Moje zadanie było bajecznie proste. Należało rano wstać i machnąć 1800 znaków wstępniaka do urodzinowego wydania DTS. Bułka z masłem w karnawałowym klimacie. Ma być radośnie, optymistycznie, pozytywnie i z uśmiechem. Przecież na kolejnych stu stronach tego wydania mnóstwo frapujących opowieści i bohaterów godnych opisania.
Na dodatek wiemy, że nasi Czytelnicy lubią nieoczywiste opowiadania, zdecydowanie dłuższe niż 30-sekundowy film. Poza tym to są nasze 15. urodziny, więc w ramach jubileuszowego bankietu zaserwować musimy solidną porcję czytania. I nie przeraża nas zasłyszana gdzieś opinia, że długich tekstów to dzisiaj nikt nie czyta. Zasłyszana milion razy, ale przecież ludzie na mieście różne rzeczy gadają. Oczywiście ktoś może przytomnie zapytać, jak to urodzinowy DTS już w lutym, skoro pierwszy numer ukazał się 30 września 2010 r. To akurat proste – chcemy przez cały rok zaskakiwać Czytelników niespodziankami, więc po co czekać do września. No więc moje zadanie miało być bajecznie proste, a tutaj…
Połowa lutego. Kto dzisiaj przeglądał doniesienia z kraju i ze świata, ma z grubsza dwa wyjścia. A – urżnąć się w trupa. B – zgłosić się na ochotnika do domu wariatów. Ale obawiam się, że nie ma takiego schronu, gdzie by można się skutecznie zadekować. Jak przeczekać zbiorowe szaleństwo? Ono się dopiero rozkręca i zanim ten DTS trafi do Czytelników, będzie jeszcze gorzej. Jeśli macie wrażenie, że za chwilę pęknie Wam głowa od globalnego jazgotu, to… z grubsza macie dwa wyjścia. Ale to już wiemy jakie.
Połowa lutego. Zima trzyma. Emerytowany aktywista zamęcza świat codziennymi analizami politycznymi na FB. Gdyby wcześniej przyszła wiosna, to by chociaż mógł skopać ogródek. Niestety mróz nie odpuszcza, więc kopie ludziom w beretach. Sorry, taki mamy klimat. I już nawet nie o ten mróz chodzi. Raczej o ochłodzenie tak zwanych relacji międzyludzkich. No i pisz tu człowieku optymistyczny wstępniak do 645. wydania DTS, które ma zainaugurować 15. rok naszego dla Was pisania.
I nagle, kiedy już znikąd nie widać nadziei na przegonienie czarnych chmur, jak ostatnia deska ratunku, jak słynny brzytwa, której tonący się chwyta, wpada mi list Czytelniczki, który publikujemy kilka stron dalej: „Wbrew tendencji, która zdaje się dominować w mediach, nasz DTS nie boi się dobrych informacji (…), dzięki czemu odpoczywam od lansowanego przez wiele mediów wrażenia, że zewsząd otacza nas jedynie spisek, korupcja, niekompetencja i marazm. Czytam, że podobnie jak ja, ludzie mają plany, marzenia, pomysły i wielu z nich udaje się je realizować”.
I niech tak zostanie. Tę gazetę dedykujemy tym, którzy mają plany, marzenia, pomysły i nie boją się ich realizować.



































































































































































































