Krynica Źródłem Kultury 2025: LemON [RELACJA]

Krynica Źródłem Kultury 2025: LemON [RELACJA]

Lubię Igora Herbuta – lirycznego, melodyjnego, nieprzebierającego w słowach. Z podbitym okiem, w kwiatach i pragnieniu, by raz jeszcze oddać nam całego siebie. Najbardziej niebezpieczne w nim jest to, że kultura wciąż patrzy na niego jak przez zaparowane szkło, nie dostrzegając pełni blasku jego talentu. A to właśnie czyni go wolnym. Strzeżcie się więc wolnych poetów. To oni mogą – i naprawdę to robią – powiedzieć wszystko, o co baliśmy się zapytać, i zajrzeć tam, gdzie nie mieliśmy odwagi spojrzeć.

To, co zawsze wzbudzało moją ciekawość w twórczości LemON, istniało gdzieś poza utartym tu i teraz. Jednak teraz myślę, że to „gdzieś indziej”, którego Igor Herbut docieka w swoich tekstach, wcale nie było tak daleko. Ono było tu – zawsze. W nim. Kiedy ludzie mówią: „podążaj za swoim sercem”, mam wrażenie, że dają słuszną radę. Jednak to, czego nie mówią, to dokąd to serce prowadzi.

Igor Herbut | Fot. Konrad Obidziński

Na tym tle Igor Herbut ujawnia to wyjątkowe, ponadczasowe poczucie braku przynależności. Wydaje mi się, że osoby, które potrafią dostrzec swoje duchowe potrzeby i je wyartykułować, czują tak samo. I choć może się wydawać, że to tylko jego zdolność mówienia o tym, o czym większość z nas nie potrafi nawet pomyśleć, w rzeczywistości mówi o tym, co czuje serce, duch i dusza każdego z nas. To nie melancholia, nie smutek, nie poczucie straty ani bezsensu życia w świecie, który już dawno temu złapał doła. To głęboka, nieugaszona tęsknota za czymś, czego nie potrafimy uchwycić. Coś, co nie ma jeszcze swojego imienia. Igor Herbut łapie te wszystkie nasze tęsknoty i tłumaczy je w sposób najprostszy z możliwych: zostaliśmy stworzeni dla innego świata…

— Przepraszam, mogę przejść? — zapytała, jakby niepewna, czy nie przeszkadza.

Spojrzałem na nią, ledwo słysząc, co mówi, raczej domyślając się z ruchu jej warg.

— Proszę. — odpowiedziałem odruchowo, starając się wrócić do koncertu.

— Przepraszam, myślałam, że to tu, ale moje miejsce jest chyba gdzieś indziej, tylko nie pamiętam, gdzie.

— Spokojnie, zdarza mi się to codziennie. Wtedy najlepiej jest wrócić do początku — odpowiedziałem.

— Tak, wiesz, czasem te miejsca to jak… — zawahała się, jakby szukając odpowiednich słów. — Jak te teksty — wskazała w stronę sceny — które nie są nasze, ale jakby były.

Igor Herbut i Tomasz Świerk | Fot. Konrad Obidziński

W tej samej chwili rozbrzmiały pierwsze dźwięki „Ptaków”. Przytaknąłem więc, nie do końca pewny, czy jeszcze rozmawiamy o miejscach, czy już o muzyce. Kobieta przeszła dalej – gdzieś indziej zapewne. Nie tu. A scena rosła w siłę, krzepła, tężała głosem Igora, a ja czułem się, jakbym kołysał się ze skrajności w skrajność. Mało jest artystów, którzy potrafią tak swobodnie poruszać się w cudzych snach, wchodzić i wychodzić, przechodzić przez dziwną scenerię światów, które zdają się być zarezerwowane wyłącznie dla ciebie.

„Ptaki” odleciały, a w odpowiedzi rozległy się soczyste brawa – jak morze bezpardonowo rozbijające się o brzeg. Wtedy poczułem, jak rzeczywistość zaczyna powoli wracać na swoje miejsce. Odpływać. Subtelnie, prawie niedostrzegalnie, jakby ktoś stopniowo przyciszał głośność snu. Ale scena wciąż rosła w siłę, coraz intensywniej. Dźwięki oplatały, unosiły, pchały w stronę, w której nie było jeszcze miejsca na pewność. Kto może wiedzieć, co miało się wydarzyć? Poza pragnieniem pozostaje tylko jedno – nawiedzenie:

Może któregoś dnia spotkamy się na nowo

I będziemy osobami, które będą dla siebie nieznajome,

i znów zaczniemy od początku.

Foto: Konrad Obidziński, Video: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

217 Videos