Mojżesz z Dzierżoniowa, Mojżesz z Bełżca. Wojna o pamięć po wojnie. Front w Nowym Sączu

Mojżesz z Dzierżoniowa, Mojżesz z Bełżca. Wojna o pamięć po wojnie. Front w Nowym Sączu

Spór o jedno imię i jedno nazwisko na kamiennej ścianie przy ulicy Tymowskiego urósł w kilka dni do skali ostrej wojny na słowa, która rozgrywa się w Nowym Sączu. Historyk Grzegorz Olszewski zasugerował, że na sądeckim pomniku ofiar Holokaustu znalazło się nazwisko człowieka, który przeżył wojnę i po 1989 roku był publicznie honorowany. Dziś głos zabrał Sądecki Sztetl i ludzie zaangażowani w projekt „Ludzie, Nie Liczby” na czele z rodziną Popielów. W tym głosie pada bardzo mocne zdanie:
„instrumentalne wykorzystywanie pamięci zmarłych jest działaniem poniżej jakichkolwiek standardów przyzwoitości”. 

Na linii ognia jest jedno imię i jedno nazwisko: Mojżesz Jakubowicz. Ale dwa życiorysy.

Ludzie czy liczby?

Punktem wyjścia dla Olszewskiego jest materiał Doroty Kani, opublikowany 7 stycznia, dotyczący lekarki Gizeli Jagielskiej i „resortowej przeszłości” jej rodziny. W tekstach i nagraniach pojawia się wątek jej dziadka: Mojżesza Jakubowicza, Żyda urodzonego w 1919 roku w Nowym Sączu, który po wojnie osiadł w Dzierżoniowie. Według przywoływanych dokumentów był członkiem ORMO w latach 40. i uczestniczył w zwalczaniu powojennego podziemia.

Biogram Mojżesza Jakubowicza znaleźć można m.in. w Wirtualnym Sztetlu: urodzony w Nowym Sączu w 1919 roku, wojnę przeżył dzięki temu, że trafił do niewoli radzieckiej, po 1945 roku zamieszkał w Dzierżoniowie, przez lata działał w środowisku żydowskim, zmarł w 2003 roku. Olszewski w obszernym wpisie w mediach społecznościowych zestawia ten życiorys z nazwiskiem „Jakubowicz Mojżesz” wyrytym na ścianie Miejsca Pamięci Ofiar Holokaustu przy ul. Tymowskiego w Nowym Sączu. Zauważa, że imię i nazwisko są identyczne, a nazwisko Jakubowicz nie należy (w jego ocenie) do szczególnie częstych. Wyprowadza sugestię, że „może zachodzić duże prawdopodobieństwo”, iż chodzi o tę samą osobę, a więc o rzekomo żyjącego po wojnie „nieboszczyka” wpisanego na listę ofiar.

– Jeśli to prawda – argumentuje  Olszewski – mielibyśmy do czynienia ze skandalem.

Olszewski wychodzi poza przypadek Mojżesza Jakubowicza i przechodzi do frontalnego ataku na sposób przygotowania listy ofiar. Przypomina, że sam, tworząc „Więźniów KL Auschwitz z powiatu nowosądeckiego”, przez dwa lata weryfikował ponad 2200 nazwisk, i z tej perspektywy podważa możliwość rzetelnego ustalenia w krótkim czasie prawie 12 tysięcy ofiar z Sądecczyzny. Stawia też pytanie o udział Instytutu Pamięci Narodowej, sugerując, że inicjatorzy budowy pomnika „chyba” nie uzyskali pozytywnej opinii IPN co do listy nazwisk. Wytyka ponadto brak konsultacji społecznych przed odsłonięciem monumentu. Na koniec do historycznych i archiwalnych argumentów dokłada wątek teologiczny: przywołuje biblijne opowieści o zakazie liczenia „Narodu Wybranego” i zestawia je z hasłem projektu „Ludzie, Nie Liczby”. W jego narracji inicjatorzy jednocześnie mówią, że „nie liczby”, a potem konsekwentnie operują liczbą 12 tysięcy, co ma stać w sprzeczności z religijną tradycją.

Pytanie kluczowe w jego dociekaniach brzmi: czy Mojżesz z Dzierżoniowa to ten sam Mojżesz, którego nazwisko znalazło się na sądeckim pomniku?

Sztetl odpowiada: „dwóch Mojżeszów” i Yad Vashem

Dziś Sądecki Sztetl śle w świat oświadczenie podpisane między innymi przez członków zespołu „Ludzie, Nie Liczby”, Fundację Rodziny Popielów. Autorzy oświadczenia przypominają, że nad listą ofiar pracował zespół naukowców i wolontariuszy, przy współudziale ocalonych z Zagłady i ich potomków z różnych stron świata. Wymieniają konkretne archiwa: Yad Vashem, Arolsen Archives, Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie, IPN w Krakowie, Żydowski Instytut Historyczny, Archiwum Narodowe w Krakowie oraz własne zbiory Sądeckiego Sztetla.

Na podstawie tych materiałów powstała lista prawie 12 tysięcy nazwisk Żydów z Nowego Sącza i okolicznych gmin, upamiętnionych na Miejscu Pamięci Ofiar Holokaustu i w internetowej bazie. Wbrew sugestiom Olszewskiego, w oświadczeniu czytamy, że badania zostały „zatwierdzone i pozytywnie zaopiniowane” przez krakowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Najważniejsza jest jednak odpowiedź na pytanie o konkretne nazwisko. Sądecki Sztetl stwierdza wprost: Mojżesz Jakubowicz z 1919 roku, opisany przez Dorotę Kanię, przeżył wojnę. Na pomniku przy ul. Tymowskiego upamiętniony jest inny Mojżesz Jakubowicz, urodzony w 1922 roku, który zginął w czasie Zagłady. Oświadczenie odwołuje się do świadectwa zgonu 20-latka z archiwum Yad Vashem, z konkretną sygnaturą w bazie ofiar Holokaustu. W jednym regionie – i dziś i dawniej, żyło wielu ludzi o podobnych a czasem identycznych personaliach. To nie dowód na „niewiarygodność” listy, lecz przykład tego, jak łatwo po latach pomylić dwie różne biografie, jeśli patrzy się wyłącznie przez pryzmat bieżącej wojny polityczno – światopoglądowej.

Sądecki Sztetl w kontrze ocenia też warsztat Grzegorza Olszewskiego, przypominając, że w swojej pracy nad listą sądeckich więźniów KL Auschwitz miał pominąć kilka osób, które na tej liście się znaleźć powinny. Jako przykład przywołują Mońka Goldfingera z Wierchomli, znanego na Sądecczyźnie świadka historii, który sam miał zwracać uwagę na brak swojego nazwiska w publikacji Olszewskiego.

Pytanie postawione między wierszami brzmi: jeśli błędy zdarzają się każdemu, to dlaczego autor jednej listy miałby traktować inną listę jak pole do demonstracyjnego podważania czyjejś rzetelności?

Projekt upamiętnienia ofiar „Ludzie, Nie Liczby”, prezentowany szeroko w Polsce jako przykład lokalnej, oddolnej pracy na rzecz pamięci, realizuje Fundacja Rodziny Popielów „Centrum”, założona przez kajakarza i olimpijczyka Dariusza Popielę. Ma on swoje odsłony w Krościenku, Grybowie, Czarnym Dunajcu, Nowym Targu i Nowym Sączu.

Od autorki:

O co ta wojna po wojnie?

Połączenie w jednym ciągu sprawy aborcji w 9. miesiącu ciąży, materiałów publicystki związanej z prawicowymi mediami, tematu „resortowych życiorysów” z PRL, i imiennego upamiętnienia sądeckich Żydów zamordowanych w czasie Zagłady sprawia, że pamięć o ofiarach staje się tłem dla polsko – polskiej wojny światopoglądowej. 

Czyja to jest pamięć? Rodzin ofiar, które przez dekady nie miały w Nowym Sączu żadnego miejsca pamięci? Badaczy, którzy odpowiadają własnym nazwiskiem za każdą kropkę? A może polityków i komentatorów, którzy widzą w niej użyteczny rekwizyt w kolejnych sporach, mocno pachnących polityką?

„Wojna po wojnie” toczy się więc nie o to, czy ktoś rzeczywiście zginął, ale o to, kto ma prawo mówić w jego imieniu i jakich narzędzi wolno używać, gdy spieramy się o przeszłość.

Kamień przy Tymowskiego zostaje na swoim miejscu. Nazwisko Mojżesza Jakubowicza , który zginął w czasie Zagłady – również.

I zostają na miejscu dwie strony barykady:


zdjęcie w nagłówku z archiwum dts24: Arbresha Goranci

Filmoteka dts24

194 Videos