Nowy Sącz, to specyficzne miejsce. Nawet kata tutaj ukatrupili

Nowy Sącz, to specyficzne miejsce. Nawet kata tutaj ukatrupili

Nie da się ukryć, że skomplikowane losy miasta Nowego Sącza są momentami nad wyraz wręcz barwne. Przez te 732 lata u zbiegu rzek Dunajec oraz Kamienica działy się rzeczy, które dzisiaj wydają nam się wręcz niewiarygodne. Co więcej, wiele z nich było trudne do pojęcia nawet w czasach, kiedy realnie miały miejsce. Do jednej z takich ciekawostek podczas swojej pracy badawczej dotarł niedawno historyk i publicysta Grzegorz Olszewski.

Jak udało mu się ustalić, na nowosądeckiej ziemi w XVII wieku doszło do bezprecedensowej sytuacji, a mianowicie zabito lokalnego kata. Z dzisiejszej perspektywy można by rzec, że  pozbawiono życia człowieka od zadań specjalnych, który był ważnym i opłacanym przez miasto przedstawicielem ówczesnego porządku publicznego. W tym momencie warto zaznaczyć, czym tak naprawdę zajmował się w tamtych czasach wspomniany fachowiec, aby lepiej zrozumieć skalę zjawiska.

– Kat był mistrzem tegoż przykrego rzemiosła, spełniał wyroki prawa miejscowego, prawa miejskiego i wymierzał kary różnym winowajcom. Wykonywał chłostę, a także przesłuchiwał więźniów w celu wydobycia zeznań. Chociażby przypiekając ich świecami, lejąc na nich łatwopalne ciecze, jak również stosując inne wymyślne sposoby. Wreszcie kat odpowiadał za wykonanie wyroku ćwiartowania, konstruowania stosu do spalenia skazanego, a ostatecznie dokonywał dekapitacji. Lepiej lub gorzej wykonanej, w zależności od stopnia upojenia kata napojami wyskokowym. Ponadto kat zajmował się łapaniem bezpańskich psów, zbieraniem trucheł padłych zwierząt, a nawet sprzątaniem rynku miejskiego – wyjaśnił Grzegorz Olszewski.

Historyk dotarł do księgi miejskiej, gdzie w dacie: „Sabbato post festum Nativitatis BMV”, natrafił na wpis, który zapewne mógł być ewenementem jak na tamte zamierzchłe czasy. Na pewno nie była to sytuacja powszechnie znana i stosowana, a jednak przytrafiła się właśnie w Nowym Sączu.

– W 1644 roku, a dokładniej dziesiątego września, pisarz miejski złożył relację, że władze miasta ufundowały za dwa złote trumnę dla zabitego kata. Opłacono grabarza za „omycie” zwłok i „wykopanie grobu y pochowania” nieszczęsnego kata. Dano też na koszulę, w którą owinięto ciało denata i w której je pochowano. Ponadto ruszyła sprawa karna wobec zabójcy. Powołano specjalnie instygatora dla jej prowadzenia – dodaje publicysta Rocznika Sądeckiego.

Jak można się domyślać, nie pozostało to bez echa, a wręcz temat stał się bardzo głośny. – Kwestia zabicia kata wywołała ogromne reperkusje. Powiadomiono organy karne w Krakowie o tym wydarzeniu, miasto zaczęło poszukiwać następcy, co było bardzo trudne. Wynajmowano kata „na akord” nawet z Sandomierza. Zabójstwo to wprowadziło bardzo dużą dezorganizację działania magistratu nowosądeckiego do końca 1644 roku – precyzuje Grzegorz Olszewski.

Przy całej sprawie zaistniały również wątki poboczne. – W załączonej małej fotografii ze źródłowej księgi pojawia się od razu temat, że musiano nająć hycla („hyclika”), któremu dano 6 groszy, aby zajął się jakimiś pilnymi kwestiami zwierzęcymi w mieście – przytoczył historyk, który doszukał się tej ciekawostki za sprawą materiałów Biblioteka Naukowej PAU i PAN w Krakowie.

Czytaj także: Nieoczywiste spojrzenie na 732 lata historii Nowego Sącza

 

fot. Michał Śmierciak / UM Biecz

Filmoteka dts24

194 Videos