi Zachodem Grońskiego, Czerwonym Żlebem z Szatana i Diablim Żlebem z Grani Baszt, a także zjazd z Mont Blanc.
W kwietniu 2023 roku podczas zjazdu z Rysów został porwany przez lawinę i spadł około 850 metrów. Przeżył wówczas dzięki uruchomionemu plecakowi lawinowemu. Nagranie z odnalezionej później kamery obiegło internet i stało się dobitnym dowodem jego ogromnego doświadczenia, ale też tego, jak cienka bywa granica między mistrzostwem a śmiertelnym ryzykiem.
Damą serca Alego była lekarka – dentystka prowadząca praktykę w Nowym Sączu, dzieląca z nim górskie pasje.
Góry były jego żywiołem. Jak pisał w jednym ze swoich ostatnich wpisów: „Wysoko, samotnie – tam odpoczywam, tam się realizuję”. Niedługo przed tragedią opublikował krótką relację, nazywając Dolinę Mięguszowiecką swoją ulubioną tatrzańską doliną.
Mimo błyskawicznej reakcji przebywających w pobliżu czeskich narciarzy, a następnie intensywnej, długotrwałej akcji reanimacyjnej prowadzonej przez ratowników słowackiej Horskiej Záchrannej Služby, życia Polaków porwanych przez lawinę nie udało się uratować.
Bliskim obu zmarłych składamy wyrazy najgłębszego współczucia.
Zdjęcie w nagłówku: montaż fotografii z archiwum A. Olszańskiego i hzs.sk





































































































































































































