Wojciech Biedroń, urodzony w Nowym Sączu, przez lata związany z „Faktem”, a potem ze środowiskiem Fratrii („Sieci”, wPolityce.pl, wPolsce24) znalazł się ponownie w centrum uwagi. Nie z powodu przełomowego tekstu ani dziennikarskiego śledztwa, lecz ze względu na przeprosiny wymuszone wyrokiem sądu. Musiał oficjalnie odwołać nieprawdziwe informacje jakie sformułował pod adresem prokurator Ewy Wrzosek, jakoby miała przekazywać Rafałowi Trzaskowskiemu dane ze śledztwa po tragicznym wypadku autobusowym w 2020 roku.
To nie pierwszy raz, gdy nazwisko Biedronia pojawia się w nagłówkach doniesień ze świata mediów niekoniecznie w pochlebnym kontekście. Niedawno głośno było o nim za sprawą wątku jego kontaktów z Tomaszem Szmydtem, sędzią, który zasłynął najpierw w KRS, później w aferze hejterskiej*, a w finale – ucieczką na Białoruś. Szmydt długo był w mediach Biedronia ekspertem od „kasty sędziowskiej”, dostarczając mu narracji. Gdy ostatecznie skompromitował się, Biedroń odciął się od współpracy z nim, tłumacząc, że sędzia był zwykłym źródłem informacji. Krytycy medialnych występów Biedronia nie łyknęli jednak tego przekazu: to nie była rola informatora, lecz partnera w budowaniu określonego przekazu – ripostowali.
Pytanie znacznie ważniejsze niż sama postać z Nowego Sącza brzmi: gdzie kończy się dziennikarstwo jako poszukiwanie i weryfikowanie faktów, a zaczyna marketing polityczny, agitacja i gra narracjami? Dziennikarz bywa niewygodny: dociska pytaniami, sprawdza źródła, ryzykuje samotność i pretensje ze wszystkich stron politycznej barykady. Propagandysta dostarcza gotowych odpowiedzi, podrasowanych pod oczekiwania mocodawców i odbiorców.
* za Press.pl: tzw. afera hejterska wybuchła w sierpniu 2019 roku, gdy media ujawniły, że grupa sędziów kierowana przez ówczesnego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka zbierała haki na niezależnych sędziów, a następnie rozprowadzała w usłużnych mediach oczerniające ich materiały. Sędziowie – hejterzy założyli grupy dyskusyjne w komunikatorach internetowych: „Kasta/Antykasta” i „Niezłomni”. Do obu należał Szmydt, a do drugiej z nich – „Mała Emi”, żona Szmydta.
źródło: www.press.pl; wirtualnemedia.pl



































































































































































































