Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska uchylił decyzję swojego regionalnego odpowiednika w Krakowie, który odmówił wszczęcia postępowania w sprawie nadania rygoru natychmiastowej wykonalności dla decyzji środowiskowej dotyczącej przebudowy DK75. Brzmi jak język urzędowych paragrafów, a praktyce oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle, że w Warszawie próbują przyspieszyć to, co w Krakowie zostało zatrzymane. Tymczasem lokalni samorządowcy: wójt Chełmca Stanisław Kuzak i prezydent Nowego Sącza Ludomir Handzel przekonują do budowy mostu w Kurowie, który odciążyłby ruch na krajowej 75. Przekonują przypominając, że mieszkańcy stracili już cierpliwość oczekując na „Sądeczankę”, która od lat grzęźnie w papierach.
Czas oczekiwania na nową DK75, Brzesko – Nowy Sącz liczymy już w dekadach nie w latach. Droga, która miała być wybawieniem z korków i komunikacyjnej udręki, stała się lejtmotywem kilku kolejnych kampanii wyborczych. Wbicie łopaty planowane jest dopiero w 2031 roku zatem nie dziwi więc frustracja mieszkańców, którzy coraz częściej mówią o „ponurym żarcie” , bo trasa, która miała odmienić region, przyspieszyć czas podróży z Sądecczyzny do autostrady A4 istnieje głównie w planach i segregatorach.
W normalnym cyklu inwestycyjnym od pomysłu do budowy mija zwykle 8–10 lat. Tymczasem w przypadku Sądeczanki sam etap uzyskania decyzji środowiskowej pochłonął już niemal cały ten czas. W efekcie punkt startowy zajął tyle, ile w innych regionach trwa cały proces. To groteska, która pokazuje, dlaczego mieszkańcy mówią dziś o „drodze-widmo”.
Proceduralny ping-pong: GDOŚ vs RDOŚ
Czas oczekiwania urozmaicił tego lata administracyjny ping-pong. 20 grudnia 2024 r. RDOŚ w Krakowie wydał decyzję środowiskową dla przebudowy DK75. 5 czerwca 2025 r. ten sam urząd odmówił wszczęcia postępowania o nadanie tej decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności. W praktyce oznacza to: „nie ruszamy, dopóki wszystkie procedury odwoławcze się nie zakończą”. Kilka dni temu GDOŚ w Warszawie poinformował, że uchylił decyzję RDOŚ. Efekt? Regionalna dyrekcja musi ponownie zająć się sprawą i rozpatrzyć możliwość przyspieszenia.
Tłumacząc najprościej: RDOŚ hamuje, GDOŚ popycha. Ale dla kierowców oznacza to nadal – niezmiennie kolejne miesiące czekania.
W tle formalnych przepychanek jest społeczny bunt. 360 mieszkańców osiedli Przetakówka i Zabełcze w Nowym Sączu podpisało protest, żądając zmiany wariantu trasy. Chcą, by droga biegła po lewej stronie Dunajca, gdzie mniej domów trzeba byłoby burzyć, aby przygotować teren pod drogę.
Samorządowcy szukają planu „B”
Zawiadomienie o ping-pongu GDOŚ-RDOŚ zbiega się w czasie z inicjatywą wójta Chełmca Stanisława Kuzaka i prezydenta Nowego Sącza Ludomira Handzla, którzy zapowiadają, że nie będą biernie czekać na inwestycję, która od lat grzęźnie w dokumentach. Dlatego lobbują za budową nowego mostu w Kurowie. Most nie zastąpi „Sądeczanki”, ale może realnie poprawić sytuację komunikacyjną mieszkańców – skrócić dojazdy, odciążyć centrum i dać poczucie, że coś wreszcie drgnęło.
Historia „Sądeczanki” to opowieść o dwóch logikach: państwowej – gdzie decyzje krążą między urzędami miesiącami, a droga wciąż pozostaje na papierze, samorządowej – gdzie lokalni liderzy próbują działać tu i teraz, w odpowiedzi na realne potrzeby ludzi. A między nimi jest niespokojna jak nurt Dunajca historia ludzi – zarówno tych oczekujących na drogę jak tych, którzy przeciwko jej wytyczanym przebiegom protestują.
Szerzej o tym pisaliśmy w tekstach:


































































































































































































