6. SJF: Canarro. Swing Manouche – Swing Django [RELACJA]

6. SJF: Canarro. Swing Manouche – Swing Django [RELACJA]

Przyjęcie w stylu manouche.

Schodki. Drzwi. Foyer. Goście powoli wchodzą w sepię i kurz – zakrzywione światło obrosłego patyną świata. Echo czegoś nadal nieokreślonego – kultury, która ma narodzić się po raz wtóry i tu skończyć; muzyki, będącej zapomnianym wspomnieniem, artefaktem, podróżą w czasie i przestrzeni, nostalgią epoki przyciągającą nawet tych, którzy nigdy jej nie doświadczyli.

Wszyscy tu na coś czekamy: na wielkie wejście, dramatyczne zejście, na cokolwiek, co wyrwie nas z codzienności – wsadzi palec w oko, wytrąci z równowagi, przeniesie w czasy Django Reinhardta i złotej ery manouche. W świat cygańskiego swingu, półmroku kawiarnianych chwil, pląsów i nieposkromionej bohemy.

Soós Márton i Szakál Tamás | Fot. Małgorzata Tomica (Tomikaart)

Kiedy popłynęły pierwsze takty, cała sala odetchnęła z ulgą, zaczęła oddychać ich rytmem. Zespół co rusz uwalniał nuty jak pióra niesione przez wiatr – lekko, acz efektownie i z pełnią mistrzostwa godną największych. I to trwało, i trwało, i zdawało się nie mieć końca, a ja pozwoliłem sobie wyobrazić, że późna noc sprzyja tajemniczości, a muzycy, widząc biernie zasłuchane twarze, przerywają i rzucają ze sceny jednym głosem: „Czy wy wiecie, kim jesteśmy? Czy wy nadal wiecie, kim jesteście?”. W ich głosie czuć pewną dozę złowrogiej figlarności, jakby quasi-żart krył się w każdym pytaniu i słownej zaczepce – nuta autoironii i bufonady, podkreślająca magię i zarazem lekką niezręczność chwili. Zapanowała martwa cisza. W końcu jeden z gości, chcąc strącić tę nerwową atmosferę zawieszenia, odpowiada: „Oczywiście, że wiecie. Ale powiedzcie – czy wy tam gracie, czy jedynie przygrywacie na granicy oddzielającej naszą noc od waszej muzyki?”

Canarro | Fot. Małgorzata Tomica (Tomikaart)

Lider spogląda na niego przymrużonymi oczami, jakby dostrzegł coś dla ogółu niedostrzegalnego. Goście, jeszcze chwilę temu zasłuchani, ruszają żywo pod scenę, a echo akordów i szarpanych strun wraca ze zdwojoną siłą. Niewypowiedzianą kanonadą energii, tańca i gypsy jazzu. I to trwa, i trwa, i zdaje się nie mieć końca, a ja pozwalam sobie odwyobrazić te obrazy i wrócić do siebie, na swoje miejsce, do Canarro – nadal na scenie, w nowej odsłonie i tej samej odsłonie, bawiący się granicami czasu i muzycznych epok. Jakby uczestniczyli w sobie wiadomej grze, w której dźwięk przestał być regułą czy sztywną wytyczną.

I to musiało mi wystarczyć. I wystarczyło.

Fot. Małgorzata Tomica (Tomikaart)

 

Filmoteka dts24

194 Videos